Za złe odżywianie dzieci w dużym stopniu odpowiada szkoła.

Za złe odżywianie dzieci w znacznym stopniu odpowiada szkoła; w diecie młodych Polaków stałym elementem są słodycze, a brakuje w niej warzyw, owoców i pełnowartościowych produktów – mówiono na wtorkowej konferencji „Szkolne smaki – szkoły dobrego żywienia”. Konferencję dla dyrektorów szkół, nauczycieli, szkolnych kucharzy zorganizowały w Warszawie fundacja Szkoła na widelcu i fundacja Banku Ochrony Środowiska w ramach ogólnopolskiej kampanii.

Zwrócono uwagę, że młodym Polakom grozi epidemia otyłości. „Tempo przyrostu dzieci z nadwagą i otyłością jest dziesięciokrotnie większe niż w Stanach Zjednoczonych” – oceniają fundacje. Podkreślają, że słodycze są stałym elementem diety dzieci: każdego dnia wypijają ok. dwóch szklanek słodzonych napojów i dwa razy dziennie sięgają po słodycze oraz słone przegryzki.

„Mitem jest, że szkoła nie odpowiada za żywienie dzieci” – powiedziała Barbara Lewicka-Kłoszewska z fundacji BOŚ. Zaznaczyła, że modelowe żywienia opiera się na pięciu posiłkach dziennie: śniadaniu (stanowi 30 proc. dziennego żywienia), drugim śniadaniu (5 proc.), obiadu (35 proc.), podwieczorku (5 proc.) i kolacji (25 proc.). Tymczasem – jak mówiła – znaczna liczba dzieci wychodzi z domu bez śniadania, co oznacza, że w największym wymiarze odżywia się w szkole.

Podkreśliła, że problem stanowią przede wszystkim sklepiki szkolne, których asortyment to głównie słodycze, słodkie napoje i niezdrowe przekąski oraz stołówki, w których podawane są niezdrowe posiłki.

Lewicka-Kłoszewska zaznaczyła, że mitem jest iż, potrzeba ustawy, która ureguluje działanie sklepiku szkolnego. „To dyrektor szkoły decyduje, jakie produkty są dostępne w szkole” – stwierdziła. Zauważyła, że koszt wynajmu powierzchni sklepiku to od 300 do 600 zł miesięcznie. „Nie są to duże dochody w skali całej szkoły. Zdrowie dzieci jest tym, co naprawdę się liczy” – podkreśliła.

Grzegorz Łapanowski z fundacji Szkoła na widelcu mówił, że w przetargach na posiłki dla szkół wygrywają najtańsze oferty, co przekłada się na ich jakość i wartość – coraz częściej są przygotowywane na bazie półproduktów.

Fundacje zaznaczają, że większość warszawskich stołówek szkolnych wydaje obiady, ale nie wszystkie drugie śniadania. Tylko w co dziesiątej szkole jadłospis dla dzieci układa dietetyk, w pozostałych za jadłospis odpowiada intendent lub kucharz. W ponad połowie szkół (63 proc.) obiady nie są dofinansowywane. Z kolei sklepik szkolny funkcjonuje w większości szkół (64 proc.), zazwyczaj prowadzi go ajent (84 proc.) lub spółdzielnia uczniowska (10 proc.). (PAP)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>