Wspomnienie o prof. Julianie Aleksandrowiczu-cz.2.

Zachęcam do przeczytania następnej części wypowiedzi prof. Juliana Aleksandrowicza (zmarł w 1988 roku) znakomitego Lekarza Hematologa, Ekologa i Filozofa. Ta wypowiedź Profesora została opublikowana prze Zofię Szlachtę w książce pt. „Mistrz” wydanej  1984 roku przez Młodzieżową Agencję Wydawniczą w Warszawie . Mimo ,ze minęło od tej chwili już 20 lat, wcale myśli Profesora nie straciły na wartości! Może ktoś , kto znał Pana Profesora napisze swoje wspomnienia o tym znakomitym Naukowcu? …..


Nie, ja wcale nie odbiegam od tematu. Temat jest ciągle ten sam. Mówimy o sensie medycyny. Bo przecież wszyscy musimy zdawać sobie sprawę, ze królową wszystkich nauk nie jest już ani filozofia, ani cybernetyka, ani matematyka, ale wiedza o przetrwaniu- medycyna. Musimy się nauczyć, jak  żyć, aby nasze dzieci nie uległy degeneracji i aby rodzaj ludzki nie zginął, nie zwyrodniał. Pyta Pani, czy ciężar przetrwania  na nas spoczywa i od nas zależy? Oczywiście, że tak, tym różnimy się od zwierząt. Proszę: ptaki troszczą się o dzieci tak długo, dopóki one same nie nauczą się walczyć o byt. Podobnie psy, koty. A my, ponieważ obdarzono nas zdolnością przewidywania, musimy myśleć o prawnukach. Im lepiej, im skuteczniej nauczymy się o nich myśleć, tym szybciej będzie przebiegała kulturowa ewolucja rodzaju ludzkiego. Człowiek przyszłości powinien mieć na myśli nie tylko swoje dzieci, ale i dzieci swoich dzieci, i dzieci swojego sąsiada. W tym kierunku musi pójść nasz rozwój, w tym widzę nasze posłannictwo, naszą nadzieję, naszą przyszłość. Jeśli uświadomimy sobie tę naszą rolę w przyrodzie, to zrozumiemy, że jesteśmy tylko jej cząstką, że łączy nas z przyrodą egalitaryzm biologiczny. Jeśli człowiek będzie o tym pamiętał, może nie będzie dokonywał tak absurdalnych spustoszeń, nie będzie okrutny dla drzew, okrutny w mordowaniu zwierząt, nie będzie uprawiał myślistwa, rybołówstwa dla przyjemności- najwyżej, aby zaspokoić głód. Może- idąc dalej – przestaniemy zabijać się wzajemnie.  Grozić sobie. Żyjemy w ciągłym napięciu i strachu, a jeden skromny samolot myśliwski kosztuje tyle, co dwa luksusowe szpitale. Jest w tym patologia, jakiś obłęd. Nie jest prawdą powiedzenie „Si vis pacem, para bellum”. Jeśli chcemy być zdrowi to właśnie nie zabijajmy, żyjmy w zgodzie z ludźmi, ze zwierzętami, nie niszczmy świata. Mówią, że to pięknoduchostwo. A jest to ogromny wysiłek, który trzeba zrobić! W zamian otrzymamy możliwość egzystencji dla dalszych pokoleń i  własnego odejścia w sposób godny człowieka. Może to zresztą utopia, ale przecież postęp polega na realizacji utopii. Jeśli będziemy wolni od nienawiści i chęci zniszczenia, dokonamy postępu. Tkwimy  takim błędnym światopoglądzie antropocentrycznym. Wydaje się nam, że ta wartość najwyższa- człowiek – już jest szczytem ewolucji. I popełniamy kapitalny błąd. Bo jeśli jesteśmy szczytem ewolucji, nie ma powodu, aby się udoskonalać. Żyjemy sobie w błogostanie, najdoskonalsi, najwspanialsi. najwspanialsi to nie tak. Człowiek dopiero staje się. Ta wysoka, piękna młodzież, którą wyhodowaliśmy, wcale nie jest szczytem możliwości. Piękną młodzież obdarzyliśmy złymi nawykami, stereotypowym myśleniem.


Sądzę, że myśmy brnąc w ewolucję zagubili gdzieś inteligencje i zaniedbali rozwój emocjonalny, że zdrowie fizyczne rozwijaliśmy kosztem doskonałości uczuciowej. Człowiek jest nie tylko rzeczywistością biologiczną, nie tylko intelektualną, ale i emocjonalną. Prawdziwa jego wielkość zaczyna się wtedy, gdy dostrzega siebie kręgu innych ludzi. Jest to nienaruszalne prawo sprzężeń zwrotnych, równie niepodważalne jak prawo grawitacji. Musimy go przestrzegać, jeśli nie mamy wyginąć jako istoty rozumne. Kiedy tak podsumowuję własne życie, dochodzą  do wniosku. Że sam byłem dość bezmyślnym egocentrykiem- aż do ostatniej wojny, tej najokrutniejszej. Ale kiedy zobaczyłem, do jakich wspaniałych czynów i  przeciwnie- nikczemności, jakiej by nie potrafiła wymyślić najbardziej szaleńczo rozbudzona fantazja twórcy, jest zdolny człowiek, zrozumiałem, że są wartości większe niż własne życie, własne „ja”. W codziennym, zwulgaryzowanym języku jest takie słowo: zaangażowanie. Jeśli się nie podejmuje działania pod jego wpływem, jeśli praca nie wypływa z emocji, z miłości, to żadne działanie nie będzie konstruktywne. Zrozumiałem, że w naszej epoce lekarz musi być sumieniem ludzkości. Musi uczyć: jeśli jestem dla kogoś życzliwy, on także będzie dla mnie życzliwy. Pokazywać, że tak łatwiej żyć, że to się opłaca. (cdn)


 


Tarnów, dnia 27.12.2004r        Jacek Roik , jroik@manpol.net


 


 


 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>