W Polsce jest dostatecznie dużo ośrodków kardiologii inwazyjnej.

W Polsce jest już wystarczająco dużo ośrodków kardiologii inwazyjnej prowadzących całodobowy dyżur. Brakuje oceny jakości wykonywanych zabiegów oraz jednolitej referencyjności oddziałów kardiologicznych – powiedzieli eksperci na spotkaniu z dziennikarzami. Prof. Grzegorz Opolski, konsultant krajowy w dziedzinie kardiologii, powiedział, że w Polsce są 143 ośrodki kardiologii inwazyjnej, z czego 126 pełni dyżur całodobowy. W 2011 r. wykonano w nich 201,4 tys. koronarografii (obrazowania drożności naczyń wieńcowych) oraz 113,3 tys. zabiegów angioplastyki (udrożnienia tętnic mięśnia sercowego).
W przeliczeniu na 1 mln mieszkańców wykonujemy 5,2 tys. koronarografii oraz 3 tys. angioplastyk, co stawia nas w pierwszej piątce krajów Unii Europejskiej” – podkreślił prof. Opolski. Dodał, że czas oczekiwania na te zabiegi nie przekracza na ogół 1-2 miesięcy.

Na tle innych krajów wszczepiamy mniej stymulatorów serca – 27,5 tys., czyli 742 na 1 mln mieszkańców. Pod tym względem jesteśmy w pierwszej dziesiątce krajów UE. Jeszcze mniej wykorzystuje się konwerterów/defibrylatorów – 8,2 tys. (według danych Narodowego Fundusz Zdrowia). Są to aparaty przywracający właściwy rytm serca gdy jest on nadmiernie przyspieszony i może doprowadzić do grążącego śmiertelnym zawałem serca migotania komór.

Liczba ablacji wykorzystywanych do leczenia zaburzeń rytmu serca zwiększyła się w 2011 r. do 8,2 tys. Zabiegi te polegające na usuwaniu w mięśniu sercowym miejsca arytmii prądem o częstotliwości radiowej wykonywane są w 57 ośrodkach. Na ogół trzeba na nie czekać od 4 do 18 miesięcy. Znacznie szybciej wszczepiane są stymulatory (od jednego do trzech miesięcy) oraz kardiowertery/defibrylatory (od 2 do 8 miesięcy).

„Świadczy to o tym, że choć kardiologia jest stosunkowo dobrze dofinansowana, to potrzebny jest dalszy wzrost środków na tę dziedzinę ze względu na wysokie wciąż zagrożenie w naszym kraju chorobami sercowo-naczyniowymi” – powiedział prof. Opolski.

W Polsce co roku zdarza się 90 tys. tzw. ostrych zespołów wieńcowych (powodujących niedokrwienie mięśnia sercowego). Spośród nich 35 tys. to zawały serca wymagające natychmiastowego leczenia, głównie udrożnienia tętnicy wieńcowej (przy użyciu angioplastyki). Są to często zabiegi ratujące życie.

„Podobnie dzięki udrożnieniu naczyń doprowadzających krew do mózgu będzie można ratować chorych z tzw. niedokrwiennym udarem mózgu” – powiedział prof. Opolski.

Prof. Hanna Szwed, kier. II Kliniki Choroby Wieńcowej Instytutu Kardiologii w Warszawie, zwróciła uwagę, że po leczeniu szpitalnym niedostateczna jest opieka ambulatoryjna. Po udzieleniu ratującej życie pomocy chory wymaga odpowiedniego prowadzenia przez lekarza podstawowej opieki zdrowotnej (w konsultacji z kardiologiem). Dotyczy to szczególnie chorych z przewlekłą niewydolnością serca.

Dodała, że zmiany w refundacji leków spowodowały, że firmy wycofały ze sprzedaży w Polsce niektóre leki kardiologiczne, szczególnie przeciwpłytkowe, przeciwkrzepliwe i przeciwarytmiczne.

Według prof. Krzysztofa J. Filipiaka z I katedry i Kliniki kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, jest to spowodowane tym, że firmom nie opłaca się już oferować niektóre leki po zbyt niskich cenach, bo ich produkcja przestała być opłacalna. Tak jest nie tylko w onkologii, ale i w kardiologii.

Dodał, że na liście refundacyjnej nie znalazły się jeszcze leki nowej generacji stosowane u chorych z migotaniem przedsionków. „W tym przypadku jesteśmy ofiarą własnego sukcesu. Ponieważ kardiologia jest ogólnie dość dobrze dofinansowana, to nie jesteśmy traktowani priorytetowo w refundacji leków” – podkreślił prof. Filipiak.

Zbigniew Wojtasiński (PAP)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>