Trzy utrapienia naszego rolnictwa!

Trzy utrapienia naszego rolnictwa: susza, uprawa gleby i nieustanny wzrost zagrożenia roślin uprawnych chorobami i szkodnikami. Takie zagrożenia widzi Wojciech Sowiński, Redaktor Biuletynu Informacyjnego dla Województwa Podkarpackiego „Efektywne Mikroorganizmy-Greenland Technologia EM” pisząc o tym w marcowym, tegorocznym numerze. Nie tylko pisze ale wskazuje sposób na przeciwdziałanie.Nie znam sie na rolnictwie, ale wiem, że Rolnicy czyli „Lekarze ziemii” są tylko zdolni dostarczyć zdrową żywność dla Nas! Oby Rolników z Podkarpacia zaczęli naśladować Koledzy z innych Regionów Polski……
Utrapienia naszego rolnictwa

Pierwsze utrapienie: susza

Prawie wszyscy rolnicy narzekają – niszczy nas susza, rośliny wysychają będzie mały plon. Pogoda się zmienia i znowu narzekanie – niszczy nas nadmiar opadów, wszystko wygnije na polu stoją kałuże.
Dlaczego po dłuższym braku opadów na polu stoją kałuże? Dlaczego spragniona wody gleba nie chce jej pić, prawie wcale jej nie przyjmuje? Dlaczego nawet po niewielkich skłonach prawie wszystka woda spływa, zabierając jeszcze ze sobą najbardziej wartościowe składniki pokarmowe?
Weźmy przeciętnie zwięzłą glebę. Po dwu trzech tygodniach suszy zaczyna padać deszcz. Na równym polu zaczynają tworzyć się kałuże. Po tygodniu deszcz przestaje padać ,kałuże powoli wysychają. Przetnijmy dno takiej nie całkiem wyschniętej kałuży i co się okazuje? Woda przesiąkła zaledwie 5 do 15 cm. Deszcz padał tydzień kałuża stała jeszcze kilka dni i za ten czas tylko tyle przemokło. Gleby piaszczyste te pozbawione najczęściej próchnicy przestały magazynować wodę.
Albo padają jesienne deszcze, nawet na zaorane pole. Proszę wziąć szpadel i wykopać dołek na głębokość 50-60 cm. Najczęściej na wierzchu jest warstwa gleby na głębokość orki nasiąknięta maksymalnie wodą, po prostu rzadkie błoto. To błoto stanowi dodatkową zaporę do przesiąkania wody w głąb gleby. Okazuje się, że to nie brak opadów jest przyczyną suszy, to gleba przestała przyjmować wodę.
Z moich obserwacji wynika, że większość wody jaką mają do dyspozycji rośliny w ciągu roku pochodzi z topniejącego śniegu i z pierwszych wiosennych deszczów pod warunkiem, że gleba przemarznie i mróz ją spulchni. Wtedy woda wsiąka . W miarę jak w ciągu lata gleba zaczyna się zbijać przyjmowanie wody jest coraz mniejsze aż w końcu prawie ustaje. Większość gleb straciła swoją strukturę, straciła sprężystość. Gleba taka nie dąży do wyrównania wilgotności w całym swym przekroju. Jej warstwy suche nie wysysają wody z warstw silnie uwilgoconych, a tak przecież powinno być. Oddzielna rolę odgrywa tutaj podeszwa płużna, która dodatkowo utrudnia pionowy ruch wody w glebie. Jeżeli nawet w jakiś sposób nagromadzi się pewna ilość wody w glebie to jej ruch ku powierzchni jest również bardzo słaby. Jeżeli nie ma wsiąkania nie ma podsiąkania.

Drugie utrapienie: uprawa gleby.

Utrapienie to wiąże się bezpośrednio z pierwszym. Czterdzieści pięćdziesiąt lat temu do wykonania orki zimowej starczyło 12 do 15 KM na jeden korpus płużny, razem z przetaczaniem ciągnika. Obecnie 30 KM na korpus jest czasem za mało. Do tego dochodzi jeszcze podeszwa płużna. Dlaczego przez kilkaset lat rolnictwa na danym terenie podeszwa się nie wytworzyła, a wytworzyła się przez ostatnie kilkadziesiąt lat. A skoro się wytworzyła to trzeba ją pokruszyć. A więc głębosz kilkadziesiąt KM na jeden pazur i kruszymy. Ale to jest tylko odsunięcie problemu w czasie, bo przecież te pokruszone kawałki po jakimś czasie się skleją i podeszwa będzie jeszcze grubsza

Trzecie utrapienie: nieustanny wzrost zagrożenia roślin uprawnych chorobami i szkodnikami.

Czy jest jakiś wspólny mianownik tych utrapień. Moim zdaniem jest. Tym wspólnym mianownikiem jest traktowanie gleby jako zbioru różnych minerałów z niewielkim dodatkiem materii organicznej. Traktowanie gleby jak wysypiska śmieci gdzie wszystko można wlać i wsypać a ona musi się nam odwdzięczyć wysokimi i dobrymi plonami. I coraz częściej się okazuje że nie musi Długoletnie stosowanie ogólnie rzecz biorąc chemii rolnej odwróciły przemianę materii w glebie . Kiedyś przeważało próchnienie czyli życie. Obecnie w glebie przeważa gnicie, czyli śmierć. Zgniły obornik potrafi leżeć w glebie nawet dwa lata aż zostanie rozpuszczony i wymyty. Podobnie jest z inną materią organiczną Produkty gnicia nie są przyswajalne przez rośliny ani przez zwierzęta ani przez ludzi. Brakuje również mikroorganizmów rozkładających minerały tak, by były one przyswajalne przez rośliny. Zatruta produktami gnicia i chemią rolną gleba sama choruje i jest początkiem chorób roślin , zwierząt i ludzi. Chemicznie taka gleba jest w porządku. Wykazuje dostateczną albo nawet wysoką zawartość składników pokarmowych. Pomimo to plony nie rosną a nawet maleją.
Panuje powszechne przekonanie że rolnictwo nowoczesne to rolnictwo zużywające duże ilości nawozów wapna i środków ochrony roślin. Rolnictwo zużywające olbrzymie ilości energii a więc rolnictwo coraz droższe. Jeżeli miarą nowoczesność rolnictwa jest produkowanie coraz droższej i coraz gorszej pod względem biologicznym żywności, degradowanie gleby i zatruwanie środowiska to jesteśmy na dobrej drodze.
Moim zdaniem symbolem nowoczesnego rolnictwa powinna być produkcja bogatej pod względem biologicznym żywności, pozbawionej chemii, produkowanej w zgodzie z prawami przyrody, rolnictwo, które jest tanie i daje równocześnie wysokie plony.
Czy jest to możliwe. Czy tylko siąść i płakać. Narzekać, że wszystkie środki produkcji drożeją a produkty rolne tanieją. Bez kroplówki w postaci dotacji rolnictwo popadnie w śpiączkę.
Jest to możliwe. Tą możliwość daje – jak je nazywa Paweł Zajączkowski producent EM-u – rolnictwo mikrobiologiczne. To rolnictwo mikrobiologiczne pozwoli nam pozbyć się większości albo nawet wszystkich utrapień. Umożliwią nam to istoty, które decydują o życiu na ziemi, czyli mikroorganizmy glebowe, przywracające w glebie próchnienie a więc życie.
To one spulchnią glebę, rozłożą podeszwę płużną, zamienią w próchnicę każdą najmniejszą część materii organicznej, przygotują ogromne ilości przyswajalnych związków mineralnych tych z nawozów i tych z rozkładu skały macierzystej, przepędzą z gleby większość chorób. Jednym słowem umożliwią za niewielkie pieniądze uzyskanie wysokich bardzo wartościowych dla ludzi i zwierząt plonów, uwalniając nas przy okazji z resztek chemii rolnej zalegającej w glebie. Taka technologia istnieje, taka technologia jest na wyciągnięcie ręki. Taka technologia stosowana jest na tysiącach hektarów w Polsce. Wyniki stosowania tej technologii prezentujemy w tym biuletynie.

Wojciech Sowiński

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>