Ten szalony galop?- czwarty fragemnt książki „Dr Roik. Historia Haniebnego Zaniechania” , Red. Zygmunt Szych opisuje moje starania o zdrową żywność nie tylko dla Tarnowa.

Rozmawiam z Redaktorem Zygmuntem Szychem codziennie, coraz dłużej. Chcemy wydać książkę pod koniec maja. 21 maja zostałem zaproszony do Katowic do sklepu „EMPOINT” przy ul. Kozielskiej 4- www.empoint.pl, a 28 maja Krystyna Drozd zaprosiła mnie na Jej 65 autorskie spotkanie z cyklu „Na skrzydlach po drabinie” w Tarnowie. W obu miejscach chcialbym się zjawić z książką….

Ten szalony galop?

-Władza przecinała wstęgę, pokazali to w telewizji, ale pan tak jakoś z boku?

- Pierwsze Targi były na pewno sukcesem, po tej długiej, mozolnej szarpaninie, szukaniu kontaktów z ludźmi- autorytetami, producentami, handlowcami. Mimo wszystko, nie spodziewałem się tak wielkiego zainteresowania ze strony mieszkańców. Ta atmosfera udzielała się nam wszystkim.

A co do władzy: stałem z boku. Nie interesowali mnie ci ludzie. Moje zainteresowania lokowałem gdzie indziej, a kontaktami z ówczesną władzą- potrzebnymi przecież, bo bez ludzi władzy, decydentów, niewiele dałoby się zrobić- zajmowali się, na moje szczęście inni.

-Jednak to pan powinien przecinać wstęgę?

-Ale przecinała władza. Nie mam o to żadnych pretensji. Ludzie władzy mieli swoje ? pięć minut?, kiedy na chwilę błysnęli w ?Teleekspresie?. Chociaż?Kiedyś przypomniano sobie o mnie i w ostatniej chwili poproszono do wstęgi, żebym przecinał kawałeczek tej wstęgi w trakcie ceremonii uroczystego otwarcia Targów.. No to przeciąłem. Zresztą, nie zabiegałem o jakiś kawałek sławy. Bywali u mnie dziennikarze z wszelkich możliwych tytułów trasowych. Byłem rozchwytywany, bo pisano o mnie już znacznie wcześniej, kiedy jeździłem po Polsce, brałem udział w wykładach, seminariach. No i wreszcie sam pisałem. Miałem, jak to się mówi ? nazwisko?. Więc dziennikarze trafiali do mnie przede wszystkim. Ci z radia robili audycje, ci z telewizji specjalne programy. Zresztą, nie tylko ze mną. Pani Halina Skrzekucka z Brzeska zaproszona została- to było apogeum zainteresowania zdrową żywnością- do studia TVP Kraków, gdzie prowadziła program o kolacji wigilijnej. Świetnie kojarzący się ze zdrową żywnością,. Bo wieczerza wigilijna to przecież postne, chociaż bardzo smaczne dania?

Cieszyło mnie to, bo to była wspaniała okazja do bardzo już szerokiego? sprzedawania? mojego pomysłu na zdrowa żywność. I w ten sposób media wylansowały Tarnów na stolicę zdrowej żywności.

Miałem zbyt wiele zajęć, by skrupulatnie zbierać wszystkie wycinki prasowe, ale i tak uskładało się tego na kilka tomów, które przekazałem w depozyt do miejskiej biblioteki w Tarnowie. Jest tam wszystko: od początków całej historii, po jej niebywały rozwój. Dopiero potem, gdy wszystko dogasało, w mediach też zrobiło się cicho. Nikt wtedy ani potem- aż do dzisiaj, do tej publikacji, nie zadał publicznie pytania: dlaczego tak się stało?

-Póki co jednak, trwał ten szalony galop i pan na czele stawki..

-Tak, to był nieustanny galop. Już nie wiedziałem, jak się nazywam. Telefonowano do mnie z różnych stron Polski także o nocy. Najrozmaitsze propozycje, kiedy mieliśmy w Tarnowie taki sukces, że miasto było powszechnie znane w całym kraju. Najbardziej utkwiła mi w pamięci propozycja generała lotnictwa Romana Paszkowskiego, ówczesnego wojewody katowickiego.

-A cóż on robił w tej historii?

-Zaczęło się od tego, że jednym z dziennikarzy, który bardzo intensywnie zajmował się tarnowską inicjatywą i z w ogóle zdrową żywnością, a także moją osoba, był redaktor Janusz Jeleń. Był znanym na Śląsku dziennikarzem sportowym, potem pracował w Dzienniku Zachodnim. Namówił mnie do pisania do tej gazety felietonów o zdrowej żywności i chętnie, z uwagi na liczne grono czytelników, podjąłem tę propozycję. On sam prowadził tam stały cykl felietonów na te tematy.

Kiedy w Tarnowie rozpoczęły się Targi i były kontynuowane z takim sukcesem, z tak dużym zainteresowaniem zarówno producentów, jak i handlowców i wreszcie zwykłych ludzi- sprawą zainteresował się także wojewoda Paszkowski. Zadzwonił do mnie z niecodzienną propozycją, która mnie zaskoczyła i wprawiła w zakłopotanie zarazem?

-Płonę z ciekawości. Musiało być to istotnie coś niepospolitego, skoro, jak pan mi opowiadał, ukrywał się. pan przed generałem-wojewodą.

- Tak było. Wojewodzie katowickiemu, człowiekowi bardzo wysoko postawionemu we władzach centralnych – to przecież epoka Gierka, pochodzącego z tamtych stron, z Zagłębia- spodobała się moja inicjatywa i to, jak była w Tarnowie realizowana. Postanowił więc przenieść Targi na Śląsk, do Katowic. Argumenty miał, musze przyznać, nie pozbawione słuszności. Twierdził, że Śląsk, z jego wielkim potencjałem przemysłowym, spowoduje, przy jego osobistym udziale, ze Targi staną się wielką imprezą, także w sensie technicznym, logistycznym, organizacyjnym wreszcie. Mówił też przekonywująco, że Śląsk, jego mieszkańcy, potrzebują zdrowej żywności w stopniu znacznie większym niż w jakiejkolwiek innej dzielnicy Polski. Na pewno miał rację.

-No to stanął pan przed nie lada wyborem?

-Nie podchodziłem do tego w taki sposób. Patriotyzm lokalny nie pozwalał mi, nie dopuszczałem nawet takiej myśli do siebie, aby przenieść Targi z Tarnowa gdziekolwiek. Choć na pewno na Śląsku stałyby się imprezą wielką, z wielkim rozmachem. Po prostu mieli na to pieniądze. A poparcie takiego wojewody w tamtej epoce, silnego człowieka władzy, na pewno przyniosłyby rezultaty o jakich można było tylko marzyć. Ale ja jestem stad, z Tarnowa. Tu doszedłem do realizacji mojego pomysłu. Byłaby to zdrada. A ja byłem i jestem mocno związany emocjonalnie z moim miastem.

-To jak pan sobie poradził z silnym człowiekiem władzy, generałem Paszkowskim?

-Przez uniki . On nieustannie dzwonił do mnie do domu. Kusił. Zapraszał na Śląsk. Zaproponował, żebym tam się przeniósł na stałe. Wymigałem się nadmiarem obowiązków w związku z Targami i udziałem w licznych spotkaniach. A potem już nie odbierałem telefonów od niego. Ten niemiły obowiązek spadł na moją żonę. Podziwiałem ją za cierpliwość. Odpowiadała generałowi niezmiennie, że mnie nie ma w domu ( co w wielu przypadkach polegało na prawdzie), że jestem gdzieś w Polsce, na wyjazdach. W końcu, po długim czasie, wojewoda odpuścił.

-A nasza władza, tarnowska? Zapamiętał pan kogoś, kto by Targami szczególnie zainteresowany? Nie tylko w momencie przecinania wstęgi na otwarciu?

-Nikogo takiego nie zapamiętałem.

-Nie było żadnych propozycji, wizji, pomysłów na dalszy ciąg z ich strony?

-Żadnych .Z wszystkim radziliśmy sobie sami. Wspomniałem tu już nieocenione zasługi organizacyjne redaktora Zygmunta Kopera, który potem stanął na czele Towarzystwa Propagowania Zdrowej Żywności. Władza, miałem takie wrażenie, cieszyła się, że jest taka inicjatywa w Tarnowie. Ale nie widziałem na własne oczy ,jak konkretnie się ona cieszyła, bo nie odwiedzałem gabinetów władzy. Ja, wie pan, bywałem raczej w kościołach. Do gabinetów władzy jakoś mnie nie ciągnęło. Nie znałem ludzi z tamtych kręgów.

- Ale przyzna pan, że tutejsza, a nie śląska władza, powinna zadbać o rozwój tej inicjatywy.

- Przyznam.

-I nie zrobili nic? Przecież mieli podsunięto gotową wizje, ja też o tym w swoim czasie pisałem: Centrum Targowe z prawdziwego zdarzenia, z halą targowa, hotelem, biurem. Tego nie można było kontynuować po partyzancku. Władzy powinno na tym zależeć. Targi to byłaby dziś wielka marka Tarnowa, że użyję współczesnego języka.

-Zgadzam się z tym absolutnie. Ale, jak panu doskonale wiadomo, galopowaliśmy sami, a raczej- osobno. Bo to był galop. Miałem też pomysły, żeby w dużych miastach utworzyć nasze przedstawicielstwa, które tam, na miejscu, wyszukiwałby i podtrzymywały kontakty z producentami. Chciałem takie tworzyć także za granicą, na przykład we Francji, gdzie rodziły się dobre kontakty. Skończyło się w fazie marzeń. Na szczęście byli z nami ludzie, którzy sprzyjali naszej inicjatywie .Do takich należał dyrektor handlowy Jan Gajniak ze Skawińskich Zakładów Spożywczych- niedawno z żalem dowiedziałem się, że zmarł. Wspaniały człowiek! Krystyna Nosal i Roman Kostanecki z sądeckiego ?Konspolu?, Janusz Kasztelewicz ze Stróż, człowiek, który potem wywindował ?na miodzie? tę miejscowość z niewielkiego grajdołka na interesujące miejsce na mapie kraju. Marcin Hencz z Łodzi, humanista z krwi i kości, absolwent filologii angielskiej, który wyjechał do Ameryki i tam odkrył u siebie żyłkę biznesmena, a w Chicago założył sieć sklepów ?Powrót do natury?. I wydaje obecnie miesięcznik poświęcony zdrowiu i zdrowej żywności. Zapamiętałem go, bo był pierwszym uczestnikiem Targów z zagranicy. Zapakował po prostu do samolotu kilka kartonów amerykańskich produktów obniżających cholesterol i wzmacniających odporność organizmu. Poszły jak woda na Targach?Z panem Marcinem do dziś utrzymuję sympatyczne kontakty. A skoro jesteśmy przy jego dziennikarskich pasjach, to mile wspominam tarnowskiego dziennikarza Krzysztofa Kamińskiego, niestrudzonego propagatora zdrowej żywności i tej naszej imprezy?Od lat w Krośnie, nadal zajmuje się tą problematyką, wydaje nawet kwartalnik poświęcony zdrowej żywności ,a prywatnie wegetarianin, od lat gustujący w produktach z soi właśnie! Przyjeżdżały na Targi tysiące ludzi z całej Polski. Mieliśmy też ?podpatrywaczy?. Dyskretnie obserwowali, jak to robimy. Łapali nasze kontakty. Potem okaże się, że robili to w ściśle określonym celu: chcieli to mieć u siebie.. Moja żona, kobieta -intuicjonistka jakby coś przeczuwała, kiedy cierpliwie kładła mi do głowy, że Targi Zdrowej Żywności trzeba opatentować. Jak każdy pomysł.

Kiedy przyszło apogeum, mieliśmy ponad stu wystawców. Impreza odbywała się w hali sportowej, bo w hallu domu kultury już by się nie pomieścili. I ciągle było miejsce na różne pomysły. Postanowiłem kiedyś zaprosić młodzież z tarnowskich szkół, na taką żywą lekcje- niech zobaczą jak to wygląda od kulis. Przyjechało coś z tysiąc młodzieży, zrobił się gwar nie do opisania, niektórzy mieli do nie pretensje, że ich tu zaprosiłem.

- Używając przenośni można by w tym miejscu powiedzieć, że z Góry Marcina wspiął się pan na Himalaje?

-Ha, ha, ha! W pewnym sensie tak było. Zaczynałem przecież praktycznie od niczego. A tu teraz ten wielki szum na cała Polskę. Przyjeżdżają na Targi z Jelcza pod Wrocławiem, bo chcieliby zobaczyć, co można zaproponować pracownikom tej wielkiej fabryki w stołówkach pracowniczych. Inżynier Ryszard Tomaszewski z krakowskiego ?Apipolu? przywozi swoje ziołomiody i w całej Polsce wrze dyskusja, pszczelarze urażeni, że to nie miód tylko jakieś oszustwo, ersatz, ksiądz Henryk Ostach jest oburzony, biorę ziołomiody w obronę, bo jednak te zioła się liczą, a nazwa nie taka znowu istotna?Galopada. Dobrze pan to określił!

Tłumy były takie, że musieliśmy jeden dzień ogłosić dniem zamkniętym dla publiczności, żeby producenci i handlowcy mogli swobodnie ze sobą porozmawiać i zawierać kontrakty?Bywało, że modliłem się, żeby z tego wszystkiego zawału nie dostać. Ależ by mieli ubaw ci wszyscy zawistnicy: ?no, zachciało mu się- to ma za swoje!? Ale nie dostałem, organizm wytrzymał jakoś. Pewnie dzięki zdrowej żywności?

-Zapamiętał pan jakieś targowe hity?

-Na pewno należały do nich kiełki ki zarodki pszenicy. Tego nie znaliśmy wcześniej, ludzie nie wiedzieli, jak to jeść, a przede wszystkim- jakie znaczenie ma to dla organizmu. Dziś już wielu o tym zapomniało, ale ja nadal je polecam moim pacjentom. No i absolutny ewenement- pierzga w miodzie, delikatny pyłek, efekt benedyktyńskiej pracy pszczół, znakomity zwłaszcza dla rekonwalescentów.

-Był polski Amerykanin pan Hencz, była też duńska ?Nutana?.

- Duńczycy byli oblegani. Przyjechali na Targi dzięki kontaktom z tarnowskim biskupem Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego, panem Waldemarem Kozłowskim. Przywieźli nie znane wtedy u nas produkty sojowe, przede wszystkim kotlety z soi. Kiedy rozdawali paczki ze zdrową żywnością, miało się wrażenie, że ludzie rozniosą przyczepę z produktami. Pisał pan o ich obecności w ?Polityce?, sprawa nabrała więc ogólnopolskiego znaczenia. To duńscy adwentyści nauczyli nas korzystania z sojowych przetworów w naszej diecie, to było ciekawe doświadczenie.

-W pewnym momencie postanowił pan poszerzyć formułę Targów: z Targów Zdrowej Żywności stały się Targami Zdrowej Żywności i Zdrowego Życia?

-Bo chciałem im nadać bardziej uniwersalny charakter. Uznałem, że nie możemy się zamykać wyłącznie w kręgu żywności, bo zdrowe życie to nie tylko jedzenie. To także styl życia?

- Czy nie sądzi pan jednak- odnosiłem jako obserwator takie wrażenie- że to się zaczynało niepokojąco rozrastać a idea zdrowej żywności jakby na tym traciła, rozmywała się? Widziałem tam stoisko z jakąś panią, która w namiociku mierzła ludziom ?aurę?, ktoś przywiózł ?drzewko szczęścia? z diamencikami, było też wiele innych dziwacznych wystawców z ich dziwnymi propozycjami. Wpychała się hochsztaplerka?

-Zaczynaliśmy od żywności, ale zdrowie to pojecie pojemne bardzo. Mnie chodziło o potraktowanie bardziej kompleksowo problemu, całej idei. Może jednak rzeczywiście trzeba było jakoś nad tym zapanować i pewnie nie wszystko nam się perfekcyjnie udawało. Stąd chyba te, jak pan to określił-?dziwactwa?. Ale ja zdrowe życie wiązałem z ruchem, także ze sportem , do którego byłem przywiązany od dzieciństwa. Atawizm ma niezwykłe znaczenie ,rzutuje na dorosłe życie człowieka.

- Uprawiał pan sporty?

- Wychowywałem się w sportowej rodzinie, w kręgu ?Tarnovii?, najstarszego klubu sportowego w Tarnowie, z najlepszymi tradycjami. Mój ojciec Edmund Roik grał na obronie, wujkowie Stanisław i Władysław kolejno na pomocy i w napadzie w zespole ?Tarnovii?, kiedy ta tuż po wojnie awansowała do I ligi! Byli pierwszoligowymi zawodnikami! A ja wszystkie wakacje spędzałem wtedy na boisku ?Tarnovii?. Czasami pomagaliśmy zawodnikom przy korycie?

.

-Przy korycie?

-Stało takie koryto z wodą, gdzie się myli w zimnej wodzie w przerwie meczu. Mam nawet takie zdjęcie w czapce- kaszkietówce, jak się tam myli. A jaki dumny byłem, kiedy naszych zawodników odprowadzałem na dworzec- wyjeżdżali na mecze koleją- i pozwalali mi nieść walizkę!

Mieszkaliśmy na Strusinie, dzielnicy mojego dzieciństwa, której do dziś jestem wierny, bo nadal tam mieszkam, tyle, że kilkaset metrów w linii prostej od rodzinnego domu, wiec do boiska Tarnovii miałem niedaleko. Wakacje tam właśnie, na boisku spędzałem, grając w piłkę. Kiedyś doszło do jakiejś bijatyki między kibicami, to było na początku lat pięćdziesiątych, i władze za karę zdecydowały zamknąć stadion dla publiczności. Boiska pilnował wtedy pan Adam, (Adam Włodek), jak go z szacunkiem nazywaliśmy, każdy się go bał, czuł respekt, bo był bardzo surowy. A mnie jakoś polubił. Od strony torów kolejowych stało siano w kopkach, pozwolił mi się w tym sianie zagrzebać i stąd mogłem obserwować mecz, który dla kibiców był niedostępny.

-Rozumiem teraz to ?rozwinięcie? Targów. Zdrowa żywność to też jakieś reminiscencje z dzieciństwa?

-Pewnie tak, chociaż potem rozwinięte już w dorosłym życiu, dzięki wpływowi prof. Aleksandrowicza. Ale smaki dzieciństwa doskonale pamiętam. Do dziś pachną mi babcine kotlety mielone ,szczypiorek, ogórki i sałata. I te jej rosoły, albo żury na własnym zakwasie, obowiązkowo z piętką razowego chleba! Mój dziadek Andrzej pracował w gazowni przy Bandrowskiego, był tam werkmistrzem, jak to się z niemiecka nazywało, takim kierownikiem gazowni. I tam mieszkali. A ja z Tarnovii miałem do nich blisko, wystarczyło przejść przez ?cykoryjkę?, starsi tarnowianie pamiętają pewnie ten placyk tak to określany-placyk gdzie chyba produkowano cykorie. Babcia Katarzyna wspaniale gotowała. Ekologicznie, choć pewnie nie zdawała sobie z tego sprawy. Te jej kotlety mielone, do nich sałata z pachnącym szczypiorkiem , kupowanym od ?bab? na Burku i świeży, pachnący ogórek. Rosoły! Dopiero później dowiedziałem się, że ich smak zależał od tego, że dodawała do nich jarzyny w kolejności -od tych twardych jak seler czy marchewka, po miękkie, jak pory. I cebula zawsze z wbitym w nią goździkiem, co poprawiało smak rosołu niedzielnego. Poezja! Byłem wiec w krainie mojego dzieciństwa zarówno nieletnim smakoszem, jak i małoletnim sportowcem. Nic więc dziwnego, że w dorosłym życiu starałem się te dwie pasje kontynuować. Na Targach właśnie…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>