Błąd systemu czy błąd ludzki? Sprawa śmierci 2,5-letniej Dominiki.

Polska jest jednym z niewielu krajów, w których wywiad zbierany przez dyspozytora pogotowia nie jest zalgorytmizowany. Dlaczego, skoro wydano tak wielkie pieniądze na stworzenie systemów powiadamiania, nie wydano nieporównanie mniejszych na program dla dyspozytorów? Taki program nie pozwala na dowolności w ocenie, czy potrzebne jest wysłanie karetki – mówi szef działu ratownictwa Medycyny Praktycznej Jarosław Gucwa. Czytaj dalej

W stalowolskim szpitalu także porody rodzinne.

W wyniku przebudowy i remontu oddziału położniczego i bloku porodowego w Szpitalu Powiatowym w Stalowej Woli (Podkarpackie) w placówce powstała sala do porodów rodzinnych, a także umożliwiono kobietom m.in. rodzenie w wodzie. Inwestycja kosztowała prawie 4,5 mln zł. Po remoncie oddział położniczo-neonatologiczny stalowowolskiego szpitala dysponuje łącznie 16 łóżkami – cztery łóżka znajdują się w salach jednoosobowych z łazienkami, pozostałe w salach dwuosobowych. Na oddziale jest też 11 stanowisk dla noworodków obserwowanych, sala intensywnej opieki medycznej i sala wcześniaków. Blok porodowy dysponuje m.in. salą porodów rodzinnych z możliwością odbycia porodu w wannie. Wyremontowano także instrumentarium, magazyny i pomieszczenia dla personelu. Czytaj dalej

Socjolog: Polacy częściej umierają w szpitalach i hospicjach niż w domach.

W Polsce mężczyźni umierają najczęściej w wieku 75-79 lat, a kobiety w wieku co najmniej 85 lat; największa umieralność występuje w okresie jesienno-zimowym. Coraz częściej Polacy umierają w szpitalach i hospicjach niż w domach.
Tak wynika z opracowania „Jak Polacy umierają?” przygotowanego przez demografa dr. Piotra Szukalskiego z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Łódzkiego. Łódzki naukowiec badał, w jakim wieku Polacy obecnie umierają, z jakich powodów, o jakiej porze roku najczęściej oraz gdzie następuje zgon. Szukalski przypomina, że bardzo wyraźny wzrost średniego trwania życia nastąpił w pierwszych dwóch powojennych dekadach oraz w trakcie ostatnich 20 lat. O ile na początku lat 30. ubiegłego stulecia statystyczny Polak miał przed sobą 48,2 lat życia, a przeciętna Polka 51,4 lat, to w 2011 r. było to odpowiednio: 72,4 oraz 80,9 lat. Czytaj dalej

Posłowie za kompleksową opieką nad wcześniakami.

Neonatolodzy na czwartkowym posiedzeniu sejmowej komisji zdrowia zaprezentowali program kompleksowej, specjalistycznej opieki nad wcześniakami po wypisaniu ich ze szpitala. Spotkał się on z poparciem posłów oraz wiceministra zdrowia Aleksandra Soplińskiego. „Dzięki postępom neonatologii przeżywalność najmniejszych wcześniaków w naszym kraju wynosi zdecydowanie powyżej 90 proc. Problemy zaczynają się dopiero po ich wypisie ze szpitala” – powiedziała prof. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka, prezes Polskiego Towarzystwa Neonatologicznego. Wynika to z tego, że wcześniaki są w większym stopniu niż dzieci urodzone o czasie narażone są wiele groźnych chorób, w tym układu oddechowego, ośrodkowego układu nerwowego, serca, oczu.
„Dlatego nawet po wypisie ze szpitala wymagają szczególnej opieki po to, by mogły wykorzystać wszystkie swoje potencjalne możliwości uszczuplone przez poród przedwczesny i abyśmy mogli w miarę możliwości naprawić to co wynika z powikłań takiego porodu” – podkreśliła prof. Ewa Helwich, konsultant krajowy ds. neonatologii. Czytaj dalej

Lekarze: pacjenci po przeszczepie szpiku powinni być w „szpitalu domowym”.

Pacjent po przeszczepie szpiku ma tak słabą odporność, jak wcześniak w inkubatorze; powrót do pełnego zarazków domu od razu po zakończeniu leczenia w szpitalu może być dla niego niebezpieczny – uważają lekarze i proponują tzw. szpitale domowe.
Szpital domowy w założeniu pełniłby dla pacjenta rolę pomostu między domem a szpitalem – mówi PAP kierownik Kliniki Hematologii i Transplantacji Szpiku w Katowicach prof. Sławomira Kyrcz–Krzemień. Powinna to być baza noclegowa, położona w pobliżu ośrodka prowadzącego przeszczep i koniecznie spełniająca podwyższone standardy higieniczne, choć nie tak ścisłe jak w szpitalu.
Szpital domowy powinien być też monitorowany i mieć łączność z kliniką – lekarzami dyżurnymi i pozostałym personelem. Optymalnym rozwiązaniem byłaby też możliwość zdalnego monitorowania stanu zdrowia pacjenta: pomiar ciśnienia, tętna czy badanie akcji serca.
„Pacjentów wypisywanych po przeszczepie szpiku można przyrównać do noworodków, wcześniaków w inkubatorze. Gdyby taki wcześniak nagle się znalazł w mieszkaniu, gdzie ma liczne rodzeństwo, może być narażony na poważne niebezpieczeństwo infekcji. Jak wiadomo, każda infekcja po przeszczepie może mieć tragiczne dla pacjenta skutki” – powiedziała prof. Kyrcz–Krzemień. Czytaj dalej

Malezyjscy eksperci: dzień po cesarce można wracać do domu.

Niektóre kobiety po przebytym cięciu cesarskim już następnego dnia mogą być wypisane ze szpitala – wynika z malezyjskich badań, opublikowanych na łamach pisma „Obstetrics and Gynecology”.
Jak wynika z badań przeprowadzonych przez zespół prof. Peng Chiong Tana z University of Malaya w Kuala Lumpur, tak szybki powrót do domu nie powoduje istotnych problemów.
W ramach badań spośród 360 kobiet, których dzieci przyszły na świat dzięki zaplanowanemu cesarskiemu cięciu, wybrana losowo część została wypisana i zwolniona do domu po dwóch dniach, natomiast pozostałe – nazajutrz po zabiegu. 16 procent kobiet z tej drugiej grupy pozostało jednak dłużej niż planowano, ze względu na problemy zdrowotne dzieci.
W przypadku wypisów przeprowadzonych zgodnie z wcześniejszymi założeniami kobiety z obu grup były w równym stopniu zadowolone z opieki. W obu grupach częstość występowania problemów psychologicznych czy trudności z karmieniem piersią była taka sama.
Z badań nie wynika, że wypis dzień po cesarce powinien być powszechną praktyką – natomiast jest to opcja, którą mogą brać pod uwagę zarówno pacjentki, jak i położnicy. Czytaj dalej

Programy lekowe: pierwsze refleksje po zmianach.

Kilka tygodni funkcjonowania szpitali w warunkach przekształconych programów terapeutycznych na lekowe po 1 lipca ujawniło kilka problemów – przede wszystkim zauważalna jest mniejsza kwota pieniędzy na leczenie.
Wcześniej informowaliśmy o problemach z brakiem pieniędzy na leczenie chorych na stwardnienie rozsiane. W sprawie interweniował m.in. Rzecznik Praw Pacjenta. W przypadku niektórych ośrodków NFZ zwiększył kontrakt na leczenie chorych.
Kłopotem jest też rozliczanie w ramach programu lekowego jedynie kosztu leku. W przypadku pozostałych świadczeń, które szpitale rozliczają w związku z podaniem leku, np. wizyty ambulatoryjne, hospitalizacje i diagnostykę, kalkulują, za które dostaną od Funduszu więcej. Okazuje się, że w przypadku reumatologii bardziej opłacalna jest hospitalizacja niż podanie leku w ambulatorium. Czytaj dalej

Pomocy!!!

Witam, znalazłam Pana stronę dzisiaj bo jestem na skraju załamania. Mam bardzo chorego tatę, lekarze wczoraj nam oznajmili, ze zgon może nastąpić każdego dnia. Z powodu licznych chorób, w tym niewydolność serca spowodowała teraz zatrzymanie wody w organizmie. Tata przybrał na wadze 15 kg, leży w szpitalu, a woda niestety nie chce schodzić.
Jest już w płucach. Stosują na zmianę wszystkie leki powodujące wydalenie wody ale niestety bez skutku.
Proszę o rade. Pozdrawiam. Anna P. Czytaj dalej

Ustawa refundacyjna: stwardnienie rozsiane leczone drożej i gorzej.

Po 1 stycznia chorzy na stwardnienie rozsiane przyjmują potrzebny im lek podczas 5-dniowego pobytu w szpitalu, co za każdym razem kosztuje podatnika około 3,5 tys. zł. Przed zmianami zasad refundacji, ta sama procedura w warunkach ambulatoryjnych była kilkakrotnie tańsza dla budżetu.
Zdarza się, że chorzy nie mogą dostać się na odział szpitalny w momencie „rzutu” choroby, gdy podawanie preparatu ma sens i jest skuteczne. Sprawą zajął się już przewodniczący Komisji Medycznej przy Polskim Towarzystwie Stwardnienia Rozsianego i krajowy konsultant ds. neurologii – informuje portal tvp.info.

Jest to lek do wlewów dożylnych. Na podanie kroplówki potrzeba około 60 min., dlatego przed 1 stycznia najczęściej praktykowano podawanie leku w warunkach ambulatoryjnych. Chory sam kupował w aptece refundowany preparat, przyjeżdżał do przychodni na godzinę, dostawał kroplówkę i wracał do domu. Tak przez 5 kolejnych dni.

Po 1 stycznia to się zmieniło, bo lek do stosowania w warunkach ambulatoryjnych nie trafił na listę refundacyjną. Jedna ampułka zamiast 25-30 zł kosztuje około 80-90 zł. Cierpiący na SM wybierają więc pięciodniowy pobyt w szpitalu, bo tam lek dostaną „za darmo”. I trudno im się dziwić. Czytaj dalej

Bioetyczny labirynt – Dobro pacjenta najwyższym prawem.

Na niejednym szpitalu widnieje hasło „Salus aegroti suprema lex esto”. W niemal wszystkich wersjach współczesnej przysięgi lekarskiej zawarte są słowa, których źródłem jest obecna w przysiędze Hipokratesa idea posługi lekarza na rzecz dobra pacjenta. Swoją drogą, przysięga lekarska obowiązująca w Polsce mówi tylko o tym, by mieć na względzie dobro chorych. Mieć na względzie, to jednak nie to samo, co postawić dobro chorego jako prawo najwyższe.
Cóż miałoby znaczyć takie prawo? Oznaczałoby ono, że lekarz w swojej posłudze na rzecz chorego kieruje się najlepiej pojętym interesem chorego, bezwzględnym szacunkiem dla jego godności, ochroną jego praw i dóbr. Tymczasem nie każde działanie, którego domaga się chory, rzeczywiście musi służyć jego najlepiej pojętemu interesowi. Zdarza się, że chory domaga się czegoś, co może zaszkodzić jego zdrowiu. Bywa, że prosi o coś, co jest złe samo w sobie. To, że prosi – albo w nieco innej sytuacji, że na coś się zgadza – nie przesądza sprawy, czy dane działanie jest od strony moralnej do zaakceptowania. Z drugiej strony – jak się zachować, gdy chory odmawia pomocy?
Lekarz staje tu wobec wielu dylematów. Jest konfrontowany z problemami medycznymi, co do których musi określić działanie najbardziej skuteczne, a jednocześnie jak najmniej uciążliwe dla chorego i jego rodziny. Musi rozpoznać, jak od strony moralnej ocenić określone działanie – czy jest ono moralnie nakazane, dopuszczone, a być może niedozwolone, właśnie ze względu na wewnętrzną niegodziwość. Czytaj dalej

Rękawiczki sprzyjają lekceważeniu mycia rąk w szpitalach.

Używanie lateksowych rękawiczek zachęca do lekceważenia mycia rąk przez personel medyczny w szpitalach – informuje pismo ?Infection Control and Hospital Epidemiology?.
Brudne ręce to jedna z przyczyn zakażeń szpitalnych. Jak wynika z amerykańskich badań, paradoksalnie przyczyną zakażeń może być złudne poczucie bezpieczeństwa, wynikające ze stosowaniem jednorazowych rękawiczek. Osoby, które używają rękawiczek badając pacjentów, rzadziej myją ręce przed i po badaniu, co ułatwia przenoszenie niebezpiecznych drobnoustrojów. Stosowanie rękawiczek wskazane jest głównie w sytuacjach, gdy lekarz czy pielęgniarka mogą mieć kontakt z płynami ustrojowymi pacjenta lub gdy kontakt z pacjentem jest przeciwskazany. Nie może to jednak być substytut mycia rąk ? niektóre zarazki potrafią przeniknąć przez lateks; ponadto ręce można zabrudzić podczas ściągania zanieczyszczonych zakaźnym płynem rękawiczek. Czytaj dalej

Gdy pacjent musi patrzeć na śmierć pacjenta.

Media zajęły się skargą pacjenta, który podczas trzydniowego pobytu na oddziale chorób wewnętrznych natknął się na 9 przypadków wywożenia zmarłych. Nie wytrzymał nerwowo, uciekł ze szpitala o 4.30 nad ranem, gdy od współlokatorów z sali usłyszał, że pechowo trafił, bo na jego łóżku dwóch niedawno zmarło. Internauci, którzy komentowali reakcję uciekiniera, podzielili się na dwie grupy. Pierwsza – twardziele – była zdania, że człowiek jest przewrażliwiony, histeryczny, bo ?normalni ludzie w nocy śpią, a nie liczą trupy?, zaś ?szpital ma to do siebie, że umierają w nim ludzie i trzeba się z tym pogodzić?. Drudzy – wrażliwcy – narzekali na znieczulicę i apelowali, żeby nie godzić się ze szpitalnymi porządkami. Dlatego proponowali, żeby ?jakoś dyskretnie, od zaplecza (transportować zwłoki – dop. red.), a nie centralnie przez cały szpital?. Całą sprawę opisała Gazeta Wrocławska. Czytaj dalej

Wlk. Brytania: Polak odebrał poród w samochodzie.

W szkockim mieście Aberdeen Polak Paweł Pyrchała odebrał w samochodzie poród swojej żony Anity. Małżeństwo było w drodze do szpitala, ale zabłądziło. Nie było czasu na szukanie drogi. O nietypowym porodzie poinformował w piątek (16 września) portal internetowy BBC. – Byliśmy bardzo blisko szpitala, ale było ciemno, musiałem się zatrzymać – powiedział BBC 33-letni Pyrchała. – Słuchałem mojej żony, nie było zbyt wiele czasu do namysłu, po prostu zrobiłem, co musiałem zrobić – dodał. Czytaj dalej

Spacery przyspieszają wyjście ze szpitala.

Przechadzanie się po szpitalnym oddziale pozwala starszym pacjentom zachować sprawność i szybciej wyjść ze szpitala – informuje pismo „Archives of Internal Medicine”.
Badania przeprowadzili dr Efrat Shadmi i dr Anna Zisberg z uniwersytetu w Hajfie. Objęły 485 osób w wieku 70 i więcej lat, hospitalizowanych na oddziałach internistycznych izraelskiego szpitala. Ich pobyt w szpitalu trwał co najmniej dwa dni.
Stan zdrowia badanych był określany za pomocą kwestionariuszy – osoby, które nie mogły wstawać wykluczono z badań. Tych, którzy byli w stanie poruszać się bez problemów pytano o ich fizyczną aktywność podczas pobytu w szpitalu, po czym na podstawie odpowiedzi podzielono ich na dwie grupy – pozostających w łóżku lub siedzących w jego pobliżu oraz przechadzających się w pobliżu własnej sali lub po oddziale. Czytaj dalej

Pierwszy na świecie podwójny przeszczep nóg.

W szpitalu La Fe w Walencji przeprowadzono pierwszy na świecie podwójny przeszczep nóg. Biorcą był młody mężczyzna, który stracił kończyny dolne w czasie wypadku drogowego. Kilkunastogodzinny zabieg rozpoczął się w niedzielę wieczorem. Na razie nie ujawniono tożsamości pacjenta. Hiszpańscy lekarze poinformowali o swoich dokonaniach we wtorek (12 lipca). Pracami ponad 50-osobowego zespołu medycznego kierował sławny chirurg Pedro Cavadas, który przewiduje, że dwudziestokilkulatek będzie mógł chodzić o kulach, a po jakimś czasie nawet samodzielnie. Wszystko zależy od postępów rehabilitacyjnych. Jeśli wszystko pójdzie, jak sobie tego życzymy, możemy realistycznie założyć, że w ciągu 6-7 miesięcy pacjent będzie mógł chodzić ? podkreśla Cavadas. Najpierw jednak po ok. 3 tyg. powinien zacząć przesuwać nogi, a po mniej więcej 3 miesiącach wesprzeć ciężar swojego ciała na nowych kończynach. Czytaj dalej

Lekarz lepszym menedżerem.

Z opublikowanych w magazynie Social Science and Medicine badań pt. Physician-Leaders and Hospital Performance: Is There an Association? wynika, że najlepsze wyniki osiągają te szpitale, którymi kierują lekarze. Od pewnego czasu pojawiały się wątpliwości, czy menedżerowie nie posiadający wykształcenia medycznego są na pewno lepszymi dyrektorami placówek zdrowia niż lekarze. Tezę taką zakwestionowano m.in. w zamówionym przez brytyjskie National Health Service badaniach o nazwie Darzi Report, nawet jednak one nie dały wystarczających dowodów. Teraz doktor Amanda Goodall z Instytutu Badań nad Pracą z Bonn zebrała bazę danych dotyczących 300 najlepszych szpitali w USA. Następnie szczegółowo sprawdziła zarówno wykształcenie jak i historię pracy każdego z dyrektorów. Szczególnie skupiła się na wynikach uzyskiwanych przez szpitale w zwalczaniu nowotworów, chorób przewodu pokarmowego oraz chirurgii serca. Czytaj dalej

Chory poczeka krócej…..

Lekko chorzy pacjenci, którzy dotychczas często zgłaszali się do szpitali, teraz będą trafiali do przychodni. Ma to znacznie odciążyć szpitale. Resort zdrowia przygotował rozporządzenie, które zmieni sposób rozliczania się przychodni specjalistycznych z NFZ ? dowiaduje się ?Rzeczpospolita?. Przepisy, jakie mają wejść w życie 1 lipca, na razie dotyczą zabiegów, m.in. opatrywania ran. Kolejki miałyby być krótsze, bo część pacjentów, którzy trafiali do tej pory do szpitali, będzie przyjmowana w przychodniach. Czytaj dalej

Bez znajomości języka trudno o leczenie.

Bariery językowe sprawiają, że chorzy z zawałem trafiają do szpitala po dwukrotnie dłuższym czasie – informuje serwis „EurekAlert”. Naukowcy z Beth Israel Medical Center oraz Long Island College Hospital w Nowym Jorku sprawdzili, jak radzi sobie z językiem angielskim 210 pacjentów z czterech nowojorskich szpitali. Chodziło o osoby z zawałem serca, przy którym doszło do całkowitego zablokowania jednej z tętnic wieńcowych.
Podczas prowadzonych przez telefon wywiadów okazało się, że 34 pacjentów (16,2 proc.) nie mówiło po angielsku w ogóle. Z tego 65 procent stanowili mówiący po hiszpańsku, 6 – po rosyjsku, kolejne 6 – po chińsku, a pozostałe 23 proc. – mówiący innymi językami. Pacjentom, nierozumiejącym po angielsku dostanie się do szpitala zabierało niemal dwa razy więcej czasu w porównaniu z tymi, którzy uważali swoją znajomość angielskiego za znośną lub dobrą. Efekt ten utrzymywał się także gdy uwzględniono wiek, płeć, pochodzenie etniczne, stopień wykształcenia i współistniejące choroby. Czytaj dalej