„Gazeta Wyborcza”: W Polsce działa 100 tys. znachorów.

W połowie 2012 r. niejaki Krzysztof K. wykrył u sześcioletniej wówczas Justynki „bezobjawowe zapalenie płuc”. Diagnozę postawił na odległość. Taka też była „terapia”, pisze „Gazeta Wyborcza”. Po miesiącu dziecko wylądowało w szpitalu. Konieczna była operacja. To się nie zdarzyło wiek temu na Polesiu, tylko całkiem współcześnie – i to w mieście akademickim, alarmuje gazeta. Pan Krzysio – jak mówią na niego chorzy – zbijał gorączkę na odległość, energetyzował leki i wyczyniał inne cuda. Teraz zajmie się nim sąd. Czytaj dalej

Czego szaman może nauczyć lekarza (wywiad).

Nasza medycyna zapomniała, jak wiele zawdzięcza Indianom, i że lekarzowi do szamana jest bliżej niż nam się zdaje – mówi PAP prof. Zdzisław Jan Ryn, psychiatra, podróżnik, członek światowego Klubu Odkrywców, b. ambasador RP w Chile, Boliwii i Argentynie. PAP: W swoich książkach – „Medycynie indiańskiej” i wydanej właśnie „Wyspie Wielkanocnej” (Medycyna Praktyczna, 2013)- opisuje Pan szczegółowo obrzędy lecznicze Indian i mieszkańców Rapa Nui. Ale czy zdarzyło się Panu kiedyś korzystanie z usług szamana czy uzdrawiacza?
Prof. Zdzisław J. Ryn: – Dosłownie rzecz biorąc – nie. Nigdy nie miałem „ciągoty”, żeby wypróbować na samym sobie, ale brałem udział w wielu ceremoniach leczniczych jako obserwator uczestniczący. Na początku moich podróży do Ameryki Łacińskiej największe wrażenie wywarły na mnie praktyki na półwyspie Jukatan w Meksyku w miejscowości Huautla de Jimenez, gdzie tamtejsze uzdrawiaczki – curanderos – stosują grzyby halucynogenne. W ich języku zresztą nazywa się je „grzybami ułatwiającymi kontakt z bóstwami”, co pokazuje, jak odmiennie od nas postrzegają oni to zjawisko. Na początku byłem bardzo sceptyczny wobec szamanów i uzdrowicieli – tak jak medycyna i psychiatria współczesna, które patrzą na medycynę tradycyjną z dystansem. Dzisiaj sądzę, że jest to wynik naszej ignorancji. Czytaj dalej