Eksperci: jedynie 12 proc. lekarzy akceptuje pacjenta bez zastrzeżeń.

Jedynie 12 proc. polskich lekarzy akceptuje pacjenta bez żadnych zastrzeżeń, czyli bez względu na to czy jest on czysty, grzeczny, posłuszny i odpowiednio się zachowuje – wynika z badań przedstawionych na konferencji bioetycznej w Lublinie.
IV Ogólnopolską Konferencję Bioetyczną Naukowo-Szkoleniową „Medycyna-media-komunikowanie” zorganizował Instytut Medycyny Wsi w Lublinie. Jednym z głównych tematów były relacje między pacjentem a lekarzem w systemie opieki medycznej. Czytaj dalej

Uczelnie publiczne kuszą kandydatów nie tylko nowymi kierunkami.

Uczelnie publiczne z całego kraju walczą o najlepszych maturzystów. Niektóre kuszą nowymi kierunkami i specjalnościami, inne oferują nowoczesną infrastrukturę lub proponują atrakcyjne programy dla olimpijczyków i najlepszych studentów. Jak wynika z informacji udzielonych PAP przez biura prasowe kilkunastu szkół wyższych z całej Polski, uczelnie najczęściej chcą skusić kandydatów, tworząc nowe kierunki studiów i specjalności. Czytaj dalej

Warszawa: ogłoszono dokument bioetyczny Episkopatu.

W Warszawie zaprezentowano dzisiaj dokument bioetyczny Konferencji Episkopatu Polski. Został on przygotowany pod kierunkiem abp. Henryka Hosera przez Zespół Ekspertów Konferencji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych. Opracowanie podejmuje m.in. kwestię zagrożeń dla ludzkiego życia w fazie prenatalnej. „Głównie chodzi o tę fazę, w której status człowieka jest źle zdefiniowany, niedostatecznie, a przede wszystkim zwaloryzowany w kierunku przedmiotowym, a więc traktuje się człowieka w tym okresie bardziej jako rzecz, niż jako istnienie ludzkie” – powiedział abp Hoser. Czytaj dalej

Bioetyczny labirynt: eugenika.

Marzenie, by być zdrowym, silnym, pięknym i wiecznie młodym rozpala głowy zarówno autorów fantastyki naukowej, jak i badaczy nauk przyrodniczych: biologów i medyków różnych specjalności. Opierając się na mniej lub bardziej sensownych teoriach politycy różnych epok podejmowali decyzje mające doprowadzić do stworzenia silniejszego narodu, a co za tym idzie – mocniejszej armii. Zabijano zatem chore i wątłe dzieci, sterylizowano chorych (nade wszystko chorych psychicznie), ograniczano prawa do posiadania potomstwa jednych, a nakazywano prokreację innym. To właśnie były programy i działania eugeniczne. Nazistowska III Rzesza była na tym polu szczególnie aktywna. Jej upadek, a nade wszystko procesy norymberskie potępiające tego typu praktyki, doprowadziły (a raczej tak się wydawało) do definitywnego odrzucenia polityki eugenicznej. Czytaj dalej

Bioetyczny labirynt: sprzeciw sumienia.

Odkrywamy w sobie zdolność rozpoznania moralnej wartości naszych czynów. Widzimy, że niektóre są dobre, a inne złe; co więcej – te dobre powinniśmy pełnić, a tych złych powinniśmy unikać. I jakkolwiek możemy ów imperatyw przełamać, jego głos pozostaje powszechnym doświadczeniem. Co więcej, jest to głos tak mocny, że jego wygłuszenie albo przełamanie oznacza naruszenie wewnętrznej struktury osobowej, sprzeniewierzenie się sobie. Niekiedy człowiek usiłuje skonstruować własny schemat wartości, który pozwoli mu na nowo się zintegrować wewnętrznie. W ten sposób rodzi się subiektywizm i relatywizm moralny; rzecz znamienna, że gdy osobiste doświadczenie konsekwencji przyjęcia takiego „autorskiego systemu moralnego” jest nazbyt bolesne, niejeden skłania się do ponownego zwrócenia się ku porządkowi obiektywnemu. Czytaj dalej

Bioetyczny labirynt: współdziałanie w złu.

Każdy odpowiada najpierw za siebie i własne postępowanie. Jakkolwiek nie wolno tego zdania rozumieć w duchu indywidualizmu, gdzie drugi człowiek po prostu mnie nie obchodzi, gdzie sprawy bliźnich są obiektem mojego zainteresowania tylko o tyle, o ile mają związek z moim własnym życiem, zasada odpowiedzialności za siebie pozostaje w mocy. Trudno się temu dziwić, skoro w gruncie rzeczy tylko własne decyzje mogę podejmować świadomie i dobrowolnie. Nie oznacza to jednak, że za decyzje i czyny innych nie ponoszę żadnej odpowiedzialności, albo że inni nie ponoszą odpowiedzialności – pełnej lub w części – za to, co uczyniłem ja. W teologii moralnej i etyce owo powiązanie określa się mianem współudziału i współodpowiedzialności. Warto jednak już na samym początku zauważyć, że ten współudział jest w istocie osobnym czynem danej osoby, choć czynem będącym w mniej lub bardziej bezpośrednim związku z tym, co robi ktoś inny – określany mianem sprawcy głównego. W zależności od skali tego powiązania oraz wewnętrznego nastawienia, stopień odpowiedzialności – a zatem zasługi lub winy – może też być bardzo zróżnicowany. Czytaj dalej

Bioetyczny labirynt: kogo ratować – matkę czy dziecko?

W dyskusjach nad kwestiami bioetycznymi prędzej czy później – przy czym mam wrażenie, że prędzej, gdy moi rozmówcy są bardziej skłonni do moralnych kompromisów, a później, gdy tej skłonności jest niewiele – rozmowa dochodzi do kwestii dylematu, kogo należy ratować: matkę czy dziecko. Prawdę mówiąc, najdziwniejsze w tej rozmowie jest to, że nawet najprostsza analiza faktów pokazuje fałszywość samego dylematu. Do rzadkości bowiem należą sytuacje, w których można by dokonać wyboru pomiędzy matką i dzieckiem. Rzecz oczywiście dotyczy sytuacji kobiety noszącej dziecko w swoim łonie. Nie ma wątpliwości, że niemal do samego końca okresu płodowego swego życia, dziecko jest zależne od matki. Jej życie jest warunkiem przetrwania i rozwoju dziecka. Nie można zatem ich sobie przeciwstawiać, tak jakby przetrwanie jednego było uwarunkowane od uśmiercenia drugiego. Co więcej, życie matki nie jest w niczym lepsze, czy też ważniejsze od życia jej dziecka, podobnie jak dziecko nie jest ważniejsze od matki. Każde z nich jest osobą, obdarzoną godnością wynikającą z własnego człowieczeństwa, osobą wobec której jedyną właściwą postawą jest bezwzględny szacunek. Czytaj dalej

Bioetyczny labirynt: karmienie piersią.

Jedną z najpiękniejszych scen, jakie czasem zdarza mi się widzieć, jest matka karmiąca piersią swoje dziecko. Odczytuję w nich za każdym razem obraz miłości matki, która oddaje własne życie, ale też obraz ufnego powierzenia się dziecka, które do swojej matki lgnie i tuli się w poszukiwaniu pokarmu i ciepła… Dziecko jest bezbronne, ale odnajduje przy swojej mamie poczucie bezpieczeństwa, dając mu jednocześnie szansę poznawania świata.
W ciągu ostatniego półwiecza karmienie piersią z trudem przebijało się przez agresywny marketing modyfikowanego mleka. Swoją drogą, jest rzeczą zdumiewającą, że jakkolwiek nie mamy wątpliwości, że cielątko powinno ssać mleko krowy, źrebię – klaczy, a szczenię – suczki, o tyle pojawiają się one w odniesieniu do pokarmu ludzkiej matki wobec jej dziecka. Zwierzęta ssą tak długo, jak im dyktuje instynkt, ale w stosunku do ludzi to samo prawidło zdaje się nie obowiązywać. Zaiste – dziwne. Tym dziwniejsze, że postęp wiedzy medycznej dawno powinien otworzyć oczy na bogactwo, jakie może stać się udziałem dziecka, jeżeli pozwoli mu się korzystać w nieskrępowany sposób z mleka matki. Czytaj dalej

Bioetyczny labirynt: dawstwo od osób zmarłych.

Większość przeszczepów dokonywanych jest w oparciu o organy pobrane od osób zmarłych. Wydawać by się mogło, że w tej sytuacji nie ma żadnych problemów moralnych, a jedynie kwestia zgodności immunologicznej przeszczepianych organów z organizmem biorcy. Tymczasem właśnie dawstwo organów przez osoby zmarłe przynosi dwie bardzo poważne kwestie moralne, od których właściwego rozstrzygnięcia zależy godziwość pobrania, a w konsekwencji całej terapii. Pierwszy problem polega na klarownym i jednoznacznym określeniu momentu śmierci potencjalnego dawcy. Przedwczesne pobranie organów do przeszczepu – zwłaszcza organów pojedynczych – oznaczałoby w praktyce uśmiercenie człowieka, który być może i tak wkrótce by umarł, ale jednak – w momencie operacji pobrania – jeszcze żył. Z moralnego punktu widzenia byłoby to zabójstwo, którego intencja pomocy potrzebującej przeszczepu osobie, jakkolwiek chwalebna, nie jest w stanie zmienić w czyn godziwy. Zabójstwo pozostanie zabójstwem. Czytaj dalej

Bioetyczny labirynt: transplantacja cz. 1

Pomysł, by popsute części zastąpić dobrymi, jest równie stary, jak najstarsze maszyny, a że na ludzkie ciało można – przynajmniej w pewnym wymiarze – spojrzeć jako na mechanizm, także i w medycynie od dawna szukano sposobu naprawiania całości poprzez wykorzystanie „części zamiennych”. Wedle legendy, święci Kosma i Damian (III wiek po Chrystusie) dokonali udanego przeszczepu nogi. Zachowały się zapisy, że także w starożytnych Indiach i w Chinach przeprowadzono udane operacje przeszczepów, i chociaż żadnej z tych historii dziś nie można potwierdzić, są one świadectwem intuicji terapeutycznej, która dziś stała się faktem. Pierwszy przełom nastąpił, gdy Karl Landsteiner odkrył w 1901 r. grupy krwi, i gdy w 1928 r. Ludwik Hirszfeld i Emil von Dungern te grupy naukowo opracowali. Transfuzja krwi wymaga bowiem uzgodnienia grupy krwi dawcy i biorcy przynajmniej na tyle, by organizm biorcy nie odrzucił przetaczanej krwi. Jeśli tej zgodności nie będzie, wstrząs wynikający z odrzucenia może mieć śmiertelne następstwa. Czytaj dalej

Bioetyczny labirynt: Dziecko przed narodzinami.

Gdy kobieta nosi w sobie Młodego Człowieka pojawia się w niej specyficzna relacja do kogoś, kogo czuje, choć nie jest w stanie zobaczyć. Niejednokrotnie jest w stanie zdać sobie sprawę ze swego ukrytego jeszcze macierzyństwa, choć nie świadczą o nim żadne sygnały. Ten pierwszy okres bycia mamą wykracza poza wszystko, co dostępne dla mężczyzny – ojca dopiero co poczętego dziecka. Jego relacja z Maluchem rozgrywa się od początku do końca niejako na odległość. Relacja matki z jej dzieckiem naznaczona jest niewiarygodną wręcz bliskością.To wcale nie oznacza jakiejkolwiek sielanki. Okres zwany ciążą jest zazwyczaj bardzo trudny, nawet jeśli nie ma żadnych niepokojących sygnałów. Jeśli jednak matka przyjmuje swoje dziecko i ogarnia je miłością, nawet najpoważniejsze dolegliwości i ciężary ponosi jako dar swej miłości dla dziecka. Bo taka właśnie jest prawdziwa miłość: daje siebie w całkowicie bezinteresowny sposób. Oczywiście, samo emocjonalne nastawienie, nawet najbardziej entuzjastyczne, nie jest jeszcze miłością. Miłością staje się, gdy przemienia się w postawę świadomego, wolnego daru, czyli gdy pojawia się postawa ofiary i służby. Charakterystyczną cechą tej postawy jest skupienie się na osobie kochanej, a nie na sobie; jeżeli zaś jest zatroskanie o siebie, o własne zdrowie, to właśnie ze względu na osobę kochaną. Innymi słowy, miłość matki skłania ją do wyrzeczeń ze względu na dobro dziecka. Czytaj dalej

Bioetyczny labirynt: klonowanie reprodukcyjne ludzi.

Klonowanie jest niezwykle użyteczną techniką hodowlaną, z coraz większym powodzeniem stosowaną w hodowli zwierząt. Rodzi się pytanie, czy skoro można sklonować zwierzę, to czy można również sklonować człowieka? Entuzjaści twierdzą, że można – zarówno z biologicznego, jak i etycznego punktu widzenia, ale wielu (by nie powiedzieć, że większość) uważa, że ani możliwości techniczne, ani względy etyczne nie dają takich możliwości. Swoją drogą, trzeba powiedzieć wyraźnie, że poparcie przez większość którejkolwiek z opcji nie ma większej wartości w dowodzie etycznym. Prawda i dobro nie zależą bowiem od opinii czy decyzji kogokolwiek, nawet jeśli daną opinię wyraża ogromna większość pytanych. Prawda nie leży też „pośrodku”… Prawda leży tam, gdzie leży i zadaniem człowieka jest odkryć, co jest prawdą, i co jest dobrem – i za tym dobrem i za tą prawdą podążyć. Czytaj dalej

Bioetyczny labirynt: klonowanie.

Wokół klonowania narosło wiele dyskusji i napięć, legend i nieporozumień. Zanim zatem zajmiemy się kwestią klonowania w stosunku do ludzi (bo przecież tutaj podnoszonych jest najwięcej protestów), warto przypomnieć, że stosuje się je – z mniejszym lub większym powodzeniem – wobec zwierząt. Klonowanie jest działaniem, którego efektem ma być powstanie organizmu (jednego lub wielu) identycznego z pierwowzorem. Opanowanie tej procedury może otworzyć nowe perspektywy, co potwierdzają doświadczenia ostatnich lat. Zarówno w hodowli zwierząt laboratoryjnych (doświadczenia stają się znacznie bardziej wiarygodne ze względu na większą porównywalność wyników) jak i w rolnictwie umiejętność masowej hodowli zwierząt o pożądanych cechach przełożyć się stosunkowo łatwo może na wymierne korzyści finansowe. Czytaj dalej

Bioetyczny labirynt: in vitro.

Procedury zapłodnienia pozaustrojowego znane są od dawna. Początkowo stosowano je jedynie wobec zwierząt. W 1978 roku w Wielkiej Brytanii urodziła się Louisa Brown, jako pierwszy człowiek urodzony po zapłodnieniu in vitro. W 2010 roku Robert Goeffrey Edwards, który wraz z Patrickiem Steptoe opracował metodę adaptacji techniki weterynaryjnej zapłodnienia pozaustrojowego do wykorzystania w medycynie, otrzymał Nagrodę Nobla. W Polsce pierwsze udane – w sensie zakończone narodzinami dziecka – zapłodnienie metodą in vitro miało miejsce w Białymstoku; dokonał go w 1987 roku Marian Szamotowicz. W 2010 roku, ośrodków oferujących tę procedurę w samej tylko Polsce było ponad 50. Do tej pory urodziło się – wedle szacunków – od 3 do 4 tysięcy dzieci. W skali całego świata (a więc w ciągu ponad 30 lat) urodziło się ich ok 4 milionów. Czytaj dalej

Bioetyczny labirynt: rezygnacja z uporczywej terapii

Współczesna medycyna jest zafascynowana nowoczesną technologią. Rozwój wiedzy sam w sobie oczywiście nie jest zły, jeśli tylko jest rzeczywiście rozwojem. Jeśli jednak wraz z wprowadzeniem elektroniki i chemii zanika dotychczasowa wiedza – jak zrozumienie fizjologii, wewnętrznej celowości zachodzących procesów, czy działania preparatów naturalnych (ziół i minerałów) – rozwój jest tylko częściowy lub nawet pozorny. Jednym z takich obszarów medycyny, gdzie zaangażowanie wyspecjalizowanych środków technicznych nie zawsze idzie w parze z mądrością – jest śmierć i umieranie. Zaufanie w siłę środków technicznych popchnęło współczesną medycynę w kierunku swoistej zaciekłości terapeutycznej: postawy, która każe walczyć z nadchodzącą śmiercią za wszelką cenę. Wprowadzane są zatem do użycia coraz bardziej zaawansowane techniki terapeutyczne. Nie zawsze przynoszą poprawę zdrowia, o jego przywróceniu nie wspominając. Niekiedy jedynym skutkiem ich zastosowania jest wydłużenie czasu choroby, wydłużenie i spotęgowanie cierpienia – nie tylko samego chorego, ale i jego najbliższych. Czytaj dalej

Bioetyczny labirynt: eutanazja.

Dobra śmierć… Takie jest pochodzenie słowa „eutanazja”, ale warto zapytać się, co miałoby być dobrym w śmierci? Dobrą śmiercią jest ta, którą człowiek dopełnia swojego życia nie naruszając swojej godności. Wbrew pozorom, to wcale niekoniecznie jest śmierć dostojna, bezbolesna czy łatwa. Śmierć pozostaje dobrą także wtedy, gdy towarzyszy jej trudny do zniesienia ból, gdy choroba odbiera umierającemu człowiekowi władzę nad ciałem i nad umysłem. Śmierć pozostaje dobrą, jeśli wobec niej człowiek pozostaje człowiekiem – stworzeniem zależnym od Boga i ku Bogu kierującym swoje istnienie. Bo śmierć ma być pieczęcią na życiu człowieka, ma być bramą, przez którą wchodzi on w życie wieczne. Czytaj dalej

Bioetyczny labirynt: aborcja.

W piśmiennictwie medycznym pod terminem „aborcja” niekiedy kryje się każda śmierć dziecka przed jego narodzinami (także naturalna), ale w praktyce przyjęło się ograniczać jego znaczenie wyłącznie do sytuacji, w których śmierć dziecka przed narodzinami spowodowana jest zamierzonym, celowym działaniem człowieka. Często się o aborcji mówi jako o usunięciu ciąży, ale trzeba mieć świadomość, że ciąża jest stanem fizjologicznym kobiety, która nosi w sobie dziecko. Nie ma innej możliwości zlikwidowania tego stanu, jak poprzez wyjęcie z niej dziecka. Jeśli będzie ono na życie poza organizmem matki niegotowe – umrze. Innymi słowy, nie ma innej drogi do usunięcia ciąży, jak poprzez pozbawienie dziecka życia. Czytaj dalej

Bioetyczny labirynt: odpowiedzialne rodzicielstwo.

Przez ostatnie tygodnie nasza refleksja skupiała się na kwestii płodności – na jej akceptacji i odrzuceniu. Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć, że płodność sama w sobie jest tylko narzędziem, za pomocą którego Bóg pozwala człowiekowi rozpoznać i zrealizować powołanie do miłości i do rodzicielstwa. Płodność musi zatem być odczytywana w kontekście tego powołania.
Oczywiście, miłość niejedno ma imię, czy raczej – miłość w niejeden sposób może zostać wyrażona. Jakkolwiek zatem powołanie do miłości jest wspólne wszystkim ludziom (św. Augustyn pisze o nim w swoich „Wyznaniach”: „Stworzyłeś nas dla siebie i niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie”), realizowane jest na wiele sposobów. Jednym z nich jest rodzicielstwo. Bycie rodzicem, matką lub ojcem, tylko wtedy jednak będzie sposobem kochania, tylko wtedy będzie miłością, jeśli będzie miłością odpowiedzialną. Czym jednak jest odpowiedzialne rodzicielstwo? Czytaj dalej