Szpital im. Jonschera broni się przed pseudopacjentami.

Adam Czerwiński

Szpital im. Jonschera ma dosyć zdrowych ludzi, oblegających oddział ratunkowy. Uprzejmie prosi, by pomocy szukali gdzie indziej.

Szpital im. Jonschera

fot. Adam Czerwiński

Szpital im. Jonschera
W nocy z poniedziałku na wtorek do szpitalnego oddziału ratunkowego (SOR) w Szpitalu im. Jonschera przyszedł mężczyzna, który twierdził, że… gwałtownie zmniejsza mu się poziom inteligencji. – Jest usprawiedliwiony, bo wylądował u psychiatry – mówią lekarze. – Ale inny pacjent, który zgłosił się o 2 w nocy, już nie. Powiedział, że nie może spać przez drzazgę, którą wbił sobie w palec poprzedniego dnia rano. Drzazga była malutka, a człowiek zdrowy psychicznie.

Kiedy do SOR-u przyszła kobieta, by zmierzyć sobie temperaturę, bo w domu nie ma termometru, wszystkim lekarzom i pielęgniarkom opadły ręce. Ale pacjenci, którzy przychodzą po pomoc po pięciu dniach infekcji, nikogo już w szpitalu przy ul. Milionowej nie dziwią. Wiadomo, nie chciało im się czekać w kolejce do lekarza rodzinnego albo liczą na darmowe prześwietlenie płuc. Ci, którzy mają powrastane paznokcie, powinni iść do poradni chirurgicznej, ale najpierw musieliby się pofatygować po skierowanie. Łatwiej nad ranem zapukać do SOR-u. Latem w środku nocy ludzie potrafią poprosić o wyciągnięcie tygodniowego kleszcza. A ostatnio na oddziale wylądowała staruszka, która miała bóle brzucha od 10 dni. Nie zgłosiła się wcześniej, bo nie mogła sama wyjść z domu. Akurat odwiedziła ją rodzina, zapakowała babcię w samochód i zawiozła do szpitala.

- Zamiast zajmować się ludźmi, którzy naprawdę potrzebują pomocy, SOR stał się przychodnią od wszelkich boleści – mówi Bożena Woźniak, dyrektorka. – Cierpią na tym wszyscy. Pacjenci, bo stoją w coraz dłuższych kolejkach. Skrócić ich nie można, bo przecież nie wypuścimy ze szpitala niezbadanego człowieka. Coś takiego wcześniej czy później skończyłoby się tragedią.

Szpitalowi nieustanne oblężenie SOR-u też wychodzi bokiem. Oddział przynosi straty, które rocznie idą w setki tysięcy złotych. Dlatego Jonscher postanowił, że będzie się bronił się przed pacjentami z pseudoproblemami.

Tuż przy wejściu na SOR wywieszono dwie duże tablice. Kolejna, podświetlana, stanie w przyszłym tygodniu przy bramie wjazdowej. Na każdej wielgachną czcionką informacja: „W Oddziale Ratunkowym III Szpitala Miejskiego im. dr. Karola Jonschera w Łodzi udzielamy świadczeń jedynie w przypadku nagłego zagrożenia życia i zdrowia”. Dalej można przeczytać, że od rana do wieczora w przypadku nagłego zachorowania pomocy udzielają lekarze rodzinni, a w nocy specjalne ambulatoria.

- Nie przypadkiem teraz stawiamy te tablice – mówi Bożena Woźniak, dyrektorka placówki. – 1 marca wyznaczono nowe nocne ambulatoria i mamy nadzieję, że choć co 10 pacjent, zamiast wchodzić do naszego SOR-u, pojedzie tam, gdzie powinien. Jeśli tak się stanie, powinno być lepiej. Nam i innym pacjentom. Jeśli ludzie nie posłuchają, dalej będą się tłoczyć w coraz dłuższych kolejkach. W niedziele i poniedziałki na badanie trzeba czekać nawet po kilka godzin.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź

Więcej… http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35136,9222799,Szpital_im__Jonschera_broni_sie_przed_pseudopacjentami.html#ixzz1GEAgqT00

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>