Sukces pierwszego zabiegu na otwartym sercu w Rzeszowie!

„Z naprawionym sercem mogę wszystko” – cieszy się pan Wiesław. „W czwartek rano wstałem z łóżka i zacząłem chodzić. Robię sobie wycieczki po szpitalu, bo nie mogę wysiedzieć na miejscu. Serce w ogóle mnie nie boli i nic się nie męczę. Rana na nodze, z której pobierali mi żyłę, już się zabliźniła. Jeszcze tylko trochę dokuczają mi szwy” – opowiada……

Z by-passami można góry przenosić
Patrząc na pełnego energii mężczyznę aż trudno uwierzyć, że tydzień temu przeszedł skomplikowaną operację wszczepienia by-passów. Jego dobry stan potwierdza sukces pierwszego zabiegu na otwartym sercu w rzeszowskim ośrodku kardiochirurgii Szpitala Wojewódzkiego nr 2 – piszą „Super Nowości”.

„Czuję się świetnie, jakby mi ubyło dwadzieścia lat! Nie mogę się już doczekać, kiedy pojadę na działkę” – nie kryje emocji Wiesław Cach z Rzeszowa, pierwszy pacjent operowany na rzeszowskiej kardiochirurgii.

„Z naprawionym sercem mogę wszystko” – cieszy się pan Wiesław. „W czwartek rano wstałem z łóżka i zacząłem chodzić. Robię sobie wycieczki po szpitalu, bo nie mogę wysiedzieć na miejscu. Serce w ogóle mnie nie boli i nic się nie męczę. Rana na nodze, z której pobierali mi żyłę, już się zabliźniła. Jeszcze tylko trochę dokuczają mi szwy” – opowiada.

„Rekonwalescencja przebiega planowo. Nie ma żadnych powikłań. We wtorek chory wyjdzie do domu” – mówi dr med. Kazimierz Widenka, specjalista kardiochirurg, ordynator Oddziału Kardiochirurgii w Szpitalu Wojewódzkim nr 2 w Rzeszowie.

Najgorsze były dwie pierwsze doby po zabiegu. Pan Wiesław leżał na oddziale intensywnej terapii, podłączony do respiratora. Musiał brać środki uśmierzające ból po operacji. – Obudziłem się na chwilę we wtorek w nocy. Wiedziałem, że jestem w szpitalu, że miałem operację, ale byłem jeszcze słaby i szybko usnąłem – wspomina. Z dnia na dzień mężczyzna czuje się coraz lepiej. Od środy przyjmuje już gości.

„Życzą mi szybkiego powrotu do zdrowia, to pomaga. Gdyby nie otworzyli kardiochirurgii w Rzeszowie, musiałbym jechać na operację na Śląsk i byłbym tam całkiem sam. A tu cały czas mam urwanie głowy. Rodzina, znajomi, dziennikarze. Wypytują mnie też chorzy, którzy czekają na by-passy, co to za operacja i jak się po niej czuję. Jak mam się czuć? Bardzo dobrze!” – śmieje się mężczyzna.

Teraz czeka go jeszcze trzymiesięczna rehabilitacja. W odzyskaniu pełnej sprawności pomoże mu też wyjazd do sanatorium dla sercowców.MKI

www.pap.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>