Rewolucja w ochronie naszej Planety.(33)

 

Wyjście z kryzysu w medycynie


 


Medycyna powinna stać się regresywną gałęzią przemysłu


W budżecie na rok 1991 bezpośrednie koszty leczenia w Japonii wyniosły 20 bilionów jenów. Suma ta stanowi 30% budżetu państwa. 20 bilionów jenów! Łatwo się ją wypowiada komuś, kto się nad tym nie zastanawia. Ale jeśli ktoś się zastanawia – co wtedy? Jeśli przypomnę, że na świecie istnieje ok. 200 narodów, jeśli powiem, że spośród tych narodów mniej niż 30 ma roczny budżet o wysokości ponad 1 miliona jenów, jeśli dodam, że Japonia udziela większej pomocy międzynarodowej niż jakikolwiek inny kraj na świecie, a wysokość tej pomocy wynosi 1 milion jenów, to co powiemy na sumę 20 milionów jenów, która została wydana na leczenie? Jest to astronomiczna suma, nieprawdaż?…


Wyjście z kryzysu w medycynie


 


Medycyna powinna stać się regresywną gałęzią przemysłu


W budżecie na rok 1991 bezpośrednie koszty leczenia w Japonii wyniosły 20 bilionów jenów. Suma ta stanowi 30% budżetu państwa. 20 bilionów jenów! Łatwo się ją wypowiada komuś, kto się nad tym nie zastanawia. Ale jeśli ktoś się zastanawia – co wtedy? Jeśli przypomnę, że na świecie istnieje ok. 200 narodów, jeśli powiem, że spośród tych narodów mniej niż 30 ma roczny budżet o wysokości ponad 1 miliona jenów, jeśli dodam, że Japonia udziela większej pomocy międzynarodowej niż jakikolwiek inny kraj na świecie, a wysokość tej pomocy wynosi 1 milion jenów, to co powiemy na sumę 20 milionów jenów, która została wydana na leczenie? Jest to astronomiczna suma, nieprawdaż?


            System opłat za leczenie funkcjonuje w ten sposób, że wydatki automatycznie rosną. Jeśli się nie zrewiduje obecnego systemu, koszty będą stale rosnąć. Jeśli nic się nie zmieni i obecny system będzie istniał nadal, to koszty leczenia staną się tak ogromnym obciążeniem dla budżetu państwa, że przez nie zachwieje się jak dotąd zdrowa gospodarka Japonii. Nie mówię o tym, co może się zdarzyć. Już dawno powinniśmy byli zauważyć sygnały ostrzegawcze, czas na to już minął. Jasne jest, że stoimy przed problemami, których nie da się uniknąć. Jakiś czas temu rozważano projekt przeznaczenia dodatkowych pieniędzy na cele lecznictwa, zwłaszcza opieki społecznej. Uważam to za szalony pomysł. Japonia powinna zrobić coś dokładnie odwrotnego, a mianowicie powinna podjąć wszelkie wysiłki w kierunku skutecznego obniżenia kosztów leczenia.


            Przyczyny wzrostu kosztów są oczywiste. Jedną z przyczyn jest wyraźny wzrost liczby chorych i niepełnosprawnych. Inną przyczynę stanowi fakt, że nasza struktura społeczna sprzyja wzrostowi liczby pacjentów i – delikatnie mówiąc – po prostu sprawia, że ludzie chorują. Jak pisałem w rozdziale 1, całe nasze otoczenie znajduje się w stanie szybkiego utleniania. To właśnie ekstremalne utlenianie, spowodowane przez zanieczyszczenie środowiska, stres, zanieczyszczoną żywność oraz niezdrowe i niezbalansowane odżywianie, jest przyczyną złego stanu zdrowia. 


            Struktura społeczna sprzyjająca zwiększaniu się liczby pacjentów oraz powstawaniu chorób i niepełnosprawności, stanowi kolejną przyczynę tego stanu rzeczy, wymagającą szczegółowego wyjaśnienia. Mówiąc bez ogródek, japońska medycyna rozwinęła się w kierunku robienia pieniędzy przez większość lekarzy. Są oni dzisiaj specjalistami w dziedzinie techniki kalkulacji i wiedzy o liczbach, a nie w sztuce uzdrawiania. To twierdzenie chcę poprzeć kilkoma faktami.


Weźmy np. starszego pacjenta w wieku ok. lat 70 i więcej, chorego, ze skierowaniem do szpitala. Porównajmy teraz przeciętny pobyt pacjenta w szpitalu w Japonii z innymi krajami. We Francji pacjent oddziału geriatrycznego spędza w szpitalu przeciętnie 13,5 dnia, w Niemczech 18,4, a w Stanach Zjednoczonych 7,1 dni. A w Japonii? Tutaj mógłby leżeć w szpitalu do 90 dni! Jak by nie patrzeć, 90 dni to stanowczo za dużo. Czy taki pobyt rzeczywiście jest uzasadniony? Sądzę, że nie i myślę, że nie jestem w tym osamotniony.


            Lekarze i pacjenci w równym stopniu ponoszą odpowiedzialność za taki stan rzeczy. Pacjenci przedłużają swój pobyt w szpitalu dla własnych korzyści, zamiast pójść do domu opieki społecznej. Szpital zaś niepotrzebnie przedłuża ich pobyt przez ordynowanie niepotrzebnych badań i zabiegów. Połowę czasu marnuje szpital przez swoje oszukańcze działania, drugą połowę pacjent, który stwierdza, że może tu zostać i skorzystać ze wszystkiego, co mu oferują, skoro płaci za to kasa chorych. Taki stosunek do ubezpieczenia zdrowotnego – „Mogę przyjść i wyjść, kiedy chcę” – nie dotyczy tyko starszych pacjentów w Japonii. Wydaje się, że jest to typowa postawa pacjentów w każdym przedziale wieku, nie mówiąc o pacjentach, którzy idą do Izby Przyjęć z powodu bólu głowy czy lekkiej gorączki. Najwyższy czas, byśmy zastanowili się nad swoim nastawieniem wobec leczenia, zażywania lekarstw i pobytu w szpitalu. Mimo że mój kraj ma wątpliwy zaszczyt być pod tym względem na ostatnim miejscu, jestem pewien, że nie on jeden boryka się z tym problemem.


            Opisana sytuacja nie ma miejsca tylko w szpitalach, lecz dotyczy także lekarzy w prywatnych praktykach, którzy zbyt chętnie sięgają po specjalistyczny sprzęt. Ponieważ wiedzą, że ich honoraria pochodzą z kas publicznych, przedłużają leczenie ponad to, co konieczne, niezależnie od tego, czy pacjent tego chce, czy nie, zapisują szereg niepotrzebnych badań i faszerują pacjenta lekarstwami. Naprawdę nie ma powodu, by do tego dopuszczać.


            Właściwie – ze względu na swoją prawdziwą naturę – medycyna powinna podpadać pod kategorię przemysłu stale malejącym znaczeniu. Rozumiem przez to, że gdyby medycyna skutecznie spełniała swoje zadania i naprawdę leczyła pacjentów, wówczas ich liczba zmalałaby to tego stopnia, że lekarze musieliby zacząć się zastanawiać nad ewentualną zmianą zawodu. Zawód lekarza powinien cieszyć się szacunkiem, a poświęcenie powinno być dla lekarzy oczywistą podstawą pracy w tym zawodzie. Każdy lekarz powinien przed państwem ponosić odpowiedzialność za leczenie jego obywateli. Szczególne wsparcie powinni otrzymywać lekarze sumiennie wypełniający swoje obowiązki i utrzymujący swoich pacjentów w dobrym zdrowiu, nawet gdyby z tego powodu, jak powiedziałem wyżej, stale zagrażało im bezrobocie. Uważam, że nadszedł czas powrotu do pierwotnych źródeł medycyny i leczenia oraz do pierwotnego uznania i szacunku dla nich.


ZWRACAM SIĘ DO ROLNIKÓW, SADOWNIKÓW, HODOWCÓW ORAZ LEKARZY I WSZYSTKICH OSÓB INTERESUJĄCYCH SIĘ ZAGADNIENIAMI OCHRONY ŚRODOWISKA! ZAKŁADAJMY W POLSCE KLUBY „EM”, POSTARAM SIĘ PAŃSTWU POMÓC W ICH ORGANIZACJI I ZORGANIZOWANIU PRELEKCJI! CZEKAM NA LISTY W TEJ SPRAWIE!  Jacek Roik, www.jroik.manpol.net/wt  i www.jroik.manpol.net, www.choroby-cywilizacyjne.zlotemysli.pl/profilaktyka.php , jroik@manpol.net, tel. 0-14, 621-53-48 (20.00-21)


 



 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>