Relacja Mojego Pacjenta z 7-dniowej głodówki !

Mój Pacjent zgodził się, aby opublikować Jego wrażenia i spostrzeżenia z tej niecodziennej kuracji !Zdecydował sie na ten krok z własnej woli ! Gdyby mi nawet o tym powiedział nie byłbym Mu w stanie cokolwiek doradzić . Po prostu nie mam odpowiedniej wiedzy na ten temat ! Po kuracji  przyniósł mi książkę pt. „Lecznicza głodówka” G.P. Małachowa, która Go zainspirowała ! Zdaniem Wydawnictwa „Interspar” z Warszawy, jest to jedna z najciekawszych prac poświęconych głodówce w celach leczniczych. Znajdziemy w niej informacje, jakich nie ma w żadnej innej pracy na ten temat ! Autor omawia wpływ głodówki na pierwotne przyczyny wielu chorób. „Głodówka to magiczny klucz do tego, aby odbudować własne zdrowie i w efekcie doprowadzić je do najwyższej doskonalości !” Zachęcam do przeczytania relacji Mojego Pacjenta oraz do dyskusji na ten temat ! A może ktoś dłużej głodował ? ….

Uwagi o głodówce.


Wstęp, motywacja, decyzja i wnioski końcowe.


 


Mam obecnie 66 lat. Od ponad 30 lat cierpię na nadciśnienie tętnicze i inne mniej tutaj istotne schorzenia atakujące co jakiś czas. W związku  z nadciśnieniem i towarzyszącym  temu schorzeniu wysokim poziomem


cholesterolu , przebyłem 8 lat temu lekki zawał serca – byłem hospitalizowany .


Leki przyjmowałem codziennie .W moich warunkach , a należy dodać że w każdych warunkach jest to  wydatek niebagatelny , nie wspominając już o pilnowaniu się , właściwej  organizacji życia , diecie  itp. Życie pod presją takiej


dyscypliny traci wiele ze swych uroków , pozbawiając nas  wielu możliwości    dostępnych ludziom zdrowym  , których  i w tym wieku nie brakuje .


Pewnego razu przechodząc obok witryny księgarskiej , zainteresowałem się tytułem książki  traktującej  o głodówce  leczniczej. Nie  jestem człowiekiem


mającym problemy z nadwagą.  Mój stosunek do zawartości lodówki i stołu jest w miarę uregulowany i pełen dystansu , ale ciekawość zwyciężyła. W końcu każdy z nas także i na starsze lata chciałby być szczupłym i sprężystym jak w młodzieńczych, a tu przy właściwej nawet dyscyplinie, zawsze na ciele i w jego wnętrzu walają się zbędne kilogramy. Szczególnie te najbardziej niebezpieczne, zalegające ważne dla życia arterie naczyniowe, przecież z zewnątrz niewidoczne


Zajrzałem więc do książki rosyjskiego autora G.P. Małachowa i pomyślałem że kto jak kto ale Rosjanie o głodówkach pojęcie mają .Wiadomo , rewolucja, II Wojna Światowa, blokada Leningradu. Książka napisana jest dostępnym  językiem . Nie wiadomo czy autor G.P. Małachow  jest lekarzem , brak  słowa o autorze wyjaśniającego kim jest człowiek i jakie były jego losy. Powoływanie się na innych o nieznanych szerszemu ogółowi nazwiskach także należy traktować w kategoriach incognito. Może dlatego,  że podobne przeżycia i doświadczenia należy uważać jako bardzo osobiste , dostępne tym którzy zechcieli pójść choćby kawałek tą drogą.? Pomimo to książka wzbudza zainteresowanie zawierając wielkie kompedium wiedzy o problemie dla przeciętnego czytelnika i  stanowi cenną wskazówkę dla zainteresowanych.. W życiu ,j ak pamiętam tylko jeden raz nie jadłem przez niespełna dwa dni jako młody człowiek , a to z prozaicznego powodu,  że nie mając już pieniędzy,  nie dotarłem na czas do rodzinnego stołu. Po ponad 40 latach postanowiłem spróbować , co by też się stało , gdybym nie jadł przez trzy dni. I tak zapadła decyzja. Nie jadłem cztery dni , chociaż wypadło to w okresie intensywnej pracy w ogrodzie późną zimą przy obcinaniu i rąbaniu gałęzi. I praktycznie nic mi się złego nie stało. Zaoszczędzone   prawie cztery kilogramy przybyły ponownie szybko, pomimo dyscypliny w odżywianiu. Wiadomo,  że przeciętni mieszkańcy , szczególnie w moim wieku,  w mieście a także i na wsi niewiele mają sposobności  do intensywnego wysiłku fizycznego , zaś nawyki sportowe i turystyczne  - słabo zresztą rozwinięte -  także nie załatwiają problemu. Nie wspominając już o możliwościach finansowych. Z tego doświadczenia wyniosłem postanowienie spróbowania raz jeszcze. I tak się też stało , tym razem na siedem dni.


Głodówka , trzy pierwsze dni mijają dość szybko. Pierwszy jest zawsze najcięższy , jako że stanowi jakościowo największą odmianę w trybie życia. Ale ten czas mija w poczuciu osobistego tryumfu woli wraz z odrobiną próżności temu towarzysząc.. Później , jak ktoś powiedział, zaczynają się schody , szczególnie kiedy zachodzi przemijające zresztą zatrucie nie wydalonymi produktami spalania spowodowane najczęściej brakiem wysiłku, spaceru czyli wentylacji płuc itp.  Bywają też dziwne rozmowy z diabłem doradzającym zaprzestania bezsensownego wysiłku , znane doskonale tym wszystkim , którzy kiedykolwiek rzucali palenie papierosów. Trzeba się też zawczasu  uodpornić psychicznie do b. często lekceważącego stosunku ludzi bliskich nie aprobujących postanowienia, chociaż jak podkreślam za autorem książki, jest to sprawa ściśle osobista . W tym czasie zaostrzają się na ogół różne dolegliwości , pojawiają się inne, bynajmniej nie nowe ale dotąd utajone. W moim przypadku  nadciśnienia wyglądało to następująco :


W pierwszym dniu głodówki jakby z nawyku wziąłem leki popijając wodą.      drugim i trzecim bez  leków ciśnienie wzrosło do ok. 120/190 wahając się zresztą w dół i dla jego obniżenia wystarczyła mała część [1/4] pigułki popita wodą. W czwartym i piątym dniu już bez leków ciśnienie obniżało się do 160,,


150/90  aby w szóstym osiągnąć .wartość 75/125. i tak wrastając nieznacznie pozostać bez leków przez wiele dni nawet po ukończeniu regeneracji, po czym zaczęło powoli znów wędrować w górę. Poza garścią tych spostrzeżeń, nie chciałbym zbytnio nużyć czytelnika. Do szczegółów prowadzenia głodówki i jej fizjologii odsyłam do wspomnianej książki. W tym niewielkim zakresie [7 dni] mojego osobistego doświadczenia z wycieczki do kraju nie mlekiem i miodem lecz głodem słynącego potwierdzam prawdę zawartą w tej książce. Niewątpliwie istnieją  też  inne dobre opracowania dotyczące problemu, a ostatnio w mediach pojawiły się głosy lekarzy aprobujące ten sposób leczenia. Chciałbym zwrócić uwagę na fakt jak gdyby zniechęcający, że w naszych warunkach bytowo cywilizacyjnych pominąwszy  kulturowe, organizacja głodówki jest sporym przedsięwzięciem  logistycznym. Trzeba uregulować na pewien czas problemy aprowizacyjne, stosunek do bliskich i znajomych, odwołać wizyty i imprezy kuszące jedzeniem, unikać prowadzenia samochodu i załatwiania niektórych spraw, chociaż nie ma absolutnych ku temu przeciwwskazań. Głodówka jest wyprawą odkrywczą w jakże często nieznany kraj siebie samego. Do głowy przychodzą myśli inne niż zazwyczaj, powodują zmiany świadomości i oceny rzeczywistości. .Ale tego rodzaju zmiany w postrzeganiu stanowią chyba duże osiągnięcie tych dni, a niezależnie od tego w naszym  organizmie  z godziny na godzinę dzieją się procesy ozdrowieńcze i oczyszczające / niczym w dawno nie sprzątanej lodówce / od poziomu komórkowego aż po wygląd zewnętrzny. Moja stosunkowo krótka głodówka  nie odbyła się bez błędów i uchybień. Nie zastosowałem się do wszystkich wskazówek, cóż nie jestem zbyt odważny. Znacznie ważniejszą sprawą niż dni bez jedzenia wydają się być te dni które następują po głodówce. Od nich zależy, aby nasze stare niedobre nawyki nie wróciły a rezultaty były w miarę trwałe. W tym przekonanie o konieczności okresowego powtarzania.


                       


 


                        Stanisław Wróblewski              


                     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>