Raport: mężczyzn najczęściej atakują nowotwory układu moczowo-płciowego.

Nowotwory układu moczowo-płciowego, w tym głównie rak prostaty, są już główną przyczyną zachorowań spośród wszystkich chorób nowotworowych atakujących mężczyzn – wynika z opublikowanego w czwartek raportu „Prostata na lata”. Są one jednak wykrywane zbyt późno. Najczęstszym pojedynczym nowotworem atakującym mężczyzn nadal jest rak płuca, na który przypada 21,1 proc. zachorowań. Tuż za nim są jednak: rak prostaty (13,2 proc.), pęcherza moczowego (7 proc.) oraz nerki (3,9 proc.). Razem stanowią one ponad 24 proc. wszystkich zachorowań na nowotwory.

Konsultant krajowy ds. onkologii klinicznej prof. Maciej Krzakowski prognozuje w raporcie, że najbardziej będzie wzrastać zachorowalność na raka prostaty. Obecnie co roku jest on wykrywany u prawie 10 tys. mężczyzn, ale jeszcze w połowie tej dekady liczba zachorowań na ten nowotwór wzrośnie do około 15 tys. rocznie.

Na szczęście, wraz ze wzrostem zachorowań nie zwiększa się umieralność z powodu raka prostaty. Jest to zasługa większej skuteczności leczenia. Pięcioletnie przeżycie uzyskuje się u 76 proc. tych pacjentów, u których chorobę tę wykryto w latach 2003-2005. W przypadku mężczyzn z wcześniejszym rozpoznaniem tego nowotworu, w latach 2000-2002, pięcioletnie przeżycia nie przekraczały 66 proc.

Odsetek wyleczeń byłby jeszcze większy, gdyby raka prostaty częściej wykrywano w początkowym stadium rozwoju. Z tym w Polsce wciąż jest źle. W naszym kraju wykrywa się zaledwie 40 proc. tych nowotworów we wczesnych stadiach zaawansowania (gdy guz ograniczony jest jedynie do gruczołu). W USA na tak wczesnym etapie diagnozowanych jest 90 proc. przypadków raka prostaty – podkreślono w raporcie.

Konsultant krajowy ds. urologii prof. Marek Sosnowski twierdzi w raporcie, że jednym z tego powodów jest zbyt mały dostęp pacjentów do urologów i onkologów. Bez wizyty u tych specjalistów nie można ostatecznie postawić diagnozy wykrycia raka prostaty.

Nie wystarczy wykonanie tzw. testu PSA, gdyż podwyższony poziom tego markera nie oznacza jeszcze, że pacjent ma nowotwór prostaty (występuje również u pacjentów z łagodnym przerostem gruczołu krokowego). Dla potwierdzenia diagnozy należy wykonać biopsję prostaty u urologa.

Prezes Polskiego Towarzystwa Urologicznego, kierownik kliniki urologii ogólnej, onkologicznej i dziecięcej w Bydgoszczy, prof. Zbigniew Wolski podkreśla w raporcie, że „rozpoznanie nowotworu prostaty jest możliwe tylko na podstawie oceny mikroskopowej wycinków pobranych ze stercza”.

Konsultant województwa podkarpackiego ds. urologii lek. med. Dariusz Sobieraj dodaje, że poszukuje się nowego testu, który mógłby dobrze i szczegółowo (o dużej swoistości i czułości) wykrywać raka prostaty, np. przez oznaczenie białka PCA3. Białko to wydzielane jest przez gruczoł prostaty razem z moczem. „Być może w przyszłości pacjent będzie oddawał mocz do badania i my na tej podstawie oznaczymy czy jest w grupie zagrożenia czy nie” – stwierdza specjalista.

W raporcie podkreślono również, że lekarz rodzinny powinien mieć możliwość kierowania pacjentów na USG układu moczowego, co mogłoby wyraźnie poprawić wykrywanie zmian nowotworowych, zarówno w obrębie prostaty, jak i całego pęcherza moczowego.

Według prof. Sosnowskiego trzeba również zwiększyć wycenę procedur urologicznych w leczeniu schorzeń onkologicznych. Jego zdaniem, większość z nich jest na granicy opłacalności, co nie sprzyja planowaniu rozwoju poszczególnych klinik i oddziałów.

„Stopniowe obniżanie przez NFZ wyceny procedur urologicznych, zarówno w poradniach jak i szpitalach, które obserwujemy w ostatnim roku, spowoduje systematyczne pogorszenie jakości tych usług i prowadzić będzie w przyszłości do zapaści finansowej placówek urologicznych” – ostrzega specjalista.

Konsultant województwa warmińsko-mazurskiego ds. onkologii klinicznej dr Monika Rucińska zapewnia w raporcie, że z dobrym skutkiem można leczyć nawet pacjentów z zaawansowanym rakiem prostaty. „Jesteśmy w stanie wydłużyć im życie, zmniejszyć dolegliwości i znacznie poprawić komfort życia” – dodaje.

Chorym oferuje się zabiegi coraz mniej inwazyjne. Konsultant województwa mazowieckiego ds. urologii prof. Wojciech Pypno stwierdza w raporcie, że kiedy zaczynał pracę urologa 80 proc. pacjentów wymagających leczenia zabiegowego było operowanych tradycyjnie. Obecnie jest odwrotnie: u około 80 proc. chorych wykonuje się zabiegi endoskopowe, laparoskopowe lub wręcz takie, które nie naruszają tkanki. (PAP)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>