Polscy kardiolodzy zachęcają: „Zawalcz o swoje serce!”

Odczuwasz rozlany ból w klatce piersiowej promieniujący do szyi i ramion? Nie czekaj! natychmiast zadzwoń po pogotowie, bo są to objawy typowe dla zawału serca – apelują specjaliści z Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego (PTK). PTK razem z Asocjacją Interwencji Sercowo-Naczyniowych, której przewodniczy dr hab. Maciej Lesiak rozpoczęło na początku listopada ogólnopolską kampanię „Zawalcz o swoje serce!”. Jej celem jest nauczenie społeczeństwa, jak objawia się zawał serca i zachęcenie do jak najszybszego wezwania pogotowia, gdy do niego dojdzie. „Chodzi nam o to, by chorzy docierali do ośrodka kardiologii inwazyjnej maksymalnie w ciągu 120 minut od pojawienia się pierwszych objawów zawału. Gdyby tak było, to jestem w stanie zaryzykować twierdzenie, że moglibyśmy uratować 99 proc. z nich” – powiedział PAP dr hab. Maciej Lesiak. Jak przypomniał kardiolog, wbrew popularnemu przekonaniu, ostry, kłujący ból z lewej strony klatki piersiowej prawie nigdy nie jest związany z sercem. Typowym objawem zawału jest natomiast rozlany ból w klatce piersiowej, który najczęściej promieniuje ku górze – do ramion, szyi i żuchwy, a czasem rozchodzi się na boki. Może mieć charakter uciskowy – pacjenci mówią, że czują, jakby byli ściskani obręczą, a inni – wręcz odwrotnie – czują rozpieranie od wewnątrz. Często towarzyszy temu niepokój, poty.

Według ekspertów, wystąpienie tego typu dolegliwości i utrzymywanie się ich dłużej niż 10-15 minut powinno nas skłonić do natychmiastowego wezwania pogotowia, zwłaszcza jeśli jesteśmy w średnim lub starszym wieku i mamy takie czynniki ryzyka, jak palenie tytoniu, cukrzyca, nadciśnienie, wysoki poziom cholesterolu, nadwaga, otyłość oraz obciążenia rodzinne.

„Chcemy apelować, żeby pacjenci nie jechali własnym transportem, z krewnym czy sąsiadem, ale korzystali z wyspecjalizowanego transportu medycznego. Nie powinni też czekać do następnego dnia, aby pójść do lekarza rodzinnego i zrobić EKG” – podkreślił doc. Lesiak.

Jak przypomniał kardiolog, zawał serca jest ciągle zabójcą nr 1 w społeczeństwach cywilizowanych, również w Polsce. Dochodzi do niego, gdy tętnica wieńcowa odżywiająca fragment serca zostanie zamknięta przez skrzeplinę. Wówczas cały obszar, do którego przestaje dopływać krew wraz z tlenem zaczyna obumierać. Najczęstszą przyczyną zawału są zmiany miażdżycowe w naczyniach.

Podstawową zasadą leczenia zawału jest jak najszybsze otwarcie zablokowanej tętnicy, by skrócić czas niedokrwienia. „Jeśli uda się to zrobić w ciągu 120 minut to w ogóle może nie dojść do martwicy w mięśniu serca” – zaznaczył doc. Lesiak.

Do otwarcia tętnicy można wykorzystać farmakoterapię, która polega na podaniu choremu dożylnie leku rozpuszczającego skrzeplinę (fibrynolitycznego). „Ta metoda jest dosyć prosta w zastosowaniu, ale mało skuteczna, chyba że zastosuje się ją bardzo wcześnie, jeszcze w domu chorego. Znacznie lepsze rezultaty daje metoda inwazyjna, nazywana angioplastyką pierwotną, a potocznie balonikowaniem” – wyjaśnił kardiolog. Polega ona na wprowadzeniu do serca cewnika (przez tętnicę w nadgarstku lub w pachwinie), otwarciu zamkniętego naczynia za pomocą balonika oraz wszczepienia stentu, tj. metalowej siateczki utrzymującej drożność tętnicy.

Pod względem dostępności do tej nowoczesnej metody leczenia zawału Polska znajduje się w światowej czołówce, wyprzedzając przy tym wiele wysoko rozwiniętych krajów Unii Europejskiej, np. Wielką Brytanię czy Francję. Dzięki angioplastyce pierwotnej, śmiertelność szpitalna z powodu zawału została w naszym kraju zredukowana do 3-4 proc.

W kraju działa ok. 120 ośrodków kardiologii inwazyjnej, z których większość dyżuruje 24 godziny przez siedem dni w tygodniu. W razie wystąpienia objawów zawału wystarczy więc sięgnąć po telefon, wykręcić numer 999 i wezwać karetkę. To może nie tylko uratować nam życie, ale też uchronić przed tzw. inwalidztwem sercowym – tłumaczył doc. Lesiak.

„Mimo to, aż jedna czwarta Polaków przechodzących zawał w ogóle nie jest leczona. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że Polacy nie znają dobrze jego objawów i nie wiedzą jak się zachować, gdy do niego dojdzie. To sprawia, że przyjeżdżają za późno albo nie przyjeżdżają wcale, bo np. nie chcą robić kłopotu bliskim. Oczywiście, jeśli ktoś przeżyje zawał i zgłosi się do nas po 12 godzinach, to również możemy otworzyć tętnicę, ale nic już w mięśniu sercowym nie uratujemy” – podkreślił specjalista.

Według niego, obecnie w Polsce chorzy z zawałem zgłaszają się średnio po 250 minutach, czyli nieco ponad 4 godziny od wystąpienia pierwszych objawów, z tego aż 2 godziny to opóźnienie z winy pacjenta.

Najnowsza kampania ma dążyć do skrócenia tego czasu. W jej ramach, 1 listopada we wszystkich miastach Polski pojawiły się billboardy informacyjne. Nakręcono również pięć spotów, które zaczną się pojawiać od grudnia w polskich stacjach TV, a obecnie można je już obejrzeć na portalu You Tube. Poza tym, stworzono portal internetowy www.zawalcz.pl.

Twarzą kampanii został charytatywnie aktor Krzysztof Stelmaszczyk. Wspiera ją również wiele firm, jak np. Sanofi Aventis.

PAP – Nauka w Polsce, Joanna Morga

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>