Od 118 kg – relacja z odchudzania dietą PROFAST(USA).

Możecie Państwo przeczytać pierwszą relację z kuracji dietą „Profast” , którą do Polski przeniosła dr Maria Galus pracujacą w Metabolic Medical Center(USA). Kilkunastu Moich Pacjentow już zainteresowało się tym sposobem odchudzania.Chętnie odpowiem na Państwa pytania  wtej sprawie: jroik@manpol.net …. 

No więc w końcu stanęłam na wage… odważyłam się po dłuższym czasie, oczywiście tak jak się spodziewałam strzałka niebezpiecznie zaczęła się zbliżać do 120 kg. Było 118… okropność. Ale też i czułam, że zaraz w nic się nie zmieszczę. Nie, coś musiałam z tym zrobić. Moje oko zatrzymało się na stronie www.medyczne-odchudzanie.pl Znalazłam informacje o preparacie PROFAST, wspomagającym odchudzanie i podjęłam decyzję, że spróbuje. Może się uda. Pierwszy dzień był dosyć ciężki. Rano zjadłam pudding z preparatu, która miała mi zastąpić śniadanie, wypiłam kawę i poszłam do pracy. Nie musiałam długo czekać. Głód poczułam wilczy. I tak było praktycznie cały dzień niezależna od ilości zjedzonych warzyw surowych i duszonych. Wieczorem myślałam, że przerwę tę katorgę, albo zacznę szukać czegoś innego. Ale postanowiłam jeszcze dzień-dwa spróbować. Może będzie lepiej.


Następnego dnia zmieniłam rano kolejność: wpierw kawa z odrobiną mleka, potem PROFAST. I to było to. Do obiadu dotrwałam bez problemu. Na obiad zjadłam jarzynkę z cukinii i pomidorów, filet z kurczaka i kilka papryk. Do wieczora dotrwałam bez żadnego problemu, wieczorem znowu warzywa smażone bez tłuszczu. I tak przez kolejne dni. Rano kawa i  PROFAST, w obiad warzywa z mięsem lub rybą, wieczorem warzywa. Dla różnorodności starałam się wymieniać obiadowe warzywa z wieczornymi. Żeby nie było monotonii. No i oczywiście woda nie gazowana pomiędzy. I tak minął pierwszy tydzień.


Po jego upływie weszłam na wagę. Super! 6 kg zniknęło. Cud. Oby tak dalej. Z twardym postanowieniem kontynuacji rozpoczęłam następny tydzień. Co prawda zdarzały się chwile, gdy zapach chleba doprowadzał mnie do wariacji, i kilka razy złamałam się i uległam słodkiej pokusie, niemniej jednak kontynuuje. Najgorzej było pewnego dnia gdy na pracowym biurku wylądował niesamowicie aromatyczny domowy sernik. Nie wytrzymałam oczywiście i skusiłam się na jeden kawałek. Wprowadziłam w drugim tygodniu jeszcze potrawy z grzybów, jeśli tak można nazywać boczniaki. Bardzo dobry zapychacz i mało kalorii. Spadek wagi oczywiście się trochę zahamował, bo to i słaby charakter i standartowa obrona organizmu. Ale i tak dwa kilo się ze mną pożegnało. Mam nadzieję bezpowrotnie.


Rozpoczęłam następny tydzień. Zobaczymy jaki będzie, bowiem wyruszyłam w drogę i nie wiem, na ile uda mi się sobie narzuconych rygorów przestrzegać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>