O tym, jak spaprano piękną ideę. Tarnów mógłby być jedynym, liczącym się w kraju Centrum Targów Zdrowej Żywności. Ale nie jest, i nie wiadomo, komu tak naprawdę to zawdzięczamy?

Będzie to krótka historia o tym, jak Tarnów był niegdyś miastem powszechnie znanym- bez żadnych zabiegów i wysiłków promocyjnych-w całej Polsce. A także o tym, jak mógłby do dziś być jedynym w kraju Centrum Targów Zdrowej żywności. I także i o tym, jak skutecznie spaprano piękną ideę. I wreszcie o tym, ze nie jest i na dodatek nie wiadomo, komu tak naprawdę to zawdzięczamy?

Jest rok 1984, lekarz pierwszego kontaktu Jacek Roik, absolwent Wydziału Lekarskiego krakowskiej Akademii Medycznej ( dyplom 1969) pisze list do prof. Aleksandrowicza, z pytaniem, czy Profesor widzi sens zabiegów wokół utworzenia w Tarnowie sklepu ze zdrową żywnością.
I otrzymuje entuzjastyczną odpowiedź na tę kiełkującą zaledwie propozycję lekarza z Tarnowa- która w bardzo szybkim tempie nabierze takiego rozmachu, że przerośnie jego twórcę: ?jak najbardziej!- odpowiada profesor- i to nie tylko w Tarnowie, w całej Polsce warto zadbać o rozpropagowanie takiej idei!
Roik jest lekarzem pierwszego kontaktu, specjalistą od chorób wewnętrznych. Zauważa, na własny użytek, że recepty , masowo przepisywaną pacjentom, nie przyczyniają się-jak twierdzi- w należytym stopniu do poprawy ich stanu zdrowia.
Ryzykowna teoria? Pewnie tak, ale Roik upiera się przy tym, że warto jednak odstąpić od faszerowania pacjenta chemią. Przypomnijmy, że do powszechnej obecnie mody na ekologię, zdrową żywność itp.- wtedy daleka była jeszcze droga.

Kontrowersyjnych, zgodnych z naturą metod leczenia, jakie zaczął stosować Roik sam doświadczyłem, kiedy, mocno zagrypiony oddałem się w jego ręce. ?Przepisał? mi wtedy?kiszoną kapustę i bańki. Poprosiłem o antybiotyki, ale ofuknął mnie krótko: ?kto tu jest lekarzem, pan czy ja??. Cóż było robić -podporządkowałem się?

Rok po liście do profesora w Tarnowie zainaugurowano I Targi Zdrowej Żywności. Impreza była nader skromna i nikt jeszcze wtedy nie przypuszczał był, że wkrótce stanie się wydarzeniem niezwykłym, jedynym w swoim rodzaju ,rozsławiającym Tarnów szeroko po Polsce. Po to, aby po okresie rozkwitu zwyczajnie paść. Zdechnąć. Jaka szkoda?

Ale jesteśmy w roku 1985.Kilkanaście zaledwie stoisk w hallu Zakładowego Domu Kultury przy Traugutta. Niemal sto produktów , z których niektóre (np. lody w proszku) tylko w wysoce umowny sposób mogą zostać uznane za należące do produktów zdrowej żywności. Kontrowersje wzbudzają też ziołomiody, oprotestowane przez pszczelarzy jako swoiste oszustwo. Ale, jak mawiają- pierwsze koty za płoty?

Z roku na rok impreza nabiera blasku. W Tarnowie, przy ul. Narutowicza powstaje pierwszy w Polsce sklep ze zdrową żywnością. Przebojem sezonu staje się magnez w postaci naturalnej-po prostu jako sproszkowana skała. Potem pojawi się także w tabletkach. A że będzie miał niezwykłe wręcz powodzenie- znajdą się i zawistni konkurenci, którzy stwierdzą dzięki usłużnym mediom, że magnez w takiej postaci i takiego pochodzenia ( z Sudetów) ?szkodzi zdrowiu. Robi się z tego nie lada sensacja.

Z Tarnowskich Gór, z podziemia tamtejszej, nieczynnej od dawna kopalni srebra przywożą wodę ?Basia? i ?Karlik?. To kolejny ? przebój? targowy, przy okazji zwracający uwagę na jakość tego co pijemy( nie było wtedy na rynku takiej jak teraz obfitości wód mineralnych): te podziemne wody są prawdziwym rarytasem. Dziś próżno by ich szukać na naszym, tarnowskim rynku, choć tu zostały przecież wylansowane, pełne mikroelementów.

Takich hitów będzie na kolejnych targach więcej. Takich jak np. sól kamienna nieoczyszczana, lansowana z kolei niezmiennie przez stałego bywalca Targów, prof. Juliana Aleksandrowicza. Nazwana zostanie potem ?solą Julian?, na cześć wybitnego Profesora.
Ludzie wracają z targów obładowani woreczkami szarej soli, nieczyszczonej, ale za to pełnej mikroelementów. Zdrowej, choć lekarze nie mają o soli ( w nadmiarze!) pochlebnej oceny.

Zainteresowanie targami rośnie z roku na rok, wkrótce impreza przenosi się z korytarza ZDK do obszernej hali sportowej w pobliże. Pojawiają się też rodzimi producenci, min. Winiarscy ze swoimi rewelacyjnymi chlebami z mikroelementami i z dodatkami ziół- nowość na naszym rynku w tamtych latach.
Powstaje kapituła, przyznająca medale za najlepsze produkty, powstaje też Towarzystwo Propagowania Zdrowej Żywności z prezesem Zygmuntem Koperem, redaktorem naczelnym zakładowego pisma ? Tarnowskie Azoty?.

Towarzyszę targom, ja, Zygmunt Szych, jeden z najwybitniejszych myślicieli naszej epoki- od ich powstania i dość szybko popadam w konflikt- krótkotrwały na szczęście- z oboma panami, bo wtrącam swoje trzy grosze(a nawet nieco więcej). Uważam mianowicie, że impreza zaczyna przerastać jej twórców, że formułę trzeba zmieniać , bo zaczyna się ? przejadać? i stawać monotonna.

Niezbędne staje się też jej zinstytucjonalizowanie. Wydaje mi się, że miasto powinno zatroszczyć się o budowę hali targowej z prawdziwego zdarzenia, bo robi się ciasno. A jest to czas, kiedy Tarnów jest na ustach wszystkich, jest miastem sukcesu, a Roik – bohaterem niemal wszystkich gazet, radyj i telewizji w Polce.

I wtedy następuje pewnego rodzaju przełom: najpierw targi , dotąd tylko zdrowej żywności, stają się też targami zdrowego życia. Pojawia się jakaś kobieta, która za opłatą w specjalnym namiocie odkrywa ?aurę?, oferowane są ?drzewka magiczne? , ponoć przynoszące zdrowie i wiele innych ?gadżetów?. W całej Polsce to czas triumfu rozmaitych bioenergoterapeutów i tym podobnych szarlatanów, którzy kasztanami trzymanymi pod łóżkiem skłonni by leczyć wszystkie choroby.

A władze ówczesne? Nic. Wystarczy im , że są pokazywane w telewizyjnych migawkach, kiedy przecinają wstęgę na otwarciu imprezy?

Hali jak nie było tak nie ma, nie ma nawet komu o tym pomyśleć. Tymczasem Tarnów powoli zaczyna tracić swoja wielką szanse, swój prymat w tej dziedzinie. Coraz więcej sklepów ze zdrową żywnością w Polsce, ale i?samych targów właśnie. Powoli też centrum targowe tak wyprofilowane przenosi się w inne miejsca.

I wreszcie- gorzki finał. Pewnego dnia dowiadujemy się, że teraz to są targi ?Eco life?. Ludzie odwiedzający imprezę wracają obładowani ?kolorowymi chrupkami i chipsami. Zgroza!

No i końcówka. To nędzne ?Eco-life? przenosi się z Tarnowa do Dębicy. I tak jest do dziś.

I tyle. W wielkim skrócie rzecz jasna, bo można by  jeszcze pisać i o tym, jak impreza się gwałtownie skomercjalizowała, jak zamieniła w proste handlowanie czym tam kto miał. Idea odeszła na boczny tor i tam marniała na dobre. A raczej- na złe.

Tak właśnie spaprano piękną idee. A mógłby być Tarnów istotnie, po tylu latach doświadczeń, pionierskiego działania, wspaniałych kontaktów- Ogólnopolskim Centrum Targów Zdrowej Żywności!
Nic z tego. Takie to, niestety, nasze, przaśne. Takie tarnowskie. Polskie. Jaka szkoda.

Zygmunt Szych, www.NowyTygodnik.com

p.s. Redaktor Zygmunt Szych był pierwszym dziennikarzem w Tarnowie, który na łamach „Dziennika Polskiego” napisał o moich początkach działalności na rzecz zdrowej żywności.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>