Nieść ludziom iskrę nadziei. Rozmowa z s.Lidią z Tarnowskiego Hospicjum Domowego.  Styczeń 27, 2009, 3:29 pm,ilość odsłon 342

„Hospicjum to miejsce, gdzie bierze się pod uwagę całego człowieka z jego sferą fizyczną, psychiczną i duchową”. Z Siostrą Lidią z Tarnowskiego Hospicjum Domowego, o pięknej, humanitarnej idei oraz drodze życiowej poświęconej niesieniu ostatniej posługi konającemu bliźniemu rozmawiali Wojciech Malawa i Krzysztof Ziewacz.

Krzysztof Ziewacz:
Hospicjum to miejsce szczególne, niestety kojarzące się z żegnaniem bliskich, z ich ostatnim etapem ziemskiej drogi, którą przebywają w narastających cierpieniach. Zwykły humanizm nakazuje okazać troskę człowiekowi w takiej chwili. Hospicjum powinno być zatem miejscem, za które powinno być odpowiedzialne całe społeczeństwo, nie tylko Kościół czy ludzie „dobrego serca”. W świadomości społecznej istnieje przekonanie, iż lekarze nie potrafiący wyleczyć chorego przejawiają niekiedy małą aktywność w ulżeniu jego cierpieniu. Hospicjum to ostatnia instancja w niesieniu bliźniemu ulgi. Jak zatem układa się Wasza współpraca z lekarzami opiekującymi się chorymi? Czy chorzy mają zapewnioną opiekę medyczną w zakresie leczenia bólu na poziomie współczesnej wiedzy medycznej?

Siostra Lidia:
Każdy lekarz stara się przynieść ulgę choremu cierpiącemu i czyni to na miarę swojej aktualnej wiedzy i możliwości. Lekarze współpracujący z Hospicjum odznaczają się bardzo dobrym przygotowaniem z zakresu uśmierzania bólu nowotworowego i innych objawów. Ponadto mają także duże doświadczenie praktyczne, które zdobyli służąc właśnie w Hospicjum. Jeżeli chodzi o odpowiedzialność całego społeczeństwa za Hospicjum to zgadzam się jak najbardziej, ponieważ umieranie nie dotyczy jakiejś specyficznej grupy w społeczeństwie lub kościele lecz całego społeczeństwa, wszyscy jesteśmy śmiertelni i czy wierzymy w Boga, czy tego chcemy czy nie to i tak kiedyś umrzemy i ważną sprawą jest aby to umieranie odbywało się w ludzkich, godnych warunkach. Przez WHO zalecana jest tzw. Drabina analgetyczna.

Wojciech Malawa:
W hospicjach nie podaje się leków przeciwbólowych „na zawołanie”? Dawkuje się porcje zwiększając je w miarę nasilania się bólu? W niektórych momentach choroby, zamiast leku bardziej może pomóc człowiek, obecność drugiej osoby. Na czym polega idea pracy i pomocy w hospicjum ludziom nieuleczalnie chorym? Jaką rolę odgrywa hospicjum w stosunku do rodzin, które muszą przygotować się na nieuniknioną śmierć swoich bliskich?

Siostra Lidia:
Hospicjum to miejsce, gdzie bierze się pod uwagę całego człowieka z jego sferą fizyczną, psychiczną i duchową. Oczywiście, że trzeba najpierw złagodzić ból fizyczny bo trudno dotrzeć z jakimś przesłaniem do człowieka, który zwija się z bólu. Nie zawsze da się całkowicie zniwelować ból, ale zawsze można go skutecznie zmniejszyć. Towarzyszenie w tej drodze do bram wieczności nie jest łatwe, potrzeba dużo taktu, empatii i umiejętności słuchania. Ta ostatnia umiejętność jest szczególnie ważna bo my lubimy dawać dobre rady, coś zrobić konkretnego: umyć, pościelić łóżko, podać lekarstwo ale gorzej jest gdy po prostu trzeba wysłuchać. Ponadto warto pamiętać, że aby innym towarzyszyć trzeba samemu zaakceptować nieuchronność śmierci.

WM:
Na Zachodzie coraz częściej społeczeństwo ucieka się do eutanazji. Doktryna katolicka nie dopuszcza eutanazji. Czy pracując z cierpiącymi ludźmi nie jest Siostra targana wątpliwościami co do kategoryczności poglądu Kościoła na eutanazję?

Siostra Lidia:
Nie, nigdy nie miałam wątpliwości. Wołanie o śmierć by skrócić cierpienia to moim zdaniem wołanie o miłość i troskę bliskich, a przede wszystkim wołanie o Boga, o wiarę której przeraźliwa pustka krzyczy o śmierć. Łatwiej uśmierzyć bóle ciała niż ducha. Medycyna jest obecnie na takim poziomie, że radzi sobie z różnego typu bólami fizycznymi. Natomiast różne namiastki Boga w postaci „bożków” współczesnego świata: fortuna, wygody, wyuzdane rozrywki, narkotyki, alkohol nie dają szczęścia, ale rodzą pustkę i poczucie bezsensu życia, cierpienia i śmierci. Czytałam ostatnio wspomnienia z Łagrów „Okaleczone dzieciństwo” i zauważyłam, że ludzie którzy przeszli tam niesamowitą gehennę, siłę i nadzieję na przetrwanie czerpali z wiary w Boga. Wiem, że Bóg nie jest ostatnio w modzie i wręcz żenujące wydaje się mieszanie Go do naszych spraw i w dodatku mówienie o tym publicznie – to jednak z całym przekonaniem powtarzam, że ten kto wierzy Bogu nigdy nie chciał ułatwić sobie przejścia na drugą stronę życia przez eutanazję. Nie mówię tego, ot tak, z powietrza, ale z doświadczenia służby hospicyjnej.

WM:
Czymś odwrotnym w założeniu i praktyce są hospicja. To chlubny przejaw prawdziwego miłosierdzia i zarazem chrześcijaństwa. Nie tylko uśmierzacie ból, ale co jeszcze ważniejsze dajecie pocieszenie i nadzieję w ostatnich momentach życia… Pracujecie przy ludziach żegnających się z życiem. Czy takie miejsce pozwala na głębsze spojrzenie na wyjątkowość ludzkiej egzystencji i oderwaniu jej od otaczającego świata?

Siostra Lidia:
Absolutnie nie uważam, że hospicja są czymś innym w założeniu, a czymś innym w praktyce. Co do refleksji nad ludzką kondycją i egzystencją w świecie to chyba ktoś cierpiący na deficyty intelektualne mógłby ich nie mieć pracując w Hospicjum.

WM:
Czy cierpienie i przekonanie o bliskiej śmierci odmienia ludzką świadomość?

Siostra Lidia:
Człowiek bliski śmierci nie funkcjonuje w jakiejś zmienionej świadomości, takie sprawy oferują różne techniki wschodnie. Powiedziałabym raczej, że świadomość ludzi się wyostrza i bardzo często występuje taka jakaś jasność umysłu w sferze rozróżniania dobra i zła oraz jasność w sprawie oceny swego życia. Gdy ludzie zbliżają się do bramy wieczności to jakoś zawsze tak jest, że dokonują swoistego „bilansu’ życia. I dobrze jest o tym wiedzieć, aby delikatnie pomóc im dostrzec to, co dobrego, pozytywnego zdarzyło się w życiu.

WM:
Dlaczego sytuacja jest taka zła? Czym to jest spowodowane, że brakuje hospicjów, woluntariuszy i lekarzy do niesienia pomocy nieuleczalnie chorym?

Siostra Lidia:
To zjawisko nieco złożone i moja odpowiedź z pewnością nie będzie pełna. Trzeba pamiętać, że opieka paliatywna jest stosunkowo młodą dziedziną wiedzy i dopiero kilka lat temu została włączona w tok studiów na uczelniach medycznych. W porównaniu z chirurgią, interną, neurologią, pediatrią, a nawet onkologią jest też mniej atrakcyjna, gdyż towarzyszy człowiekowi w ostatnim etapie życia. Nie skupia się na przyczynie choroby lecz na skutkach, które stara się ograniczyć. Niemniej jednak jest to zawsze kontakt z człowiekiem, któremu nie daje się nadziei na wyleczenie, ale na zmniejszenie dolegliwości. I zawsze mamy do czynienia z człowiekiem w najtrudniejszej fazie choroby oraz z rodziną w kryzysie. W innych dziedzinach bywa różnie: coś się nie uda wyleczyć, ale jest też wiele radości, gdy się uda wyleczyć. Poza tym jest to dziedzina w fazie rozwoju organizacyjnego i opracowywania standardów, które czasami rozmijają się znacznie z rzeczywistością.

KZ:
Idea jest piękna i ogromnie mi bliska. Najpierw Babcia, a po niej mój Tato doświadczali kolejno humanitarnej troski oddanych im, kompetentnych ludzi, którzy będąc na każde skinienie potrafili obdarzyć moich najbliższych ciepłym uczuciem głaszcząc, tuląc… czy po prostu czuwając podczas nieobecności rodziny. Co trzeba jeszcze zrobić, aby hospicja dobrze się miały?

Siostra Lidia:
Postawić na edukację, żeby ludziom słowo Hospicjum nie kojarzyło się z umieralnią w cierpieniu. Dorośli nawet sobie nie wyobrażają jak dzieci potrafią mówić o śmierci i umieraniu, jakie są ciekawe w tym względzie i nie mają uprzedzeń, no oczywiście jeśli ktoś wcześniej im nie zafundował jakiejś okropności w rodzaju „pocałuj dziadka w trumnie na pożegnanie bo wszyscy tak z rodziny robią”. Dzieci są bardzo spostrzegawcze i ciekawe, trzeba im dawać wiedzę na ten temat w sposób umiejętny, dostosowany do wieku. Gdy uczyłam w szkole katechezy to rozmawiałam z dziećmi już z I klasy! na te tematy i nigdy mi się nie zdarzyło, aby ktoś z rodziców interweniował, że wystraszyłam dziecko. Co więcej była nawet taka sytuacja, że chłopiec z IV klasy Szkoły Podstawowej powiedział mamie, żeby poszła do siostry Lidii po taki materac” co się rusza”(czyli p/odleżynowy, zmiennociśnieniowy), żeby tato, który już długo leży nie miał odleżyn. No a trzeba było widzieć ich radość, gdy wreszcie udało mi się zdobyć pierwszy koncentrator tlenu! Doskonale wiedziały do czego służy… Kiedyś te dzieci będą dorosłe, zetkną się z różnymi sytuacjami w życiu i to słowo Hospicjum nie będzie obce. A teraz wielu dorosłym jest obce bo jak inaczej zrozumieć sytuację, gdy poważna instytucja zwraca się do mnie z zapytaniem czy Hospicjum zaopiekuje się osobą młodą chorą na schizofrenię… no przecież to tak jakbym poszła do dentysty z chorym okiem, wszak to też lekarz…

WM:
Jaką rolę odgrywa hospicjum w stosunku do rodzin, które muszą przygotować się na nieuniknioną śmierć swoich bliskich?

Siostra Lidia:
Wolontariusze starają się mądrze towarzyszyć w tych trudnych chwilach i pomagają odkryć rodzinie prawdę o nieuchronności śmierci jako jednego z etapów życia.

WM:
Proszę powiedzieć kim są woluntariusze pracujący w hospicjum. Czym się różnią od „innych ludzi”?

Siostra Lidia:
Wolontariusze w Hospicjum to normalni, fajni ludzie, a różnią się tym, że potrafią ofiarować siebie i swój czas bezinteresownie. Mają w sobie takie dobre światło, którym emanują na zewnątrz. Bardzo się nimi cieszę i podziwiam ich. Zawody mają przeróżne i podejmują różne formy pomocy. Najbardziej oczywista jest pomoc przy chorych czy wypożyczanie specjalistycznego sprzętu. A przecież ktoś musi prowadzić księgowość, ktoś pełni dyżury i przyjmuje zgłoszenia, ktoś dba o magazyn ze sprzętem i o sam sprzęt, ktoś myśli skąd zdobyć pieniądze na bieżącą działalność i na zakup sprzętu, ktoś pisze podziękowania dla ofiarodawców, ktoś przygotowuje puszki do kwest, zakupuje bilety MPK dla tych co jeżdżą do chorych, ktoś te bilety rozlicza… i długo by jeszcze wyliczać. Te wszystkie „ktosie” to wolontariusze. Pani prawnik ochotniczo załatwia wszystkie prawne pisma i rejestracje, przygotowuje Walne zebrania i protokoły.

WM:
Pracownicy hospicjów są świadkami cierpiących. Stają wobec potężnego cierpienia. Jak radzą sobie z w tych sytuacjach? Czy trzeba być „silnym” psychicznie aby sprostać posłudze drugiemu człowiekowi?

Siostra Lidia:
Siłę do podejmowania trudu towarzyszenia umierającym czerpią wolontariusze przede wszystkim z kontaktu z Bogiem, ponadto wolontariusze korzystają z różnych form szkoleń o których mówiłam no i tworzą swoistą wspólnotę, która wzajemnie się wspiera. Tworzą się pomiędzy nimi nie tylko więzi formalne związane z udzielaną pomocą lecz także więzy przyjaźni i koleżeństwa.

WM:
Co Siostra sądzi o Światowym Dniu Hospicjów i Opieki Paliatywnej? Były już do tej pory dwukrotnie? Co dobrego wnoszą do świadomości społecznej?

Siostra Lidia:
To dobra sprawa, lecz w Polsce jeszcze bardzo mało nagłośniona. Powoli jednak przebija się do świadomości społecznej.

KZ:
Nie chodzi tylko o datki? Jak szukać woluntariuszy? Jak można zachęcić i przekonać ludzi, zwłaszcza młodych w czasach, w których teraz żyjemy, gdzie człowiek przeważnie jest skupiony tylko na samym sobie, do niesienia pomocy innym poprzez woluntariat?

Siostra Lidia:
Nawiązujemy współpracę ze szkołami w ramach akcji „Pola Nadziei” i młodzi wolontariusze poprzez sadzenie żonkili, a potem kwestę pomagają funkcjonować Hospicjum. Pomagają też w załatwianiu różnych spraw administracyjnych oraz pomagają opiekować się dziećmi, których mamy dwoje. Opiekują się też dziećmi z rodzin objętych pomocą hospicjum, gdyż to nie lada wyzwanie troszczyć się o chorego i zajmować dziećmi, więc w ten sposób również pomagamy rodzinom. Co do narybku to powiem tak: młodzi lubią być modni. Trzeba robić „modę „ na wolontariat, tak, aby bycie „wolontariuszem” było wyróżnieniem.

KZ:
W jaki sposób zdobywacie pieniądze i, no właśnie, na co dokładnie się je przeznacza?

Siostra Lidia:
Pieniądze. Najczęściej z ofiar, ludzie przynoszą do hospicjum lub wpłacają na konto. Ponadto dr Jacek Roik zorganizował 4 koncerty na rzecz Hospicjum i mamy nadzieję, że jako zapalony meloman i społecznik jeszcze podejmie trud w tym kierunku. Największym zasileniem była zeszłoroczna akcja „Pola Nadziei”. Szkoły i Przedszkola mają fantastyczne pomysły na organizowanie różnych małych imprez kulturalnych, akademii, kiermaszów, pikników i często myślą wówczas o nas. Co robimy z pieniędzmi? Ważne i mądre pytanie i bardzo chętnie powiem, żeby ludzie wiedzieli, co się dzieje u nas z ich pieniędzmi. Zakupujemy bilety MPK dla wolontariuszy lub wracamy koszty dojazdu do chorego, opłacamy telefon, poprzez który kontaktujemy się z rodzinami oraz ustalamy grafik konkretnych wolontariuszy do konkretnych chorych w siedzibie Hospicjum. No i zakupujemy sprzęt specjalistyczny – łóżka sterowane pilotem, koncentratory tlenu, ssaki elektryczne, materace p/odleżynowe, czasem jakieś materiały biurowe, ale mało bo są też dobrzy ludzie co im do głowy wpadnie, że przydałby się nam długopis czy jakiś papier do drukowania, acha no i np. cebulki żonkili na akcję – wspaniała firma „Planta” daje nam duże rabaty. Po 5 letniej działalności udało się nam naskładać na zakup samochodu marki Fiat „Panda” co bardzo ułatwiło i usprawniło pracę. No i oczywiście trzeba wolontariuszy przeszkolić. Na własnym podwórku to wiadomo, że za darmo, ale gdy widzimy, że „z tej mąki to dobry chleb będzie” to wysyłamy na szkolenia zewnętrzne i finansujemy je. Wolontariusze uczestniczą też w różnych sesjach, konferencjach, żeby podnosić swoje kompetencje i poszerzać wiedzę.

WM:
Uważamy, że skoro jest jedno hospicjum na terenie Tarnowa, dające pomoc także mieszkańcom okolic powinno być wspierane z funduszy miasta i okolicznych gmin. Dlaczego się tak zatem nie dzieje?

Siostra Lidia:
Współpracując z Urzędem Miasta realizujemy projekt w ramach którego otrzymaliśmy do użytku 10 łóżek na pilota (a własnych mamy 4 na pilota i 5 specjalistycznych), koncentrator tlenu( własnych mamy3) 3 ssaki elektryczne ( własne też 3) pompę infuzyjną i 10 materacy p/odleżynowych, zmiennociśnieniowych (własnych17) Właśnie staramy się rozliczać z umowy.

KZ:
Tarnowskie Hospicjum Domowe działa wyłącznie w formie opieki domowej. Zgłaszając chorego należy przynieść ostatnią Kartę Informacyjną ze szpitala, czytamy ze strony internetowej. Chociaż THD pracuje w trybie „na dochodzenie” dysponuje jednak jak każde stacjonarne hospicjum odpowiednim sprzętem, który wypożyczacie rodzinom chorych. Czy jest jakaś procedura związana ze zgłaszaniem potrzebujących?

Siostra Lidia:
Chorzy zgłaszani są podczas dyżuru – osobiście lub telefonicznie, od poniedziałku do piątku w godz. 16 –18. Trzeba przynieść ksero karty Informacyjnej ze szpitala. Jeśli chory jeszcze jest w szpitalu, a rodzina chce się przygotować na jego przyjęcie to Kartę doniosą potem, a potrzebne informacje zostają udzielone rodzinie oraz zostaje utworzony plan opieki nad chorym. Oczywiście to wszystko w miarę naszych możliwości.

KZ:
Gdzie mieści się Wasza siedziba?

Siostra Lidia:
Przy ulicy Krakowskiej 41. W budynku plebani Księży Misjonarzy.

WM:
Jak długo istnieje Tarnowskie Hospicjum? Jaki ma status prawny?

Siostra Lidia:
Tarnowskie Hospicjum istnieje już 5 lat. Obecnie od 2 lat jest zarejestrowane w Krajowym Rejestrze Sądowym oraz posiada nadany numer NIP oraz REGON. Hospicjum należy do Forum Ruchu Hospicyjnego mającego siedzibę w Krakowie.

WM:
Czy jest w Tarnowie inne hospicjum? Na jakim terytorium działacie?

Siostra Lidia:
W Tarnowie jest tylko jedno Hospicjum, właśnie nasze. Czasami ,niesłusznie ,mówi się o jakimś Hospicjum w Mościcach. Nie jest to prawda, tam mieści się oddział dla przewlekle chorych, a to nie to samo co Hospicjum. Naszym zasięgiem obejmujemy Tarnów i okolice.

WM:
Jest szansa na powstanie stacjonarnego hospicjum? Jaka jest możliwość, aby było finansowane ze środków NFZ-u i pomagało większej ilości potrzebujących? Jakie macie z tym związane plany rozwoju?

Siostra Lidia:
W Tarnowie bardzo przydałoby się Hospicjum stacjonarne. Chorych potrzebujących całodobowej opieki przybywa. Najbliższe jest w Dąbrowie Tarnowskiej. Zapewnia ono wspaniałą opiekę, lecz położone jest na obrzeżach miasteczka i dojazd bez własnego samochodu jest utrudniony. Dojazd do Tarnowa z okolicznych wiosek jest dużo łatwiejszy. Jeśli chodzi o umowę z NFZ to nasze Hospicjum spełnia wymogi sprzętowe, ale nie spełnia wymogów lokalowych i personalnych. Konieczny jest lekarz ze specjalizacją paliatywną, a obecnie wiem, ze jeden z lekarzy zdał dopiero co egzamin i rozpocznie tę specjalizację, natomiast nie słyszałam, aby w Tarnowie był już lekarz z tą specjalizacją. A bez lekarza z tą specjalizacją nie można strać się o utworzenie N ZOZ-u będącego bazą do podpisania kontraktu.

WM:
Na co mogą liczyć mieszkańcy z innych miejsc Polski? Gdzie jeszcze w pobliżu Tarnowa są inne hospicja?

Siostra Lidia:
W Polsce jest różnie i dużo zależy od lokalnych władz. Są hospicja domowe działające jak my na zasadzie wolontariatu, i są takie, które mają podpisany kontrakt. Obecnie funkcjonuje w Polsce 118 Hospicjów. Umowę z NFZ mają 73 Hospicja, a 45 działa ochotniczo. Więcej na ten temat możemy się dowiedzieć na stronie www.hospicja.pl Najbliższe Hospicja stacjonarne to Hospicjum w Dąbrowie Tarnowskiej, Rzeszowie, Przemyślu, Krakowie, natomiast Hospicja Domowe mamy w Krakowie, Bochni, Limanowej, Jaśle, Krośnie i Dębicy.

WM:
Ilu jest w Tarnowie lekarzy o specjalności medycyny paliatywnej? A ile pielęgniarek?

Siostra Lidia:
Z tego co wiem to w województwie małopolskim jest 10 lekarzy z tą specjalnością , a w Tarnowie nie ma żadnego, tylko jeden zaczyna naukę. Pielęgniarek ze specjalizacją paliatywną jest w województwie 6, a w Tarnowie nie ma ani jednej .

WM:
Jaka była droga życiowa Siostry, i co spowodowało, że zajeła się Siostra ideą Hospicjum?

Siostra Lidia:
Zanim rozpoczęłam studia na Uniwersytecie Jagiellońskim opiekowałam się chorymi w Domu Pomocy Społecznej jako pielęgniarka. Wcześniej w domu rodzinnym pomagałam mamie w opiece nad babcią. Lubiłam zajmować się chorymi, lubiłam słuchać ich niesamowitych historii życia, rozmawiać o sensie życia, o wartościach, za które warto oddać zdrowie i życie. Potem, podczas studiów oprócz obowiązkowych praktyk mieliśmy możliwość na jedną z tych praktyk sami wybrać sobie oddział. Wybrałam Hospicjum Św. Łazarza w Krakowie. Stwierdziłam, że to jest to, co chciałabym w życiu robić: towarzyszyć ludziom w przechodzeniu przez bramę życia do wieczności. I Pan Bóg jakoś bardzo przedziwnie poskładał okoliczności, że tak się stało. Do Tarnowa, do Parafii świętej Rodziny przyszłam na zastępstwo za siostrę katechetkę na pół roku. (Jestem również katechetką, także z zamiłowania) I właśnie w tym czasie ks. Jerzy Berdychowski, ówczesny proboszcz, starał się o zorganizowanie Hospicjum. Brakowało kogoś do koordynowania całości. I właśnie w tej luce Pan Bóg mnie zobaczył, a ja się ucieszyłam.

WM:
Na rzecz hospicjum organizowane są różne wydarzenia i koncerty. Jakich imprez należy się spodziewać w najbliższym czasie? Co w tym zakresie można jeszcze zrobić?

Siostra Lidia:
O koncertach organizowanych przez wspaniałego doktora Roika już pisałam. Już drugi raz podjęliśmy akcję „Pola nadziei”we współpracy ze szkołami i przedszkolami. Podczas różnych akademii, jasełek, kiermaszy itp… Zbierane są ofiary dla Hospicjum. Na wiosnę, gdy zakwitną żonkile, wolontariusze zaangażowanych szkół ruszą na miasto na dużą kwestę rozdając żonkile – kwiaty nadziei. Mam nadzieję, że szkołom nie zabraknie pomysłów. Wiem, że np. jedna ze szkół zamierza kwestować podczas meczu żużlowego. Uczniowie będą ubrani w specjalne stroje. To kapitalny pomysł i podpisuję się pod nim obiema rękoma. Zakończenie akcji planujemy na 27 maja, w niedzielne popołudnie. Młodzież i dzieci coś zaśpiewają, zatańczą, planowany jest też pokaz mody, musztra wojskowa oraz rozdanie nagród z konkursu plastycznego. Na koniec zagra zespół, a jaki, to na razie tajemnica. Potrzebujemy przygotować plakaty informacyjne, żeby tarnowianie wiedzieli i przyszli. Mamy nadzieję, że znajdzie się ktoś kto pomoże je wydrukować… no i informacja o całej akcji. Będziemy prosić media o pomoc. Was również o to prosimy.

WM:
Niech Siostra powie wreszcie coś o sobie. Internauci chcieliby się dowiedzieć co jeszcze Siostrę interesuje oprócz tak szlachetnych spraw jak niesienie drugiemu ostatniej posługi?

Siostra Lidia:
Coś o sobie… lubię wędrować po górach, bardzo lubię przygotowywać z młodzieżą i dziećmi różne przedstawienia teatralne i kabaretowe… ale obecnie na to nie starcza mi czasu, od dzieciństwa fascynuje mnie poznawanie kultury i zwyczajów innych krajów, chciałam pojechać na misje do Ameryki Południowej. Szczególnie interesuje mnie kultura Indian, dlatego Wojciecha Cejrowskiego uważam za bratnią duszę i często wracam do jego książek. Bardzo lubię pogłębiać różne zagadnienia historyczne i zwiedzać zabytki. To trochę rodzinne, mama uczyła historii, moja siostra studiowała historię powszechną, a najmłodsza siostra właśnie kończy historię sztuki na Uniwersytecie Warszawskim. Oprócz historii Polski, interesuje mnie kultura Hellenistyczna. Na studiach teologicznych, za przyczyną ks. Drwala, zachwyciłam się kulturą żydowską. Obecnie coraz bardziej interesuje mnie kultura rosyjska. Odpoczywam czytając książki. Niejednokrotnie, przy moim aktywnym trybie życia odczuwam „głód słowa pisanego”. To pozostałość po czasach Liceum, gdy byłam wytrawnym „molem książkowym”.

WM:
Dziękując Siostrze za interesującą, pełną ciepła rozmowę, chciałbym jeszcze zapytać o plany, marzenia. Co ma się zdarzyć w przyszłości?

Siostra Lidia:
Moje plany? Chcę być święta i z nieba pomagać ludziom. A tak bardziej krótkowzrocznie to przede wszystkim być dobrą Siostrą Miłosierdzia, która niesie iskrę nadziei tam gdzie ją Bóg pośle.

wywiad zamieszczony został na www.zdrowy.tarnow.pl w kwietniu 2007 r.

W dniu 08.02.09 r. o godzinie 17.00, w Tarnowskim Teatrze im. Ludwika Solskiego, odbędzie sie Koncert Charytatywny na rzecz Tarnowskiego Hospicjum Domowego z udziałem „Kapeli znad Baryczy”. Oto szczegółówe informacje:

Skrót do: www.roik.pl/moherowe-berety-kapeli-znad-baryczy-przeboj-radia-maryja/ – można wysluchać w całości piosenkę “Moherowe Berety”.

Skrót do: www.roik.pl/tarnowskie-hospicjum-domowe-w-potrzebie-100-osob-terminalnie-chorych-a-tylko-45-wolontariuszy/

Skrót do: www.roik.pl/moje-koncerty-charytatywne

0 Odpowiedzi do “Nieść ludziom iskrę nadziei. Rozmowa z s.Lidią z Tarnowskiego Hospicjum Domowego.”


  1. Brak komentarzy

Pozostaw odpowiedź