Kompleksowe leczenia chorych na raka z powikłaniami sercowymi.

Europejskie Centrum Zdrowia (ECZ) w Otwocku jest trzecim na świecie ośrodkiem, w którym rozpoczęto kompleksowe leczenie chorych na nowotwory, cierpiących jednocześnie na schorzenia sercowo-naczyniowe – poinformowano w środę na konferencji prasowej w Warszawie.
Otwocki szpital jest organizacyjnie pierwszą w Europie Środkowo-Wschodniej tego typu placówką, zapewniającą pełną opiekę kardioonkologiczną.
„Takie ośrodki będą powstawały coraz częściej, gdyż co druga osoba z chorobą nowotworową ma kłopoty z sercem – cierpi na chorobę wieńcową, nadciśnienie tętnicze, zaburzenia rytmu lub niewydolność serca” – powiedział prof. Adam Torbicki, szef kliniki krążenia płucnego i chorób zakrzepowo-zatorowych Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego w ECZ.
Zakrzepica żylna i zatorowość płucna może być pierwszym objawem ukrytego nowotworu. Zatorowość płucna jest również drugą najczęstszą przyczyną zgonów chorych na raka i inne choroby nowotworowe.

Tacy chorzy wymagają intensywnego leczenia zarówno onkologicznego, jak i kardiologicznego, szczególnie wtedy, gdy choroba jest już zaawansowana. Od chwili rozpoznania choroby potrzebna jest współpraca lekarzy różnych specjalności. Gdy jej zabraknie, chorzy są odsyłani od jednego specjalisty do drugiego, bo nikt nie chce się podjąć zbyt ryzykownego leczenia.

Prof. Tadeusz Pieńkowski, szef kliniki onkologii CMKP ECZ, przyznał, że miał dawniej pacjentów, u których trzeba było zaniechać leczenia onkologicznego lub je przerwać z powodu powikłań sercowo-naczyniowych. Teraz można im pomóc dzięki kompleksowej opiece. Takie możliwości są w ECZ, gdzie w jednym szpitalu są wszyscy niezbędni do takiego leczenia specjaliści. Zapewnia to większe bezpieczeństwo zarówno dla chorego, jak i lekarzy – podkreślił Pieńkowski.

Przykładem jest leczony w Centrum 39-letni mężczyzna z zatorowością płucną, u którego rozpoznano guz zarodkowy jądra z przerzutami do płuc i przestrzeni zaotrzewnowej. Otrzymał leki przeciwzakrzepowe, a dopiero potem poddano go operacji i chemioterapii.

Wyjątkowo trudny był przypadek 78-letniego mężczyzny z rakiem odbytnicy i gruczołu krokowego. Był po operacji by-passów, miał niewydolność serca i migotanie przedsionków. Mimo ogromnego ryzyka usunięto mu odbytnicę i poddano leczeniu hormonalnemu oraz chemioterapii. Wszczepiono mu stymulator serca i kontynuowano leczenie onkologiczne.

Leczenia specjalistycznego wymagają pacjenci, u których sam rozrost nowotworu powoduje powikłania. Przykładem jest zagrażająca życiu tamponada osierdzia, gdy krew przedostaje się do jamy osierdzia lub zostaje wypełniona innym płynem utrudniając rozkurcz mięśnia sercowego. Może powstać również nadciśnienie płucne na skutek zarastania tętniczek płucnych. Wymaga ono natychmiastowego leczenia.

Uszkodzenia mięśnia sercowego powoduje czasami samo leczenie onkologiczne. „W tym przypadku dążymy do tego, żeby lepiej przewidzieć, jacy chorzy są najbardziej narażeni na zaburzenia kardiologiczne” – podkreślił prof. Torbicki. Pomaga w tym badanie echokardiograficzne pozwalające określić frakcję wyrzutową mięśnia sercowego. Jeszcze lepsze efekty daje użycia tomografu komputerowego i rezonansu magnetycznego.

We krwi bada się również troponiny, białka świadczące o uszkodzeniu mięśnia sercowego, oraz peptydy wskazujące na ewentualne rozciągnięcie mięśnia sercowego. Prowadzone są też badania nad skriningien genetycznym pozwalającym wykryć chorych bardziej wrażliwych na uszkodzenia powodowane chemioterapią.

„Wszystko to robimy po to, by u chorego nie trzeba było przerywać leczenia onkologicznego, a co najwyżej, żeby jedynie je zmodyfikować” – podkreślił prof. Torbicki.

Zdaniem dyrektor ECZ, dr Anny Kieszkowskiej-Grudny upowszechnienie leczenia kardioonkologicznego daje lepsze efekty i pozwala uratować więcej chorych, ale może również przynosić oszczędności w ochronie zdrowia. „Oceniamy je na 70-120 mln w ciągu roku” – dodała.

W Polsce z chorobą nowotworową żyje co najmniej 400 tys. osób, w tym ponad 60 tys. kobiet z rakiem piersi. Wiele z nich narażonych jest na nawrót choroby oraz inne schorzenia, w tym szczególnie układu krążenia, które mogą się ujawnić po 10, 15, a nawet 20 latach.

W przypadku raka piersi 42 proc. kobiet umiera z powodu nowotworu, ale u 22 proc. przyczyną zgonu jest niewydolność serca. „U niektórych pacjentów można temu zapobiec, jeśli w porę zastosowane zostanie odpowiednie leczenie” – podkreślił prof. Pieńkowski.

Zbigniew Wojtasiński (PAP)

PAP/Rynek Zdrowia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>