Karły z Ekwadoru kluczem do opracowania leków przeciwko rakowi?

Naukowcy starają się rozszyfrować fenomen niewielkiej społeczności karłów żyjących w odludnych rejonach południowego Ekwadoru. Powodem tego zainteresowania jest fakt, że ludzie ci są odporni na choroby nowotworowe i cukrzycę. Wyniki uzyskanych badań mogą być kluczem do opracowania skutecznych leków przeciwko wspomnianym chorobom. Ta niewielka społeczność cierpi na karłowatość typu Larona, rzadką chorobę mającą podłoże genetyczne. Jak się wydaje ich odporność na choroby nowotworowe i cukrzyce wywołał chów wsobny, czyli prokreacja osób blisko ze sobą spokrewnionych. Wynika to z faktu, że przedstawicieli tej społeczności jest niewielu, żyją oni na bardzo ograniczonym terenie.

Na całym świecie żyje tylko 300 osób, które cierpią na syndrom Larona, z czego jedna trzecia zamieszkuje wioski prowincji Loja w południowej części Ekwadoru.

Naukowcy już odkryli, że ludzie z syndromem Larona pozbawieni są hormonu określanego jako Insulinopodobny Czynnik Wzrostu-1 (czyli Insuline-like Growth Factor-1, w skrócie IGF-1), który stymuluje rozwój komórek i ich podział na nowe.

Z informacji zawartych w „Discovery Magazine” wynika, że sam IGF-1 jest niegroźny, ale w połączeniu z wysokim poziomem somatotropiny (hormonu wzrostu) prowadzi do rozwoju nowotworów piersi, prostaty czy jelita.

U ludzi z syndromem Larona natomiast występuje duży poziom hormonu wzrostu, ale ich komórki nie generują IGF-1. W konsekwencji ekwadorskie karły dożywają w zdrowiu, bez nowotworów i cukrzycy średnio 87 lat, czyli ponad dekadę dłużej niż przeciętna w ich kraju. I to mimo fatalnego odżywiania w biednej społeczności.

Dr Jaime Guevara-Aguirre, specjalista od hormonów z Ekwadorskiego Instytutu Endokrynologii i dr Valter Longo z Uniwerstytetu Południowej Kalifornii postarali się wyjaśnić zdrowotny fenomen tej społeczności. I doszli do wniosku, że gdyby sztucznie obniżyć poziom IGF-1 u ludzi, to wtedy nasze DNA nie ulegałoby aż tylu mutacjom, które powodują powstawanie chorób nowotworowych.

Guevarę-Aguirrę zainspirowały badania ludzi z syndromem Larona, bo mieszkał jako dziecko w południowej części Ekwadoru i często widział w małych miasteczkach niewysokich osobników, których miejscowi przezywali Pigmejami.

„Gdy byłem mały widziałem może 20 takich maluchów na ulicy, oni mnie fascynowali – opowiadał Discovery Magazine. – Dlatego szukałem podobnych do nich” – dodaje. Już jako dorosły rozmawiał z ich rodzinami, pobierał próbki krwi i dowiadywał się coraz więcej o ich niesamowitych właściwościach zdrowotnych. Dowiedział się, że u ludzi rozmnażających się w chowie wsobnym występuje deficyt IGF-1.

Dalej tą drogą zaszedł dr Longo, który wykorzystał doświadczenia ludzi z syndromem Larona do opracowania pierwszych próbek leków antyrakowych.

Teraz ambicją firm farmaceutycznych jest opracowanie leku, który blokowałby nie tylko produkcję IGF-1, ale też somatotropiny. Taki lek robiłby to sztucznie, co genetyczny defekt ludzi z syndromem Larona robi w sposób naturalny, czyli chroni DNA przed uszkodzeniami i wynikającym z nich rozwojem nowotworów. (PAP)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>