Irlandzka kompozytorka udziela korepetycji z genetyki.

Język genów można przełożyć na język muzyki. „Oba mają wiele wspólnego: wzorce, powtórzenia i miejsce na przypadek” – twierdzi irlandzka kompozytorka Deirdre Gribbin, autorka utworu „Hearing Your Genes Evolve”. „Pisząc swój utwór chciałam sprawić, by ludzie lepiej zrozumieli genetykę. Wierzę że muzyka może pomóc lepiej zrozumieć wyjątkowe i skomplikowane procesy, jakie zachodzą w każdym z nas i służą wielu celom” – tłumaczyła kompozytorka na marcowym kongresie „Innovation Convention” w Brukseli.

Gribbin miała też inny powód, by zainteresować się genetyką – sześcioletniego syna Ethana, który cierpi na zespół Downa. Jak tłumaczyła w Brukseli, bardzo chciała zrozumieć, co właściwie różni Ethana od innych dzieci. „Wtedy się dowiedziałam, że z jednej strony jesteśmy z Ethanem podobni w 99,9 procentach; z drugiej pomiędzy naszymi kodami DNA istnieje ponad 3 mln różnic” – mówiła.

Niedawna premiera 12-minutowego utworu zwieńczyła rok kompozytorskiego trudu oraz… studiowania podstaw genetyki. Przewodniczką Gribbin po świecie DNA została dr Sarah Teichmann z European Bioinformatics Institute i z Wellcome Trust Sanger Institute UK, badająca oddziaływania białek i ekspresję genów. „Miała mi odczarować naukowe podstawy genetyki i sprawić, by stały się zrozumiałe także dla innych” – wspominała Gribbin.

„Każdy żywy organizm – ludzie i zwierzęta, owoce i warzywa, posiada informację genetyczną kodującą informację, dzięki której każdy jest nieco inny. Alfabet, w którym informacja ta jest zapisana, to DNA, a jego litery to zasady azotowe: adenozyna – A, tymina – T, cytozyna – C i guanina – G. Po połowie tego materiału przekazuje nam matka i ojciec. Technika połączenia składowych sprawia jednak, że każdy staje się indywidualny i niepowtarzalny. Maleńkie odmienności w kodzie decydują o wszystkich różnicach, jakie się między nami pojawiają i sprawiają, że jeden komponuje opery, a drugi jest wyspecjalizowanym genetykiem” – opowiadała na kongresie Teichmann.

Gribbin szybko dostrzegła, że podstawowe zasady rządzące strukturą kodu genetycznego i kodu muzycznego mają wiele wspólnego. „W obu dziedzinach mamy do czynienia z powtórzeniami, przypadkami zastępowania jednych elementów przez inne, podmienianiem fragmentów czy obecnością schematów. To był dla mnie punkt wyjścia” – powiedziała. Na kompozytorski pulpit trafił niewielki fragment kodu DNA – taki, jaki mieści się na 20 stronicach wydruku. Swoją pracę Gribbin zaczęła od „stworzenia wielu muzycznych dialogów pomiędzy czterema instrumentami kwartetu smyczkowego, które reprezentują wariacje zachodzące w momencie, gdy elementy kodu genetycznego ulegają zmianom, transformacjom i modyfikacjom”.

Gribbin zwróciła też uwagę, że symbole trzech zasad z kodu DNA – A, C i G – nazywają się tak samo, jak trzy dźwięki zachodniej skali muzycznej. (Kiedy pierwszy fragment kodu dość dosłownie rozpisała na partyturze, na pięciolinii pojawił się ciąg nut: A,C,A,C,C,A,C,C,C,A,C,E z bemolem). Obecność czwartej zasady (T czyli tyminy) w kodzie uznała za symbol przypadkowości. „Zarówno w DNA, jak i w muzyce mamy określoną liczbę wzorców i ich powtórzeń, ale jest też przypadek” – tłumaczy.

Wspominając początki współpracy z kompozytorką Sarah Teichmann przyznała, że doznała szoku. „Uniwersytet Cambridge ma 800 lat i – jeśli chodzi o sposób przekazywania społeczeństwu wyników pracy naukowej – jest miejscem dość konserwatywnym. Współpraca z kompozytorem? Moi koledzy z doktoratami nie mogli pojąć, co robimy” – opowiadała w Brukseli. – Z czasem zaczęło się jednak coś niesamowitego. Każdy zaczął myśleć o swojej pracy w nowy sposób, ponieważ o jej wynikach musiał opowiedzieć komuś, kto mówi innym językiem i nie zrozumie tego, co mówi biolog. A przecież tak funkcjonuje większość naszego społeczeństwa. Nauka komunikacji z Deirdre była dla nas cudownym doświadczeniem” – podkreśliła.

Gribbin nie jest jedynym muzykiem, który inspiracji szuka w naturze. Do klasyki zalicza się suitę „Planety”, skomponowaną w latach 1914-1916 przez Brytyjczyka Gustawa Holsta. Jego dzieło bywa interpretowane jako metafora życia i stanów emocjonalnych człowieka. Utwory poświęcone kolejnym planetom mają zaś obrazować etapy egzystencji – od żwawej, bojowej młodości po dojrzałość i uduchowioną starość.

Z kolei współczesny polski kompozytor Grzegorz Duchnowski przekłada na język muzyki grafikę fraktali. Te matematyczne obiekty, kiedy się przedstawi graficznie, posiadają własność samopodobieństwa: można je dowolnie powiększać, ale nadal widać tę samą, powtarzającą się strukturę. Fraktale można dostrzec wszędzie: w kształtach płatków śniegu, w budowie kalafiora czy w rozgałęzieniach rzek.

Ideę tę Duchnowski włącza do muzyki m.in. rozstawiając orkiestrę i solistów w różnych grupach (na scenie i poza nią). „Każda grupa to różne stany energii i abstrakcji, funkcjonującej razem lub obok siebie. (…) Powstające w ten sposób napięcia między dźwiękową ekspansją grup a mikrostrukturami (fraktalami) przybliżają słuchacza do wniosku, że poddawane stopniowej augmentacji struktury wyglądają tak samo jak cały, pierwotny utwór” – czytamy na stronie internetowej kompozytora. (PAP)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>