Historia dżumy w Polsce ! .

Spośród kilkunastu chorób zakaźnych, które nękały społeczeństwo Rzeczpospolitej od końca średniowiecza, aż po wiek XVIII, najniebezpieczniejsza była dżuma…..

 Ani czarna ospa, ani dur brzuszny, tyfus plamisty, grypa czy czerwonka, nie pochłonęły tylu ofiar, co mór – mówiła Katarzyna Pękacka-Falkowska, doktorantka w Instytucie Historii i Archiwistyki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika podczas festiwalu nauki i sztuki, który odbył się w kwietniu w Toruniu. W swoim wykładzie badaczka przybliżyła krótką historię dżumy w Europie i opowiedziała o wielkiej epidemii tej choroby, która nawiedziła Toruń w 1708 roku.

 

Ówcześni mówili, że dżuma, to "choroba wielce zaraźliwa, złośliwa, wprawiająca w malignę".
"Dżuma atakowała nagle i pozostawiała po sobie liczne ofiary, stąd jej nadejście uważano za wydarzenie apokaliptyczne. We wszystkich krajach Europy powtarzano więc przez wieki antyfonę kościelną: +Od powietrza, głodu, ognia i wojny zachowaj nas Panie+. I rzeczywiście – od dżumy w tamtych czasach mógł zachować tylko Bóg" – wyjaśniała uczestnikom festiwalowego wykładu Katarzyna Pękacka- Falkowska.

 

Przypomniała, że od końca średniowiecza aż po wiek XVI w każdej europejskiej społeczności dżuma wracała co siedem, dziesięć lat. Od końca XVI wieku choroba nawracała średnio co 25 lat. W niektórych miejscach występowała endemicznie, tzn. stale w mniejszym lub większym natężeniu. "W rezultacie, ludzie tak bardzo zżyli się z zarazą, że jej całkowite zniknięcie wydawało się im niepodobieństwem" – opowiadała.

 

Od połowy XVII wieku zaraza zaczęła się z Europy Zachodniej powoli wycofywać. "Czasem całe pokolenia nie spotykały się z nią bezpośrednio. Oznacza to, że znały ją tylko z tradycji ustnej czy innej formy przekazu" – mówiła.

 

Jak przypomniała, dżuma była częścią życia codziennego i zbiorowej pamięci, więc mimo tego, że występowała co kilkanaście lat, prawodawcy regularnie używali jej wyobrażenia w celu dyscyplinowania społeczeństwa, zaznaczając, że jeśli ludzie nie naprawią swojego postępowania i nie będą słuchać nakazów władzy, to wtedy, Bóg nie tylko po raz kolejny nawiedzi ich wojną, ale także dżumą.

 

KRÓTKA HISTORIA DŻUMY

 

O epidemii moru wspominają już źródła starożytne, m.in. "Wojna peloponeska" Tukidydesa czy starotestamentowa księga Samuela. W starożytności epidemia dżumy wybuchła m.in. za czasów Marka Aureliusza. Zaraza, która panowała w basenie Morza Śródziemnego, pochłonęła prawdopodobnie ok. 70 mln osób. "Kolejna wielka epidemia wybuchła w VI wieku naszej ery. Choroba nazwana dżumą Justyniana panowała do VIII wieku i pochłonęła około 100 mln ofiar" – opowiadała badaczka.

 

Dżuma wygasła na kilka stuleci. Ponownie uderzyła dopiero w XIV wieku. Czarna śmierć – "mors nigra" z lat 1347-1352 spustoszyła średniowieczną Europę zabijając około 1/3 ludności kontynentu. Niektóre miasta włoskie jak Florencja czy Pizza straciły ponad 50 proc. mieszkańców.

 

Ostatnia wielka epidemia moru w Europie wybuchła w portowym mieście – Marsylii, w 1720 roku. Pochłonęła ponad 80 proc. mieszkańców miasta, czyli ok. 100 tys. osób. Jak zaznacza Katarzyna Pękacka-Falkowska, przyjmuje się, że od tego czasu dżuma w Europie Zachodniej wygasła.

 

Choć 1720 roku jest datą graniczną dla Europy Zachodniej, to jednak w Europie Środkowo-Wschodniej epidemie dżumy pojawiały się nawet do początku XIX wieku. "Co ważne, dżuma do tej pory nie wygasła na świecie. Pod koniec lat 90. wielkie epidemie moru panowały w Indiach i Bangladeszu, a w ich skutek umarło ponad ponad tysiąc osób, natomiast kilka tysięcy uznano za čzagrożone?" – zaznaczyła badaczka.

 

Przypomniała, że wyjaśnienia dotyczące początku zarazy pochodziły od uczonych, zarówno lekarzy jak i astrologów, od opinii publicznej oraz od ludzi kościoła – teologów, pastorów i księży.

 

W dobie nowożytnej funkcjonowało sześć koncepcji mówiących o tym, skąd bierze się mór.

 

1. Koncepcja teurgiczna, mówiąca, że mór jest karą za grzechy. 2. Koncepcja astrologiczna, mówiąca, że za epidemię moru odpowiadają ruchy ciał niebieskich. 3. Koncepcja kozła ofiarnego, szukająca osób odpowiedzialnych za wystąpienie moru. 4. Koncepcja miazmatyczna, która za wybuch epidemii obarczała tzw. złe powietrze. Miazmaty dżumy brały się albo ze zmiany ruchu ciał niebieskich, albo z miejsc nieczystych ziemi – bagnisk czy pobojowisk. 5. Koncepcja konstytucji epidemicznej mówiła o tym, że z wnętrza ziemi wydobywał się tzw. genius epidemicus, czyli duch epidemii, który powodował, że zwykle występujące choroby, nagle zaostrzały się i przyjmowały epidemiczną postać. 6. Koncepcja kontagionistyczna mówiła o tym, że dżuma i inne choroby zakaźne mogą być przenoszone w wyniku bezpośredniej styczności między osobami lub między osobami a przedmiotami, tzw. żagwiami zarazy, na których występują zarazki zwane nasionami zarazy.

 

O tym, czy mór zbliża się do siedlisk ludzkich mógł w ówczesnej opinii przekonać się każdy, obserwując swoje otoczenie. Zwiastunem moru mogły być poza szczególnymi zjawiskami astronomicznymi i atmosferycznymi znaki ze świata roślin i zwierząt. Wśród nich m.in. obfitość ropuch, motyli, pasikoników i wszelkiego innego "robactwa", opuszczanie okolicy przez ptaki, kwitnienie róż jesienią, wysyp grzybów, liczne poronienia czy narodziny bliźniąt. Choć pojawienie się jednego dwóch znaków nie przesądzało o morze, to kilka zjawisk jednocześnie oznaczało niemal pewną zarazę.

 

Jak przypomniała doktorantka, bakterie dżumy odkryto dopiero w 1893 roku. Dokonali tego w 1894 roku niezależnie dwaj badacze: japoński bakteriolog Shibasaburo Kitisato (1852-1931) i francuski bakteriolog Alexandre Yersin (1863-1943).

 

"Wiadomo, że rezerwuarem dżumy są szczury, a chorobę roznoszą pchły" – przypomniała. Dżuma występuje w trzech postaciach: dymieniczej, posocznicowej (septycznej) oraz płucnej.

 

Najczęstszą formą jest postać dymienicza. Tu bakterie przenoszone są przez pchły, które w wyniku pokąsania za zarażonego szczura, same uległy zakażeniu. W przewodzie pokarmowym pchły tworzy się wielki czop, który utrudnia jej jedzenie. Pchła zaczyna więc nerwowo kąsać wszystko co się wokół niej porusza, także ludzi. W ciele ludzkim dochodzi do infekcji, która objawia się m.in. wysoką gorączką, dreszczami, bólem głowy, śledziony, zamroczeniem, sennością lub podnieceniem. W około 25 proc. przypadków występują czarne owrzodzenia i krwawe wybroczyny, a w 70 proc. pojawiają się dymienice, czyli wielkie guzy w okolicy węzłów chłonnych. Nieleczona powoduje 50-procentową śmiertelność.

 

Dżuma septyczna zwana czarną śmiercią jest powikłaniem dżumy dymieniczej, w wyniku której dochodzi do ogólnoustrojowego zakażenia. W wyniku sepsy dochodzi do zmian zgorzelowych w palcach dłoni i nosach. Dodatkowo występuje biegunka, wymioty i wysypka. Nieleczona choroba powoduje około 70-procentową śmiertelność.

 

Trzecia z odmian dżumy – płucna w swoich objawach podobna jest do bardzo ciężkiego zapalenia płuc i gruźlicy. Przenosi się drogą kropelkową, a człowiek umiera w ciągu doby od zakażenia. Jej śmiertelność jest bliska 100 proc.

 

MOROWE POWIETRZE W TORUNIU

 

300 lat temu – w 1708 r. – morowe powietrze zawitało także do Torunia, zbierając śmiertelne żniwo. W ciągu zaledwie 5 miesięcy z powodu dżumy umarło ponad 4000 osób, tj. blisko połowa populacji miasta.

 

Dżuma w Toruniu w latach 1550-1749 wystąpiła co najmniej szesnaście razy, a zaraza z roku 1708 była częścią wielkiej pandemii, która szalała w Europie Środkowej i Wschodniej, w pierwszym dziesięcioleciu XVIII wieku.

 

"Zaraza pojawiła się najpierw w podtoruńskich osiedlach. Władze miejscowe nakazały więc mieszkańcom Torunia ostrożność w kontaktach z podejrzanymi okolicami. Zaczęto publikować specjalne zarządzenia antymorowe. Władze kościelne kolportowały modlitewniki zawierające modlitwy przeciwdżumowe, ponieważ wierzono, że najpewniejszym lekarstwem, które może odepchnąć tę chorobę jest gorliwa modlitwa" – opowiadała badaczka uczestnikom wykładu.

 

Postanowienia antymorowe ogłaszano w kościołach, w gospodach, na placach i ulicach miasta. Zarządzenia publikowano zarówno po polsku i po niemiecku, ponieważ przedmieścia Torunia były polskojęzyczne, a centrum miasta było niemieckojęzyczne.

 

Władze wydały nakaz zamykania bram do miasta i obsadzenie ich strażnikami, tzw. bronnymi. Miało to zapewnić kontrolę nad przepływem ludności, podobnie jak paszporty zdrowia, które musiały posiadać osoby wjeżdżające do miasta. Przed wjazdem do Torunia podróżnych poddawano dziewięciodniowej kwarantannie w szałasach poza murami miasta.

 

W celu zapobieżenia wybuchowi dżumy wprowadzano ograniczenia w handlu miejskim, usiłowano rozwiązać problemy sanitarne miasta nakazując sprzątanie obejść i wyrzucanie odpadków we wskazane miejsca. Starano się także rozwiązać problemy moralne, ponieważ dżuma uważana była za karą za grzechy. Zamykano więc łaźnie, domy rozpusty, a z miasta wyrzucano osoby parające się nierządem.

 

Podjęto także decyzję o wybiciu bezpańskich zwierząt – kotów, psów oraz drobiu trzymanego w przydomowych zagrodach.

 

Nakazywano również profilaktycznie okadzanie domów i ulic, ponieważ wierzono, że dym oczyści złe powietrze. W kominkach palono więc wonnymi ziołami, a na ulicach rozpalano ogniska spalając w nich szmaty, wysuszone łajno, rogi czy proch strzelniczy. Nierzadko w domach trzymano śmierdzącego capa, wierząc, że dżuma nie przyjdzie do domu, w którym brzydko pachnie. Zarządzano dni postu i pokuty.

 

Mimo wielu obostrzeń, dżuma wybuchła wkrótce także w mieście. "Podobno zawlokła ją do Torunia polska służba, która pracowała w mieście u swoich panów. Bez ich wiedzy służący wychodzili poza mury, na przedmieścia, by odwiedzać swoich krewnych i przyjaciół" – opowiadała badaczka.

 

Chorych, ale tylko tych biedniejszych leczono w zakaźnym szpitalu przy Kościele św. Jerzego, który działał w mieście od XVI wieku. Co ciekawe, szpital został zniszczony podczas oblężenia Szwedów w 1703 roku, a odbudowany nieomal przed wybuchem epidemii w lipcu 1708 roku.

 

Bogate osoby leczono w ich domach. Okna i drzwi takich domostw zabijano deskami tak, by uniemożliwić wydostawanie się na ulice chorych. Na drzwiach malowano biały krzyż i stawiano przed nimi wartę. Na dachach takich domów wywieszano flagi dżumowe – ich ilość odpowiadała ilości osób, które były zakażone.

 

Doktorantka przypomniała także ciekawostki, które w owym czasie zanotowali miejscy lekarze. Wspominają oni, że w trakcie moru więcej osób umierało w dni piękne i słoneczne niż w dżdżyste, przy zwłokach kobiet znajdowano kwilące z głodu niemowlęta, co oznaczało, że mleko matek pełniło rolę szczepionek, umożliwiających przeżycie dzieciom. Zanotowano także, że w październiku miasto opuściły wróble i kawki.

 

Choć torunianie starali się dostosować do zarządzeń wydawanych przez magistrat, liczba zgonów nie malała. "Dopóki to było możliwe, trupy wkładano do trumien i wynoszono na cmentarz morowy położony za murami miasta. W pogrzebie uczestniczył zazwyczaj duchowny i rodzina. Ostatni publiczny pogrzeb z udziałem księdza odbył się w Toruniu 30 września 1708 roku, kiedy pochowano żonę burmistrza, Katarzynę Roesner" – opowiadała. Od tego czasu formuła pogrzebów się zmieniała. Ciała zmarłych grzebano w masowych grobach późna nocą, a pochówkom nie towarzyszyły uroczystości kościelne.

 

Dżuma wymusiła na mieszkańcach także zmiany w ich życiu codziennym. Na kilka miesięcy zamknięto kościół pw. św. Jerzego, podobnie jak gimnazjum. Msze poranne zaczynano z godzinnym opóźnieniem, wierząc, że rano jest niesprzyjające powietrze. Nie odbierano ani nie wysyłano korespondencji, uważając, że może ona być skażona miazmatami moru.

 

W celach profilaktycznych należało przestrzegać odpowiedniej diety. Zalecano więc zjadanie kwaśnych produktów, które miały zapobiec zachorowaniu – octu, limonek, berberysu, porzeczek czy agrestu.

 

Konieczne było osuszanie budynków przez palenie w domowych piecach jałowcem, dziką różą czy igłami sosnowymi oraz zamykanie rano i wieczorem okiennic.

 

Dietę wzbogacano nie tylko przez wszelkiego rodzaju kwaśności, alkohole, ale także kołaczki przeciwmorowe – ciasteczka podobne do piernika, ale zawierające jeszcze więcej ziół.

 

W razie zachorowania leczono się wódkami bezoarowymi, proszkami z mitycznego jednorożca (w rzeczywistości był to kieł narwala), drakwią toruńską i wenecką, a nawet tytoniem, którego zapach miał oczyszczać powietrze.

 

"Wychodząc na ulice należało natrzeć nos olejkiem lub balsamem o mocnym zapachu. W aptekach można było kupić gąbki nasączone octem lub olejkami zapachowymi, po to by nie przeszło na człowieka złe powietrze" – mówiła.

 

Ochroną były także wszelkiego rodzaju wisiorki, amulety i medaliki antymorowe. Wierzono, że od dżumy chronią także drogocenne perły i szmaragdy.

 

Ludzie ubodzy, których często nie stać było na jakiekolwiek lekarstwa, leczyli się korzeniami dzięgla, owocami jałowca, czosnkiem czy liśćmi bobkowymi. Według ówczesnych medyków w walce z dżumą pomocne mogły być spuszczanie krwi, lewtywa i wymioty.

 

Według miejscowych dżuma zaczęła znikać z miasta w listopadzie, tuż po huraganie, który nawiedził Toruń i miał wypędzić z miasta zarazę. W rzeczywistości zmniejszenie zachorowalności i zgonów zaczęto odnotowywać przełomie listopada i grudnia, kiedy w Prusach zagościła sroga zima, a mrozy sięgały około minus 30 st. C. BSZ

 

PAP – Nauka w Polsce 

 

 

lek.med. Jacek Roik , jroik@manpol.net
tel.domowy:0-14,655-84-49
tel.do pracy:0-14,627-33-88
Moja Internetowa Poradnia Konsultacyjna.
www.jroik.manpol.net
Moja rozmowa w TVP Kraków z okazji Plebiscytu"Lekarz Roku 2005"
http://ww6.tvp.pl/3593,20060115291053.strona
Moja książka p.t."Choroby cywilizacyjne"
www.choroby-cywilizacyjne.zlotemysli.pl/profilaktyka.php
Wirtualne Targi Zdrowego Życia, Zdrowej Żywności i Produktów Naturalnych
www.jroik.manpol.net/wt
E-booki: www.zlotemysli.pl/profilaktyka,1/

 

Jedna myśl nt. „Historia dżumy w Polsce ! .

  1. Pingback: Dżuma w Gdańsku 1709 « Tutivillus i inni

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>