Ekspert: w Polsce wzrost liczby urodzeń, ale „boomu” nie ma.

W Polsce rośnie liczba urodzeń dzieci, ale nie mamy „baby boomu”; wciąż pozostajemy w sferze niskich urodzeń – twierdzi prof. Irena E. Kotowska z Instytutu Statystyki i Demografii SGH. Prof. Kotowska bada trendy demograficzne w Polsce i w Europie. Jak mówi, w Polsce od kilku lat jest zauważalny wzrost liczby urodzeń dzieci, ale sytuacja demograficzna wciąż jest niepokojąca. Demografowie ostrzegają, że polskie społeczeństwo wpada w tzw. pułapkę niskiej dzietności. Mniejsza liczba urodzeń zagraża systemowi emerytalnemu i obciąża pracowników, a to odbije się na sytuacji gospodarczej.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, liczba urodzeń w Polsce zaczęła spadać pod koniec lat 90. I tak np. w 1997 r. wyniosła 415 tys. 166; w 1998 – 398 tys. 103; w 1999 – 384 tys. 379; w 2003 – 352 tys. 785. Od 2005 r. rodzi się więcej dzieci, np. w 2006 r. – 376 tys. 35, w 2008 – 416 tys. 437.

Jak uważa prof. Janina Jóźwiak z Instytutu Statystyki i Demografii SGH, sytuacja demograficzna w kraju nie jest zagrożona, gdy „w prostej zastępowalności pokoleń na jedną kobietę przypada statystycznie co najmniej dwoje dzieci”. W Polsce wskaźnik ten wynosi 1,5. Mowa o „skrajnie niskiej dzietności” w danym kraju jest wtedy, gdy wskaźnik wynosi 1,3. „W ostatnich latach w Polsce był właśnie taki wskaźnik, teraz się to zmienia, ale powrót do bezpiecznego stanu jest bardzo trudny” – mówiła prof. Jóźwiak. Jej zdaniem, długookresowym celem polityki sprzyjającej rodzinie powinno być utrzymanie tego wskaźnika na poziomie co najmniej 1,6.

Badania pokazują, że w krajach, w których są mocno rozbudowane instytucje opieki nad dziećmi, a także ułatwienia dla rodziców, np. elastyczne systemy urlopów wychowawczych, rodzi się więcej dzieci. Tak jest np. w krajach skandynawskich.

Zdaniem wiceprezesa GUS, prof. Janusza Witkowskiego, proces starzenia się społeczeństwa polskiego jest przesądzony. „W najbliższych latach ten proces osiągnie ogromną dynamikę, jakiej nie obserwowaliśmy w okresie wcześniejszym” – oświadczył. „Jeśli w 2035 r. (według prognoz GUS) blisko 9,7 mln osób będzie w wieku poprodukcyjnym, i to będzie przyrost o ponad 3 mln, to trzeba zwrócić uwagę, jakie to ma konsekwencje dla polityki społecznej” – podkreślił.

Według niego, tę wiedzę powinniśmy potraktować jako szansę dla rozwoju pewnych segmentów naszej gospodarki i polityki społecznej. Zaznaczył, że trzeba wykorzystać fakt, iż osoby starsze wymagają specjalnej opieki i troski i wokół tego zbudować miejsca pracy. W wielu krajach Europy opiekun osoby starszej, niedołężnej jest pełnoprawnym pracownikiem ze wszystkimi przysługującymi mu przywilejami.

Wiceprezes GUS podkreślił, że między rozwojem społeczno-demograficznym i gospodarczym jest ogromny obszar zależności.

Badania pokazują, że zmiany demograficzne związane są ze zmianą modelu rodziny: kobiety decydują się na dzieci coraz później, mają ich mniej. Na decyzje prokreacyjne mają wpływ obawy kobiet o pozycję zawodową, a także małe zabezpieczenie społeczne w postaci niewielkiej ilości żłobków i przedszkoli. W Polsce tylko 2 proc. dzieci objętych jest opieką żłobkową, a przedszkolną – ok. trzech proc. We Francji do przedszkoli chodzi 60 proc. dzieci. KTT

PAP – Nauka w Polsce

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>