Eksperci: ratujemy zawałowców równie skutecznie, jak w Niemczech i USA.

W Polsce chorych z ostrym zawałem serca ratuje się równie skutecznie, jak w najlepszych pod tym względach krajach na świecie, takich jak Niemcy czy USA – wynika z najnowszych danych, które w czwartek w Warszawie zaprezentowali dziennikarzom lekarze. Dr hab. Tomasz Zdrojewski z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego po raz pierwszy przedstawił dane zgromadzone w narodowej bazie danych zawałów serca (udostępnione przez Narodowy Fundusz Zdrowia). Wynika z niej, że na skutek ostrego zawału serca umiera w Polsce jedynie 8-9 proc. chorych. To jedne z najlepszych wyników na świecie. W Niemczech śmiertelność z tego powodu przekracza 10 proc., mniejsza jest jedynie w New Jersey w USA, gdzie wynosi zaledwie 7,5 proc.

„Największą szansę na uratowanie życia mają zawałowcy, u których możliwie najszybciej przeprowadza się zabieg polegający na udrożnieniu zatkanej tętnicy wieńcowej” – powiedział specjalista. W kraju ta metoda wykorzystywana jest u ponad 80 proc. osób w ostrym zawale serca. Śmiertelność w tej grupie nie przekracza 6 proc. Jest ona dwukrotnie mniejsza niż u zawałowców, u których nie wykonano takiego zabiegu (wśród nich śmiertelność przekracza 12 proc.).

Prof. Zdrojewski podkreślił, że dane te najlepiej pokazują jak słuszną przed laty decyzją było większe dofinansowanie polskiej kardiologii i utworzenia w całym kraju sieci ośrodków kardiologii interwencyjnej, do których przywożeniu są chorzy w ostrym zawale. „Gdy pacjent na czas zostanie przywieziony do takiej placówki, jego rokowania są takie same bez względu na miejsce zamieszkania i pobytu, w dużym mieście czy na wsi. Z tego możemy być dumni” – dodał.

Polacy nadal zbyt często jednak chorują na chorobę wiecową doprowadzającą do zawału serca. Z narodowej bazy danych zawału serca wynika, że w ciągu roku zdarza się on u 288 mężczyzn i 113 kobiet na 100 tys. mieszkańców. To prawie dwukrotnie więcej niż na przykład w Anglii, gdzie co roku ostry zawał serca występuje u 174 mężczyzn i 74 kobiet na 100 tys. osób.

Krajowy konsultant w dziedzinie kardiologii prof. Grzegorz Opolski powiedział, że trzeba to zmienić, potrzebna jest jednak lepsza profilaktyka choroby wieńcowej i zawału serca. Bez tego koszty ratowania i leczenia zawałowców będą ogromne. Wielu z nich cierpi później z powodu niewydolności serca. Ocenia się, że na to schorzenie choruje już około 1 mln Polaków.

Mężczyzna w wieku 65 lat, który pali papierosy, ma nadciśnienie tętnicze 160/95 Hg i cholesterol 230 mg/dl ma 35 proc. szans na to, że w ciągu 10 lat dozna zawału serca. „Wystarczy jednak, że zerwie choćby z nałogiem palenia tytoniu, by jego ryzyko zawału zmniejszyło się o połowę” – podkreślił prof. Piotr Jankowski z i kliniki kardiologii i nadciśnienia tętniczego CM Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Spotkanie zorganizowano w ramach III Wiosennej Akademii Kardiologicznej dla Dziennikarzy „Zawał serca i co dalej”. Jej organizatorami są Fundacja im. Macieja Hilgiera oraz Health Project Managment.(PAP)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>