Efektywne Mikroorganizmy: Wojciech Sowiński, jeden z pierwszych propagatorów technologii japońskiej w Polsce.

?Interesowało mnie zawsze to, co dla rolnika najważniejsze, czyli gleba. Moje podejście do gleby w miarę trwania mojej praktyki rolniczej zmieniało się. Obecnie uważam, że gleba to żywy organizm. Jeżeli o niej mówimy, to trzeba mówić w kategoriach zdrowia i choroby, a nie w kategoriach klas i zasobności w składniki pokarmowe?. Wojciech Sowiński

Wojciech Sowiński, rocznik 1940, urodzony w Strzeszynie na Podkarpaciu. Studiował w Wyższej Szkole Rolniczej w Krakowie. Swą wiedzę rolniczą wykorzystywał, pracując na stanowiskach kierowniczych w dużych gospodarstwach rolnych. Był m.in. instruktorem uprawy buraka w Cukrowni Ropczyce.
Od roku 2000 prowadzi własną firmę handlowo-doradczą. Jeden z pierwszych propagatorów EM w Polsce. Olbrzymie doświadczenie i wyczucie ziemi pozwoliło mu na stworzenie podwalin pod metody rolnictwa mikro-organicznego. Jego credo ,,Jaka gleba, taki plon? weszło do kanonu upraw organicznych. Wśród zainteresowań wymienia muzykę klasyczną, zdrowe odżywianie i… gleboznawstwo. Przedstawimy tekst, który pan Wojtek umieścił na swojej stronie internetowej.  Jest to naszym zdaniem niezbędny przyczynek do nieuniknionej dyskusji społecznej na temat przyszłości rolnictwa, życia gleby i jej bezpośredniego związku z naszym zdrowiem.

Jaka żywność? Czy w Polsce brakuje żywności?
  

Patrząc na półki sklepowe, uginające się pod jej ciężarem i nadwyżkę eksportu nad importem można stwierdzić, że nie brakuje.
A jednak, patrząc na jakość żywności stwierdzam,
że mamy w Polsce ogromne braki żywności. Żaden zootechnik nie odważyłby się tak żywić świń i bydła, jak w Polsce żywi się ludzi!
Dla przykładu w paszy dla świń potrzeba 50 kg śruty sojowej. Ale śruta sojowa jest droga. Mielimy więc siano, dodajemy chemicznie wytworzony ekstrakt smaku soi, chemicznie wytworzony zapach śruty sojowej, lepiszcze, barwniki, granulujemy i każdy powie: ?jaka wspaniała śruta sojowa?! Dajemy więc 20 kg śruty naturalnej, 30 kg śruty z siana i mamy tanią paszę.
Krowie mlecznej potrzeba dzienne 20 kg śruty z ziaren kukurydzy. Ale śruta kukurydziana jest droga. Produkujemy ją więc z łodyg kukurydzy w sposób opisany powyżej, mieszamy z normalną i w ten sposób mamy tanią pasze dla krowy.
Rolnik powiedziałby: ?Że jak? Tak karmiona świnia nie będzie przyrastać, krowa nie da mleka, mało tego, mogą się jeszcze pochorować od chemicznych dodatków?. Tak więc świń, bydła i innych zwierząt tak się nie żywi. Zwierzęta muszą dostać paszę jak najlepszą pod względem zawartości składników pokarmowych. Jednym słowem, muszą dostać paszę jak najlepszą pod względem biologicznym. Smak, zapach i barwa mają znaczenie drugorzędne. Zwierzęta muszą ponadto być zdrowe, bo nie będą produkcyjne.

 

 

A człowiek?…

Mamy na rynku szynkę, tak zwany produkt wysokowydajny, co oznacza 40% zawartości mięsa. Resztę stanowi woda, mąka, polepszacze, konserwanty, dym w płynie i nie wiadomo, co jeszcze. Mamy ketchup bez pomidorów, pasztet bez mięsa itd. Zasadniczą zaletą tych produktów jest doskonały smak, zapach, barwa i trwałość. Wartość biologiczna ma znaczenie drugorzędne, albo nie ma go wcale. Wprawdzie tak żywieni ludzie coraz bardziej chorują, ale to nie szkodzi. Ludzie nie mają być zdrowi. Ludzie mają być utrzymywani przy życiu. Medycyna szczyci się tym, że potrafi coraz dłużej utrzymać ludzi przy życiu. Ale przecież żywienie człowieka żywnością o wysokiej wartości biologicznej byłoby tańsze niż leczenie. No cóż, człowiek nie jest świnią.
Problemy z chorobami ludzi, roślin i zwierząt dadzą się sprowadzić do wspólnego mianownika: chora gleba. Nie ma osobnego zdrowia ludzi, roślin, zwierząt i gleby. To jest jedno zdrowie. Przy czym podstawą jest zdrowa gleba. Przez miliardy lat ustalały się zależności pomiędzy glebą, roślinami, zwierzętami, na końcu i człowiekiem. Co rozumiemy pod pojęciem ?zdrowa gleba?? Jest to gleba, która rodzi plony o wysokiej wartości biologicznej. W Polsce nie jest jeszcze tak źle. Biologiczna wartość plonów jest jeszcze nie najgorsza, chociaż z roku na rok maleje (np. zawartość wapnia w warzywach spadła w ciągu ostatnich 20 lat o 80%). Oceniając plony należy brać pod uwagę nie ilość kwintali należy brać pod uwagę ilość witamin i soli mineralnych, zawartość związków biologicznie czynnych, potrzebnych człowiekowi. Istotą odżywiania nie jest pełny żołądek, tak jak istotą napełnienia zbiornika w samochodzie nie jest to, by był on pełny, ale to, czym został napełniony.
Dlaczego więc wartość biologiczna żywności dostępnej na rynku jest tak podła? Winien jest temu przemysł spożywczy, który w większości przypadków powinien nazywać się przemysłem do psucia wartości biologicznej produktów rolnictwa.
Ta stosunkowo wysoka wartość biologiczna produktów naszego rolnictwa jest naszym ogromnym atutem w handlu żywnością. Coraz więcej jest świadomych konsumentów, których przede wszystkim interesuje to, czy żywność, którą kupują, maksymalnie zaspokaja potrzeby ich organizmu. I tu próbuje się nam podrzucić kukułcze jajo, czyli genetycznie modyfikowane organizmy, GMO. Przy rozdrobnieniu naszego rolnictwa panowanie nad rozprzestrzenianiem się GMO jest niemożliwe. Nastąpi nieuchronne krzyżowanie się GMO z naszymi roślinami. Nikt nie wie, co z tego wyniknie. A kiedy znikną już nasze odmiany, uzależnimy się całkowicie od dostawcy nasion GMO. Wtedy okaże się, że żywność GMO jest szkodliwa, a nie będzie już drogi odwrotu. Pozostaje problem trawienia przez człowieka żywności wyprodukowanej z GMO.
Byłem na oczyszczalni ścieków po jakichś większych świętach. W piasku wydzielonym ze ścieków było bardzo dużo ziaren kukurydzy. Pytam obsługę, skąd się tam wzięła. Oni na to, zdziwieni to pan nie wie, że kukurydza konserwowa jest niestrawna??.
Wiele takich niestrawnych produktów mamy na rynku, tylko tego nie widać. A przecież GMO jeszcze nie ma! To jeszcze nic. Nikt nie wie, jak GMO działa na glebę. Między rośliną a glebą panuje układ dynamiczny, jedno działa na drugie. Zmiany w glebie zachodzą bardzo powoli. Na to, by stwierdzić, czy coś szkodzi glebie, trzeba dziesięcioleci. Czy w końcu nie wyprodukujemy takich roślin, których resztki nie będą się rozkładać w glebie, bo nie będzie tam odpowiednich mikroorganizmów? Przykładu nie trzeba szukać daleko. Wieloletnie stosowanie nawozów sztucznych, wapna i środków ochrony roślin skutkuje w tej chwili tym, że na ogromnych obszarach naszych gleb próchnienie jako sposób przemiany materii organicznej praktycznie ustało, pozostało gnicie ze wszystkimi jego ujemnymi skutkami.
Skoro nie ma próchnienia, próchnicy ubywa. Gleby stają się ciężkie do uprawy, nie magazynują wody, stąd problemy z suszą i z przyswajalnością składników pokarmowych. Coraz częściej spotyka się gleby przenawożone o dobrej klasie, dające mizerne plony po prostu gleby stają się chore.
Uczestniczę ostatnio w wielu spotkaniach z rolnikami. Biorą w nich udział specjaliści z różnych dziedzin. Dyskusja obraca się najczęściej wokół nowych odmian, środków chemicznych, nawozów, cen itd. Słowo ?gleba? najczęściej nie pada. A przecież gleba to podstawa produkcji rolnej. To nie jest dywan, który wyrzucimy na śmietnik i kupimy nowy, gdy ten się zniszczy.
Czy jest wyjście z tej sytuacji? Moim zdaniem jest. Jest nim rolnictwo mikrobiologiczne, oparte o preparat EM, czyli Efektywne Mikroorganizmy.
Jest to preparat składający się z ok. 80 rodzajów mikroorganizmów, wyodrębnionych ze zdrowej gleby, niemodyfikowanych genetycznie. Preparat ten został opracowany przez prof. Teruo Higę z Japonii. Rolnictwo mikrobiologiczne za podstawę traktuje glebę. Gleba potraktowana tym preparatem uzyskuje naturalną żyzność, co skutkuje wzrostem plonów przy dużym ograniczeniu nawożenia. Przywrócone zostają procesy próchnienia. Gleby stają się pulchne, łatwe do uprawy i potrafią gromadzić ogromne ilości wody. Stąd u rolników, którzy przeszli na rolnictwo mikrobiologiczne a są to tysiące hektarów nie ma problemu suszy. Nie ma problemu wymywania składników pokarmowych. Jednym słowem gleby stają się zdrowe. Zdrowa gleba rodzi zdrowe rośliny o bardzo wysokiej wartości biologicznej. A potem są już tylko zdrowe zwierzęta i zdrowi ludzie.
A więc mówimy Unii Europejskiej: Polska ze względu na rozdrobnienie gospodarstw praktycznie nie ma możliwości kontrolowania stosowania GMO. Polska przechodzi na rolnictwo mikrobiologiczne, które zapewni wzrost plonów o wysokiej wartości biologicznej, przy równoczesnym znacznym spadku nakładów. Ma to szczególne znaczenie, jeżeli nastąpi zmniejszenie dopłat do rolnictwa.
Rolnictwo mikrobiologiczne nie ma żadnego ujemnego wpływy na środowisko. Mało tego, przyczynia się do jego rewitalizacji.
Czy rolnictwo mikrobiologiczne nie ma wad? Ma, dwie podstawowe: jest tanie i proste w stosowaniu.
Co jest potrzebne do wprowadzenia rolnictwa mikrobiologicznego? Na pewno nie nakłady finansowe. Potrzebna jest decyzja Mężów Stanu. Czy zawsze musimy być pawiem narodów i papugą? A może to inni zaczną się uczyć od nas? Mamy jeszcze stosunkowo dobre gleby, mamy ogromną ilość odłogów. Czy nie możemy żywić naszych obywateli przynajmniej tak, jak bydło czy świnie?

Najtrudniej jest zmienić sposób myślenia spróbujmy!

Wojciech Sowiński
inż. rolnik (68 lat)

Powyższy tekst został umieszczony w najnowszym, specjalnym wyadaniu kwartalnika „EMECH”- www.emeko.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>