Chorą na szpiczaka po raz pierwszy wyleczono wirusami odry.

Hematolodzy z Mayo Clinic (USA) po raz pierwszy z powodzeniem zastosowali zmodyfikowane żywego wirusa odry w leczeniu szpiczaka mnogiego, choroby nowotworowej układu krwiotwórczego – informuje „Mayo Clinic Proceedings”. Pismo twierdzi, że Stacy Erholtz ze stanu Minnesota, jedna z pacjentek, u której zastosowano taką terapię, od dziewięciu miesięcy nie ma nawrotów szpiczaka. Nie wiadomo, jak długo jeszcze będzie u niej utrzymywało się remisja tej groźnej choroby, ale już uznano to za sukces.

Nikomu wcześniej nie udało się doprowadzić do cofnięcia się szpiczaka mnogiego po zastosowaniu terapii z wykorzystaniem wirusów. Dokonał tego hematolog Mayo Clinic dr Stephen Russell, który dwóm pacjentom podał dożylnie zmodyfikowanego wirusa odry w wyjątkowo dużej dawce. Kilkakrotnie dochodziło u nich do nawrotów choroby i nie pomagała już żadna terapia. Ostatnią szansą była dla nich eksperymentalne leczenie.

Chorzy nie byli odporni na wirusa odry, w ich organizmie nie było przeciwciał przeciwko temu drobnoustrojowi. To bardzo ważne, bo ich układ immunologicznych nie był nastawiony na jego zniszczenie. Wirus został natomiast tak zmieniony, żeby zwiększyć antynowotworową odpowiedź układu odpornościowego.

Przez jakiś czas stan pacjentów się pogorszył, mieli objawy podobne do odry, czego spodziewali się lekarze. Potem jednak zaczęli odzyskiwać siły, a co najważniejsze w ich organizmu powstały przeciwciała niszczące wirusa odry, ale przy okazji zaczęły one atakować również komórki nowotworowe.

„USA Today” twierdzi, że najlepsze efekty uzyskano u Stacy Erholtz, u której guz na czole o rozmiarach piłki do golfa zniknął już po 36 godzinach od podania kuracji wirusowej. U drugiego chorego odpowiedź immunologiczna była słabsza, ale sukcesem jest to, że organizm w ogóle zareagował.

Dr Stephen Russell ma nadzieję, że uzyska zgodę amerykańskiego Urzędu ds. Żywności i Leków (FDA) na przeprowadzenie dalszych prób z użyciem wirusów odry na większej grupie chorych.

Lekarze już przed ponad 100 laty zauważyli, że układ odpornościowy w pewnych okolicznościach potrafi skutecznie zaatakować raka. William B. Coley, chirurg z New York Hospital, pod koniec XIX w. opisał przypadek cierpiącego na mięsaka policzka Freda Steina, niemiecki imigranta. Był czterokrotnie operowany, ale za każdym razem dochodziło do nawrotu choroby. Stein wyzdrowiał dopiero wtedy, gdy dostał wysokiej gorączki na skutek pooperacyjnego zakażenia różą (ostra choroba zakaźna skóry i tkanki podskórnej wywoływana przez paciorkowce).

Amerykański chirurg celowo nawet zakaził różą 12 pacjentów, którym nie dawano żadnych szans życia. U sześciu z nich doszło do remisji choroby. U jednego z pacjentów, o nazwisku Zola, doszło do cofnięcia się mięska szyi z przerzutami do prawego migdałka, gdzie powstał guz o rozmiarach kurzego jaja. Ale dwóch innych chorych na skutek powikłań przedwcześnie zmarło.

Podobne próby przeprowadzono w XX w. Specjaliści Memorial Sloan Kettering Cancer Center w latach 50. minionego stulecia zastosowali tzw. wirusa Zachodniego Nilu u ponad 100 pacjentów chorych na różne nowotwory, którym nie pomogła już żadna terapia. Najbardziej zareagował układ odpornościowy osób cierpiących na chłoniaki, aktywnie zwalczając komórki nowotworowe. Część pacjentów zaczęła jednak ujawniać obawy gorączki Zachodniego Nilu i próby przerwano.

W onkologii znowu wzrasta zainteresowanie użyciem różnych drobnoustrojów w leczeniu chorób nowotworowych. W różnego typu nowotworach prowadzone są eksperymenty z użyciem herpeswirusów i adenowirusów. (PAP)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>