Biohakerzy.

W dzień zajmują się czymś zupełnie innym, np. pracują w barach czy w bankach, a w nocy przeobrażają się w biohakerów. Eksperymentują z inżynierią genetyczną, wykorzystując do tego samodzielnie wytworzone oprzyrządowanie laboratoryjne oraz wiedzę zdobytą w Internecie. Jedną z takich osób jest 31-letnia Meredith L. Patterson, programistka, która próbuje zmienić bakterie jogurtowe w taki sposób, by świeciły na zielono w obecności melaminy.

Wg kobiety, domorośli genetycy często pracują na rzecz dobra ludzkości, ucząc się na bieżąco tego, co jest im potrzebne. Na razie nie doszło jeszcze do żadnych znaczących odkryć, ale to podobno kwestia czasu. Przeciwnicy samowolki biologicznej uważają, że szarlatani doprowadzą pewnego dnia do katastrofy środowiskowej, terrorystycznej bądź medycznej. Zwolennicy odparowują, że zapaleńcy mogą przecież odkryć w swoich domach czy garażach leki na choroby trapiące ludzkość, np. nowotwory.

Wiele zgłaszających się na ochotnika osób studiowało biologię w college’u, ale nie uzyskało odpowiedniego tytułu naukowego. Posługiwanie się terminem biohaker ma swoje głębsze znaczenie. Jak tłumaczą sami zainteresowani, chodzi o przedkładanie postępu na płaszczyźnie naukowej nad zysk.

W Cambridge powstała grupa DIYbio, która zakłada właśnie publiczne laboratorium. Chętni znajdą tu zarówno sprzęt, jak i niezbędne odczynniki. Pozyskano je od darczyńców. Mackenzie Cowell, jeden z pomysłodawców projektu, podkreśla, że amatorzy mogą się przyczynić do wynalezienia szczepionek czy wydajnych paliw, nieobce są im jednak bardziej rozrywkowe przedsięwzięcia, takie jak posłużenie się genami kałamarnicy, by uzyskać fluorescencyjny tatuaż.

Wspomniana na początku Meredith L. Patterson korzysta z techniki opracowanej jeszcze w latach 70. Niezbędną wiedzę zdobyła, czytając pisma naukowe i szukając wskazówek na forach internetowych. Biorąc pod uwagę jej dzienną profesję, zadanie to nie było trudne. DNA meduzy, potrzebne do uzyskania świecących na zielono białek, zamówiła w firmie specjalizującej się w dostawach materiałów biologicznych. Za usługę zapłaciła zaledwie 100 dolarów. Większość urządzeń skonstruowała sama. Dzięki temu wzbogaciła się o komorę do elektroforezy żelowej i aparat analizujący DNA (ten kosztował ją mniej niż 25 dol.).

Na efekty eksperymentowania na własną rękę z inżynierią genetyczną trzeba będzie jeszcze poczekać. Zupełnie inną kwestią jest natomiast ich ocena z punktu widzenia etyki. Kwestią tą należałoby się zająć jak najszybciej, podobnie jak uregulowaniami prawnymi.

Autor: Anna Błońska, www.kopalniawiedzy.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>