Badania potwierdzają: szczupły nie zawsze znaczy zdrowszy.

Można być otyłym, ale mniej narażonym na zgon niż osoba o prawidłowej wadze, która ma brzuszek i zaburzenia metaboliczne – potwierdziły badania prezentowane na tegorocznym kongresie Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego w Amsterdamie. W ostatniej dekadzie pojawiło się wiele prac, które wskazywały, że osoby z nadwagą i łagodną otyłością mogą być mniej narażone na zgon niż osoby bardzo szczupłe i ważące prawidłowo. W styczniu 2013 r. na łamach pisma „Journal of the American Medical Association” ukazała się meta-analiza 97 badań, które objęły blisko 3 mln osób. Wynikało z niej, że osoby z nadwagą były mniej narażone na zgon z różnych przyczyn niż ludzie ważący prawidłowo, a dla osób z otyłością pierwszego stopnia nie stwierdzono podwyższonego ryzyka zgonu. Śmiertelność była wyższa jedyne w grupach najbardziej otyłych (tj. z otyłością stopnia 2. i 3.).

„Otyłość jest uważana za czynnik ryzyka chorób układu krążenia, jednak kilka badań wykazało, że osoby z niskim wskaźnikiem masy ciała (BMI) mają większe ryzyko zgonu z powodu tych schorzeń niż osoby z wyższym BMI, tj. nadwagą lub otyłością pierwszego stopnia” – przypomniał na konferencji prasowej dr Takanori Nagahiro z Uniwersytetu Miasta Nagoja w Japonii. Zjawisko to określane jako „paradoks otyłości” było opisywane m.in. wśród pacjentów z niewydolnością serca, chorobą wieńcową, cukrzycą oraz po udarze mózgu.

Badania prezentowane na kongresie Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego (ESC) potwierdziły istnienie „paradoksu otyłości”.

Jedno z nich objęło ponad 260 tys. kobiet duńskich w wieku rozrodczym (średnia wieku 30,5 roku), które urodziły dziecko w latach 2004-2009 i nie miały w przeszłości problemów z układem krążenia. Ze względu na BMI podzielono je na dwie grupy: kobiety o BMI od 18,5 do 25 kg/m2, czyli ważące prawidłowo oraz panie z BMI 25 kg/m2 i więcej, czyli z nadwagą i otyłością. W każdej z tych grup wyróżniono dodatkowo podgrupę, która nie miała żadnego zaburzenia metabolicznego, takiego jak nadciśnienie tętnicze, zaburzenia metabolizmu glukozy czy poziomu cholesterolu we krwi oraz grupę, która miała co najmniej jedno takie zaburzenie. Aby analiza była jeszcze bardziej szczegółowa uwzględniono w niej zaburzenia metaboliczne w ciąży, jak np. stan przedrzucawkowy, związany z wysokim ciśnieniem krwi oraz cukrzycę ciążową.

Stan zdrowia kobiet śledzono średnio przez 5,5 roku po urodzeniu dziecko. W tym okresie zbierano dane na temat zawałów serca, udarów mózgu i zgonów z ich powodu we wszystkich grupach. W analizie uwzględniono wiek i palenie papierosów.

Okazało się, że nadwaga lub otyłość u kobiet bez zaburzeń metabolicznych nie była związana z wyższym ryzykiem zawałów i udarów w porównaniu z grupą kontrolną, tj. kobietami ważącymi prawidłowo i bez zaburzeń metabolicznych. Jednak panie z nadwagą lub otyłością, które miały zaburzenia metaboliczne, były siedem razy bardziej narażone na zawał serca i cztery razy bardziej na udar mózgu. Natomiast kobiety ważące prawidłowo, ale mające co najmniej jedno zaburzenie metaboliczne były ok. dwukrotnie bardziej narażone na wystąpienie tych zdarzeń.

Jak oceniła prezentująca wyniki dr Miechelle Schmiegelow ze Szpitala Gentofte w Hellerup w Danii, oznacza to, że zdrowie metaboliczne jest ogniwem łączącym otyłość z ryzykiem chorób układu krążenia.

„Nasze badania wskazują, że otyłość sama w sobie nie jest czymś najgorszym, jeśli młoda kobieta nie ma żadnego zaburzenia metabolicznego. Jednak ponieważ obserwacje te były prowadzone w stosunkowo krótkim okresie, a otyłość w miarę upływu czasu zwiększa ryzyko problemów metabolicznych, wysunęliśmy hipotezę, że może istnieć okienko, w którym zdrowa pod względem metabolicznym, lecz otyła kobieta może spróbować schudnąć i zmienić styl życia, a w ten sposób poprawić swoje prognozy zdrowotne” – powiedziała badaczka.

W rozmowie z PAP dr Schmiegelow podkreśliła, że jeśli panie z nadwagą i otyłością nie będę nic robić, by przeciwdziałać zaburzeniom metabolicznym to po dłuższym czasie ich ryzyko zawału i udaru może wzrosnąć.

Przyznała też, że związek otyłości z ryzykiem zawału może zależeć od czynników genetycznych lub epigenetycznych (tj. modyfikujących aktywność genów, a nie ich sekwencję). „Jednak styl życia w istotnym stopniu kształtuje ryzyko zaburzeń metabolicznych i ryzyko schorzeń układu krążenia” – zaznaczyła.

Kolejnym badaniem, które potwierdziło, że zdrowie metaboliczne jest ważniejsze niż zbędne kilogramy zaprezentowała prof. Tabassome Simon ze Szpitala Św. Antoniego w Paryżu. Jej zespół analizował dane zebrane (w ramach rejestru FAST-MI 2005) wśród ponad 3400 francuskich pacjentów, którzy opuścili szpital po ostrym zawale serca pod koniec 2005 r. W przypadku ponad 3100 pacjentów naukowcy mieli informację na temat ich BMI, w tym dla ponad 1600 również na temat obwodu talii. Obwód w pasie jest uważany za najprostszy wskaźnik tzw. otyłości brzusznej, która wiąże się z otłuszczeniem narządów w jamie brzusznej. Badania wskazują, że tkanka tłuszczowa tam zgromadzona jest aktywna hormonalnie i wydziela związki niekorzystnie wpływające na stan zdrowia człowieka.

Stan zdrowia pacjentów śledzono przez 5 lat.

Analizy prowadzono z uwzględnieniem BMI oraz obwodu talii. Pacjentów podzielono na pięć grup ze względu na BMI – mniej niż 22 kg/m2 (przy czym wskaźnik niższy niż 18,5 oznacza niedowagę), od 22 do 25 (prawidłowa masa ciała), od 25-30 (nadwaga), od 30 do 35 (otyłość pierwszego stopnia) i 35 lub więcej (poważna otyłość). Wyróżniono też trzy grupy ze względu na obwód talii. Dla kobiet mniej niż 88 cm w talii, oznaczało brak otyłości brzusznej, kolejną grupę stanowiły panie z 1. stopniem otyłości brzusznej, mające w pasie od 88 do 100 cm, a trzecią panie, które miały w talii 100 cm lub więcej. W przypadku panów były to odpowiednio: grupa mająca mniej niż 102 cm (bez otyłości brzusznej), od 102 cm do 115 cm i 115 cm lub więcej. Co ważne, zgodnie z europejskimi wytycznymi, które są jeszcze bardziej restrykcyjne otyłość brzuszną stwierdza się, gdy obwód w pasie dla pań wynosi powyżej 80 cm, a dla panów powyżej 94 cm.

W ciągu pięciu lat najwyższą śmiertelność stwierdzono w najszczuplejszej grupie (wzrost ryzyka zgonu o 31 proc.), a w grupie najbardziej otyłej ujawniła się ona po 3 latach obserwacji (wzrost ryzyka o 39 proc.). Najmniej narażone na zgon były osoby z łagodną otyłością i nadwagą oraz o BMI od 22 do 25, czyli ważące prawidłowo.

Gdy pod uwagę brano obwód w talii, największe ryzyko zgonu miały osoby najszersze w pasie – powyżej 100 cm w przypadku kobiet i powyżej 115 cm wśród panów. Natomiast, gdy w analizie uwzględniono obydwa wskaźniki okazało się, że niezależnie od BMI pacjenci o największym obwodzie talii w swojej grupie (niekoniecznie powyżej 100 cm czy 115 cm) mieli największe ryzyko zgonu w ciągu pięciu lat. W porównaniu z osobami, których obwód w pasie był najmniejszy było ono wyższe średnio o 44 proc., a o 41 proc. w grupie najszczuplejszej i o 65 proc. w grupie najbardziej otyłej.

„Oznacza to, że najwyższe ryzyko zgonu u osób, które przeżyły zawał serca, związane jest z małą oraz bardzo dużą masą ciała, a także dużym obwodem w pasie. Niedobrze jest być zbyt szczupłym, zbyt otyłym, ale jeszcze gorzej jest, gdy mamy duży brzuszek” – oceniła dr Simon. Dodała zarazem, że w przypadku najgrubszych pacjentów ryzyko zgonu było wysokie niezależnie od obwodu talii.

Jej zdaniem kampanie edukacyjne i profilaktyczne dla osób po zawale serca powinny koncentrować się raczej na zwalczaniu największej otyłości oraz otyłości brzusznej (a także innych czynników ryzyka, jak siedzący tryb życia i palenie papierosów), a nie nadwagi i łagodnej otyłości.

„To badanie rodzi pytanie, dlaczego w ocenie ryzyka zgonu i chorób układu krążenia stosujemy ciągle BMI, skoro wiele innych badań wykazało, że nie jest to dostatecznie dobry parametr służący do tego celu” – powiedział dr Heinz Drexel z Uniwersytetu w Innsbrucku w Austrii. Jego zdaniem zamiast tego powinno się raczej mierzyć obwód pasa, aby ocenić otyłość brzuszną, która jest lepszym wskaźnikiem występowania zespołu metabolicznego. Jest to zarazem najłatwiejsza metoda. BMI wylicza się dzieląc masę ciała w kilogramach przez wzrost w metrach podniesiony do kwadratu; do zmierzenia obwodu w talii wystarczy tylko centymetr.

Zgodziła się z nim prof. Simon. „BMI nie jest dobrym wskaźnikiem, powinniśmy raczej oceniać zawartość tkanki tłuszczowej i mięśniowej w organizmie. Można mieć wysokie BMI, ale dużą wydolność fizyczną, bo np. uprawia się sport, co sprawia, że mamy dużą masę mięśniową. Dlatego obwód pasa jest lepszym wskaźnikiem ryzyka” – podkreśliła.

Jak oceniła dr Schmigielow, BMI może być tylko punktem wyjścia do oceny nadwagi i otyłości, ale następnie należy ocenić ryzyko metaboliczne pacjenta.

Na kongresie w Amsterdamie dr Nagahiro przedstawił też dowody na istnienie paradoksu otyłości wśród japońskich pacjentów z nadciśnieniem i cukrzycą. Największe ryzyko zawału sera, udaru mózgu, hospitalizacji z powodu niewydolności serca czy zgonu z przyczyn sercowych miały osoby o najniższym BMI – poniżej 23 kg/m2, a najmniejsze osoby z najwyższym BMI, tj. równym lub wyższym niż 27 k/m2 (do 30 mówi się o nadwadze, od 30 o otyłości).

Jego zdaniem można tłumaczyć to tym, że osoby najszczuplejsze miały najcięższa postać cukrzycy typu 2 – mimo że chorowały tak samo długo, jak pacjenci z innych grup wcześniej musiały zacząć stosować insulinę.

Dr Nagahiro zaznaczył, że wyniki tych badań nie zmieniają faktu, iż poważna otyłość jest czynnikiem ryzyka chorób układu krążenia.

Joanna Morga (PAP)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>