Amazoński krem odżywczy do rąk ! Hit Farmaceutów z Warszawy!

Praca w prawdziwym laboratorium kosmetycznym. Pachnące odczynniki, profesjonalny sprzęt. I satysfakcja z samodzielnego wytworzenia kremu do rąk. Tego wszystkiego doświadczyli uczestnicy warsztatów, zorganizowanych przez Wydział Farmaceutyczny Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego w ramach XII Festiwalu Nauki w Warszawie.

Zajęcia pod nazwą „Amazoński krem odżywczy do rąk” poprowadziły dr Barbara Chałasińska i mgr Anna Żebrowska-Szulc z Zakładu Farmacji Stosowanej. „Skąd wziął się tytuł naszej prezentacji. Otóż surowiec, z którego pochodzi użyta do produkcji kremu substancja czynna, to masło z orzechów CUPUASAE. A orzechy te rosną właśnie w dorzeczu Amazonki” – wytłumaczyła Anna Żebrowska-Szulc. Jak zaznaczyła, wykorzystywanie egzotycznych roślin w kosmetologii nie jest obecnie niczym niezwykłym. W ostatnich latach dość intensywnie rozwija się nawet cała gałąź nauki – etnobotanika, będąca połączeniem botaniki i etnologii. Nauka ta zajmuje się badaniem powiązań między roślinami a kulturą różnych społeczności ludzkich, kładąc szczególny nacisk na poznanie sposobów i mechanizmów używania poszczególnych gatunków roślin do celów medycznych, kosmetycznych, spożywczych, tekstylnych, budowlanych, a nawet magicznych i religijnych, w danej grupie etnicznej.

„Wyciąg z orzecha CUPUASAE, uzyskiwany przez nas w postaci masła, zawiera dużo witaminy E, kwasu oleinowego i lanolinowego. Jest świetnym emolientem (nawilżaczem – przyp. PAP) zmiękczającym powierzchnię naskórka” – opowiadały farmaceutki. „Amazoński” kosmetyk przyspiesza regenerację przesuszonego naskórka, natłuszcza i nawilża skórę dłoni, a na ich powierzchni pozostawia ochronny film.
„To bardzo cenne właściwości, bo wiadomo, że nasze ręce ciągle narażane są na działanie szkodliwych czynników: detergentów, substancji chemicznych, światła czy wahań temperatury, które niszczą płaszcz lipidowy pokrywający nasz naskórek” – zauważyła Żebrowska-Szulc.
Żeby go odbudować, warto, szczególnie po umyciu rąk mydłem, posmarować je kremem. „On da nam nie tylko uczucie komfortu, ale też zabezpieczy przed wysuszeniem i zmniejszeniem powłoki ochronnej” – dodała dr Chałasińska.

Prowadzące wyjaśniły też, że wywarzany podczas warsztatów krem będzie się składał z dwóch faz: płynnej oraz tłustej – olejowej. Będzie to więc emulsja, czyli układ (mieszanina) dwóch substancji, z których jedna zawieszona jest w drugiej. Faza tłusta złożona będzie m.in. z emulgatorów, antyutleniaczy, substancji zapobiegających jełczeniu oraz emolientów. Bez tych ostatnich, jak wytłumaczyły farmaceutki, nie mogłaby się obyć współczesna kosmetologia.

„Emolienty (od łacińskiego słowa +emoliare+, które oznacza +zmiękczać+) mogą być pochodzenia naturalnego lub syntetycznego. Są nimi oleje mineralne, tłuszcze i masła, a wszystkie służą temu, żeby zmiękczyć naszą skórę i uelastycznić ją tak, abyśmy nie odczuwali wysuszenia, szorstkości i innych niepożądanych zmian” – powiedziała Anna Żebrowska-Szul.
Jednak emolienty fazy olejowej to nie jedyne składniki amazońskiego kremu, wykazujące dobroczynne działanie na skórę rąk. Także faza wodna (płynna) zawiera substancję, która zatrzymuje wodę w naskórku i nie pozwala wyparowywać jej na zewnątrz. Jest nią gliceryna – powszechny składnik wielu kremów i maści do pielęgnacji dłoni.

Poza nią fazę wodną tworzą także: konserwant, który zapobiega temu, abyśmy w czasie użytkowania nie zainfekowali kremu drobnoustrojami, zagęstnik, zapewniający odpowiednią konsystencję kosmetyku, związek chelatujący (wyłapujący metale – przyp. PAP) oraz kompozycja zapachową. „Ta ostatnia jest naszą zakładową tajemnicą” – zdradziły prowadzące.
Uczestnicy warsztatu mogli dotknąć i powąchać każdego z wymienionych składników. A po teoretycznym zapoznaniu się z ich właściwościami przystępowali do pracy laboratoryjnej.

Pierwszy etap produkcji kremu polegał na odważeniu i połączeniu poszczególnych składników obu faz. Następnie, na łaźni wodnej i przy użyciu specjalnych mieszadeł, festiwalowi goście stapiali obie fazy ze sobą. „Ponieważ woda jest fazą zewnętrzną, a olej znajduje się wewnątrz, nasz krem nie będzie zbyt tłusty ani zbyt lepki – podkreśliła dr Barbara Chałasińska. – A to ważne, jeśli jego używanie ma być dla nas przyjemnością”.

Po zmieszaniu, wytrząsaniu, podgrzaniu i odczekaniu kilku minut, krem był gotowy. Każdy z uczestników pokazu mógł od razu zapoznać się z jego działaniem, a „pokaźną” próbkę zabrać do domu. „Oto nasze dzisiejsze dzieło – oznajmiły na zakończenie pracownice WUM. – Świeżutki i jeszcze ciepły krem do rąk!”.

PAP – Nauka w Polsce, Katarzyna Czechowicz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>